Doskonale pamiętam, jak Daniel kiedyś uprzedzał mnie, że w Chicago praktycznie nie ma wiosny, o przedwiośniu w ogóle nie ma co marzyć. Po prostu jest zima, aż nagle, z dnia na dzień, robi się ciepło i jest lato. Nie mogłam w to uwierzyć, no bo niby jak to możliwe, żeby jednego dnia padał śnieg, a kilka dni później słońce grzało tak mocno, że można chodzić w krótkim rękawku?
Otóż, jest to możliwe. Sama tego doświadczyłam w tym roku, a Ci, którzy śledzą mojego bloga z pewnością też to zauważyli. Nie dalej jak dwa tygodnie temu padał śnieg, może nie jakiś intensywny, może nie utrzymał się zbyt długo, ale jednak był to śnieg. A tymczasem, już od kilku dni, słońce grzeje coraz mocniej, dni są coraz cieplejsze, niebo jest praktycznie bezchmurne, a ludzie już pochowali zimowe kurtki i przerzucili się na letnie ubrania i japonki.
Jeszcze niedawno uporczywie szukałam śladów wiosny i popadałam we frustrację, że nie mogę ich znaleźć. A może problem polegał na tym, że nie trzeba było szukać śladów wiosny, tylko od razu śladów lata? Na początku lutego pisałam o świstaku Phill'u- istnieje przekonanie, że jeżeli wychodząc z norki zobaczy on swój cień, to zima potrwa jeszcze 6 tygodni. Dlaczego naiwnie pomyślałam, że po tych 6 tygodniach przyjdzie wiosna? Owszem, zima się skończyła, ale zamiast wiosny przyszło lato!
A na pożegnanie chicagowskiej niby-wiosny, dzisiejsze poranne zdjęcia:
Otóż, jest to możliwe. Sama tego doświadczyłam w tym roku, a Ci, którzy śledzą mojego bloga z pewnością też to zauważyli. Nie dalej jak dwa tygodnie temu padał śnieg, może nie jakiś intensywny, może nie utrzymał się zbyt długo, ale jednak był to śnieg. A tymczasem, już od kilku dni, słońce grzeje coraz mocniej, dni są coraz cieplejsze, niebo jest praktycznie bezchmurne, a ludzie już pochowali zimowe kurtki i przerzucili się na letnie ubrania i japonki.
Jeszcze niedawno uporczywie szukałam śladów wiosny i popadałam we frustrację, że nie mogę ich znaleźć. A może problem polegał na tym, że nie trzeba było szukać śladów wiosny, tylko od razu śladów lata? Na początku lutego pisałam o świstaku Phill'u- istnieje przekonanie, że jeżeli wychodząc z norki zobaczy on swój cień, to zima potrwa jeszcze 6 tygodni. Dlaczego naiwnie pomyślałam, że po tych 6 tygodniach przyjdzie wiosna? Owszem, zima się skończyła, ale zamiast wiosny przyszło lato!
A na pożegnanie chicagowskiej niby-wiosny, dzisiejsze poranne zdjęcia:




