Przyznam szczerze, że przed moim przylotem do USA właściwie nie interesowałam się tym krajem. Moja wiedza na temat Ameryki była bardzo podstawowa, a na liście miejsc do zobaczenia w przyszłości Stany plasowały się daleko poza czołówką. Nie da się jednak ukryć, że w Polsce dość popularna jest amerykańska popkultura, a właściwie od zawsze ktoś miał rodzinę w USA, więc i słyszał jakieś opinie o Ameryce i Amerykanach. I o ile przeciętny Polak zapytany o to, co sądzi o mieszkańcach Trynidad i Tobago, raczej nie miałby za wiele do powiedzenia, o tyle zapytany o mieszkańców Stanów Zjednoczonych z pewnością pociągnąłby temat. Pytanie tylko, na ile dzieliłby się swoimi opiniami, a na ile popularnymi stereotypami, których Amerykanie doczekali się całe mnóstwo? Dziś postanowiłam rozprawić się z pięcioma najpopularniejszymi moim zdaniem stereotypami na temat Amerykanów. Wiadomo, stereotypy nie biorą się zazwyczaj z powietrza, ale jest w nich ziarno prawdy. Więc zobaczmy, gdzie na tym jednym ziarnie się skończyło, a gdzie uzbierała się ich cała górka.

1. Amerykanie są głupi.
Wydaje mi się, że jest to absolutny numer jeden w kategorii stereotypów o Amerykanach. Ba! Nawet kilkukrotnie zostałam zapytana wprost, gdy odwiedzałam Polskę, czy "Amerykanie naprawdę są tacy głupi". Wydaje mi się, że ten sterotyp ma aktualnie swoje źródło w dwóch miejscach: w amerykańskich komediach (typu "American Pie") i programach rozrywkowych (typu "Jerry Springer"), oraz w filmikach na Youtube, które obnażają niewiedzę Amerykanów. Tylko z tymi źródłami jest pewien problem: Polska również ma swoje głupie komedie (chociażby "Wyjazd integracyjny"), ma także swój kanał "Matura to bzdura", gdzie obnażona jest niewiedza Polaków. Moim zdaniem równanie jest proste- wszędzie są ludzie mądrzy i głupi. Tyle że Ameryka jest ogromna, a amerykańska popkultura jest obecna dosłownie wszędzie, więc może tę amerykańską głupotę widać po prostu bardziej.
Z mojego sześcioletniego doświadczenia mieszkania w USA mogę powiedzieć, że spotkałam Amerykanów zarówno bardzo inteligentnych, jak i tak głupich, że nie wiem jakim cudem są w stanie funkcjonować w świecie. Co jednak muszę przyznać, Amerykanie są zazwyczaj wykształceni w dużo węższym zakresie niż Polacy. Wynika to z systemu edukacji. Podczas gdy w Polsce uczniowie aż do końca liceum są kształceni właściwie we wszystkich kierunkach (nawet idąc do klasy profilowanej, i tak ma się wszystkie przedmioty w jakimś zakresie), o tyle w Ameryce już w najmłodszych uczniach stara się wykryć ich predyspozycje i kształcić z naciskiem na kierunek predyspozycji. Moim zdaniem każdy system ma swoje wady i zalety, ale nie ma co ukrywać, że przeciętny Polak ma większą wiedzę ogólną niż przeciętny Amerykanin. Wydaje mi się również, że Polacy mają większe predyspozycje do samodzielnego rozwiązywania problemów, co może wynikać zarówno z trudnej historii naszego kraju, jak i znowu- z systemu edukacji. W Polsce po prostu trzeba sobie radzić, w szkole nikt ucznia nie będzie prowadził za rączkę. Natomiast w Ameryce ludzie są przyzwyczajeni, że w pewien sposób wszystko jest im podane na tacy. Przykład z mojej szkoły- jeden, choć mogłabym je mnożyć. Na jednych zajęciach mieliśmy zadanie domowe- wybrać się do czytelni na kampusie i w odpowiednich encyklopediach i rocznikach prawniczych znaleźć konkretne informacje. Przed kolejnymi zajęciami połowa klasy była oburzona- że co to w ogóle za zadanie, że nie zostało wytłumaczone, że oni w ogóle nie wiedzieli co mają z tym zrobić. Nie mam pojęcia, co mogłoby wymagać wytłumaczenia. Na którym piętrze jest czytelnia?
2. Amerykanie są grubi.
W tym stereotypie zdecydowanie jest bardzo dużo prawdy. Oczywiście, nie wszyscy Amerykanie są grubi. Wielu Amerykanów bardzo dba o swoją sylwetkę, odżywia się zdrowo i uprawia regularnie sport. Ale prawdą jest, że Ameryka znajduje się w czołówce najbardziej otyłych państw świata i aż 35% Amerykanów cierpi na otyłość. Mało tego, problem ten postępuje i z roku na rok jest coraz większy, co wyraźnie widać na mapkach poniżej.

Pamiętam, że kiedy po raz pierwszy przyleciałam do USA byłam w ogromnym szoku, widząc tak wiele tak bardzo otyłych osób. Przecierałam oczy widząc osoby tak otyłe, że dosłownie potrzebowały dwóch miejsc w autobusie, czy też poruszające się specjalnymi pojazdami, a w sklepie pakujące do wózka coca-colę, chipsy i mrożone hamburgery. Osoby nazywane w Polsce "grubasami", tutaj mogłyby spać spokojnie, bo byłyby raczej w dolnej granicy. Przyznam szczerze, że nie mam pojęcia, jakim cudem Amerykanie "roztywają" się do takich rozmiarów. I w ogóle nie łykam tych głupot, że pewnie to z powodu choroby. Oczywiście, otyłość prowadzi do bardzo poważnych chorób, ale nie wierzę, że aż 35% populacji ma choroby hormonalne czy jakieś inne, które to doprowadziły je do otyłości. W moim odczuciu jest to zwyczajnie lenistwo i zła dieta, wpajana już od dziecka. Tak, to prawda- dla wielu Amerykanów McDonald's jest na porządku dziennym.
3. Amerykanie są zawsze uśmiechnięci.
Na pewno nie zawsze, czasem też się smucą lub denerwują. Ale zgadzam się, że uśmiechu w Ameryce jest zdecydowanie więcej niż w Polsce. Uśmiechają się obcy ludzie na ulicy, uśmiechają się ekspedientki. Jest jakoś tak milej, nawet jeśli zdajemy sobie sprawę, że ten uśmiech jest poniekąd wymuszony na przykład przez rodzaj wykonywanej pracy. Wydaje mi się, że z tym uśmiechem łączy się jeszcze jedno zjawisko- szacunek do drugiej osoby. Przez tych kilka lat w Ameryce nigdy nie zdarzyło mi się, by sprzedawca był nieuprzejmy, a lekarz arogancki. Wręcz przeciwnie- sprzedawcy zazwyczaj upewniają się kulturalnie, czy "everything is ok" oraz czy znaleźliśmy wszystko, czego potrzebowaliśmy, natomiast lekarze delikatnie i ze zrozumieniem obchodzą się z pacjentami. I jeszcze jedna rzecz. Mam wrażenie, że bezinteresowny uśmiech jest w Ameryce tak zakorzeniony, że jego brak może być odebrany jako... niegrzeczność i gburowatość.
4. Amerykanie to patrioci
Szczerze mówiąc mam bardzo mieszanie uczucia co do tej tezy. No bo z jednej strony na każdym kroku powiewa amerykańska flaga, ba! flaga amerykańska jest dosłownie na wszystkim: strojach kąpielowych, skarpetkach, ręcznikach, kubkach, długopisach... Każdy Amerykanin prawdopodobnie zna również doskonale hymn narodowy, głównie dlatego, ze jest on odgrywany między innymi przed wszystkimi ważniejszymi wydarzeniami sportowymi. Amerykanie są także dumni ze służby w wojsku, a także z samego faktu, że są Amerykanami. Kiedy przychodzi
do świętowania Dnia Niepodległości, cały kraj przyodziewa narodowe barwy i bawi się radośnie grillując żeberka. Ale z drugiej strony mam wrażenie, że ten patriotyzm jest nieco powierzchowny, że to tylko taka ciepła kołderka, pod którą niewiele się skrywa. Że może przeciętny Amerykanin potrafiłby wyrecytować wszystkich prezydentów, ale niekoniecznie powiedziałby coś więcej. Ale może te moje obiekcje wynikają z tego, że nasz polski patriotyzm jest utożsamiany z czymś zupełnie innym? My mamy długą i bogatą historię; wiele, jako naród, razem przeszliśmy. Z tego też powodu wiele nas łączy, a przywiązanie do Polski często wręcz wysysamy z mlekiem matki. Tak sobie myślę, że polski patriotyzm i amerykański patriotyzm to dwa zupełnie różne patriotyzmy. Czy któryś jest lepszy od drugiego? Raczej nie, każdy zwyczajnie wyrósł w innych warunkach, to i objawia się inaczej. No i w końcu- kto daje nam prawo, by oceniać patriotyzm innej osoby?

A jak samych siebie postrzegają pod tym kątem Amerykanie? Ciekawe statystyki możecie przeczytać na przykład TUTAJ, a poniżej dwa najciekawsze moim zdaniem wykresy:
5. Amerykanie uwielbiają broń
Fakt, uwielbiają. Uwielbiają na tyle, żeby prawo do posiadania broni zawrzeć w jednej z poprawek do Konstytucji. Co ciekawe, druga poprawka, w której zawarte jest prawo do posiadania broni, została uchwalona w 1791 roku, czyli w kompletnie innej epoce. Myślę, że również
ratio legis było inne niż to, które przyświecałoby prawodawcom w naszych czasach. Nie zmienia to faktu, że Amerykanie prawo do posiadania broni często utożsamiają ze swoją wolnością. Co również interesujące, mimo iż prawo do posiadania broni jest prawem krajowym (z racji zawarcia go w Konstytucji Stanów Zjdnoczonych), to każdy stan doprecyzowuje to prawo w nieco innyc sposób. Na przykład inne mogą być wymagania do zrobienia licencji, kupna broni, czy noszenia jej w miejscach publicznych.
Jak zwykle- nie wszyscy są fanami broni palnej, ale jednak Ameryka pod względem liczby posiadanej broni bije inne kraje na głowę. Spójrzcie sami:
Co ciekawe, pomijając sytuacje typu gangsterskie porachunki (których nota bene pełno na ulicach Chicago, o czym pisałam na przykład
TUTAJ), broni za bardzo na ulicach nie widać. O broni też się jakoś specjalnie dużo nie rozmawia, a jednak wiadomo, że ona gdzieś "tam" jest. Chociaż przypuszczam, że w południowych stanach, na przykład Teksasie, broń może być bardziej widoczna na co dzień.
A jakie Wy macie zdanie na temat stereotypów o Amerykanach? Może znacie inne, dziwne, zabawne albo drażniące? Ja na dziś wybrałam pięć moim zdaniem najpopularniejszych, ale z chęcią dodam kolejne posty, w których tłumaczyć będę kolejne stereotypy, co Wy na taki minicykl?
Dzisiejszy post powstał we współpracy z Klubem Polki na Obczyźnie. Przez cały miesiąc dziewczyny z najróżniejszych zakątków świata będą pisały o tym, jak zmieniło się ich postrzeganie kraju, w którym mieszkają obecnie. Jeśli jesteście ciekawi, koniecznie zajrzyjcie TUTAJ.