2/23/2017

Co warto zjeść w Nowym Orleanie?

Co warto zjeść w Nowym Orleanie?
Kiedy ktoś pyta mnie, jakie miejsce w USA spodobało mi się najbardziej, odpowiadam bez wahania- Nowy Orlean! Mimo że od naszej podróży do NOLA minęły już dwa lata, wciąż jestem pod wielkim wrażeniem tego miasta. Jego specyficzny klimat, wszechobecna sztuka, historia- to wszystko utkwiło głęboko w moim sercu. A do tego niesamowita kuchnia! I o tej właśnie kuchni będzie dzisiejszy post.

Kuchnia Nowego Orleanu (podobnie jak całej Luizjany) jest bardzo specyficzna, zreszą jak całe miasto. Mieszają się w niej wpływy amerykańskie, francuskie, hiszpańskie, afrykańskie i karaibskie. Kuchnia cajun, kuchnia kreolska- tak bywa określana. Pamiętam, że kiedy jechaliśmy do Nowego Orleanu, naczytałam się wszędzie, że jest to kuchnia bardzo pikantna. Doprawiona- zdecydowanie tak, ale z tą pikantnością to bym jednak nie przesadzała. Dziś przygotowałam dla Was subiektywne zestawienie 8 potraw i produktów, które moim zdaniem zdecydowanie warto zjeść w Nowym Orleanie. Pewnie, nie musicie... ale nie mówcie wtedy, że jedliście w NOLA :D To zaczynamy!

1. Gumbo

Gumbo jest to rodzaj gęstej zupy, która swoje korzenie ma w XIX wieku w Luizjanie. Składa się z mięsa lub skorupiaków, a także warzyw typowych dla kuchni cajun- selera, papryki i cebuli. Do tego, w celu zagęszczenia- okra lub zasmażka. Podawana jest zazwyczaj z ryżem. W moim odczuciu jest to zupa dość ciężka, z bardzo intensywnym i charakterystycznym smakiem. Zdecydowanie w czołówce nowoorleańskich dań!


Jeśli dobrze pamiętam, powyższe zdjęcie gumbo pochodzi z restauracji Tableau, którą bardzo polecam. Wprawdzie obsługa jest dość opieszała, ale jedzenie przepyszne, a ponadto można usiąść na balkonie z widokiem na plac przed Katedrą św. Ludwika. Niesamowity klimat!



 2. Jambalaya

Jambalaya jest to danie, które nie ma jednego konkretnego przepisu. Składnik podstawowy i obowiązkowy to ryż, ale dodatki to już kwestia indywidualna. Mogą być warzywa, skorupiaki, kiełbasa andouille. Taka trochę paella, tyle że w wersji kreolskiej.

fot.
3. Po-boy

Filadelfia ma swój Philly Cheese Steak, Nowy Orlean ma Po-boya. Jest to kanapka podawana w bagietce, zazwyczaj z mięsem bądź owocami morza. Nie zachwycił mnie oryginalny Philly Cheese Steak, nie zachwycił mnie szczerze mówiąc również Po-boy. Ale jak się jest w Nowym Orleanie, to spróbować trzeba.


4. Grits

Grits to nic innego jak gęsto przyrządzona kasza kukurydziana. Nie jest to wprawdzie danie charakterystyczne typowo dla Luizjany, ale generalnie dla południa Stanów Zjednoczonych, wywodzące się jeszcze z kuchni Indian. Muszę jednak przyznać, że grits z owocami morza serwowany w Nowym Orleanie w moim odczuciu nie ma sobie równych!

fot.

5. Beignets

Nie można być w Nowym Orleanie i nie zjeść pączków (beignets) z Cafe du Monde. Po prostu nie można. Cafe du Monde to symbol Nowego Orleanu- kawiarnia otwarta w 1862 roku, działająca 24/7 i zamknięta tylko w Boże Narodzenie i podczas huraganów. Serwowany jest tam tylko jeden rodzaj pączków i kawa- zwykła i z mlekiem. Jak widzicie, menu jest więc skrajnie okrojone, a mimo to w sezonie trudno się tam dostać! Pączki są rzeczywiście smaczne, choć jest to smak, który z nam z Polski- z kuchni mojej babci. Kawa jak kawa, miłośnicy Starbucks raczej nie poczują się usatysfakcjonowani. Ale dla niesamowitego klimatu trzeba tam być!


6. Tabasco

Każdy zna ostry sos tabasco. Pochodzi on z Meksyku, ale od połowy XIX wieku nazwa ta zastrzeżona jest dla firmy z Luizjany. Kilka godzin jazdy od Nowego Orleanu znajduje się Avery Island, gdzie odbywa się produkcja sosu Tabasco. Oczywiście, w całym Nowym Orleanie można kupić całą paletę sosów. Tak, w liczbie mnogiej, bo jest ich całkiem sporo:


7. Praliny

Nowoorleańskie praliny to ręcznie robione ciastka, wykonane przede wszystkim z mleka, cukru i orzechów pekan. Można je spotkać w wielu punktach miasta i wszystkie są niesamowicie smaczne! Niestety też nie są najtańsze, ale niedługo planuję wypróbować kilka domowych przepisów, więc jak uda mi się osiągnąć smak z Nowego Orleanu, to dam znać.

fot.
8. Hurricane

Po całym dniu zwiedzania i obżarstwa, warto usiąść i wypić dobrego drinka. W tym temacie polecam Hurricane- typowego nowoorleańskiego drinka na bazie rumu. W temacie alkoholu muszę też dodać, że we French Quarter można zgodnie z prawem pić alkohol na ulicy. Dzięki temu, na każdym rogu można znależć bary, które oferują jelly shots i drinki na wynos. Nie bez powodu Nowy Orlean bywa nazywany Disneylandem dla dorosłych!

Mohito i Hurricane
Jeden z barów z drinkami na wynos. Nie widać tego na zdjęciu, ale jest otwarty na ulicę!


I to tyle jeśli chodzi o jedzenie, którego moim zdaniem warto spróbować będąc w Nowym Orleanie. Dajcie znać czy mieliście ochotę spróbować czegoś z listy! A może macie jeszcze inne propozycje dań, których nie można sobie odmówić w NOLA?



Więcej nowoorleańskich opowieści:

2/20/2017

Jak wyglądają luksusowe chicagowskie apartamenty? (edycja 2017)

Jak wyglądają luksusowe chicagowskie apartamenty? (edycja 2017)
     Przeglądałam właśnie strony z nieruchomościami na sprzedaż w Chicago i pomyślałam, że jest to idealna okazja, by uaktualnić post sprzed blisko dwóch lat o luksusowych chicagowskich apartamentach. Jeśli jesteście ciekawi, w jakich mieszkaniach można żyć w Wietrznym Mieście mając na zbyciu kilka bądź kilkanaście milionów dolarów, do zapraszam na krótką wycieczkę!

--- post z 2015 roku z ówczesnymi ofertami znajdziecie TUTAJ---

     Na potrzeby dzisiejszego wpisu wybrałam kilka najbardziej luksusowych apartamentów na sprzedaż, które znaleźć można w serwisach Zillow bądź Trulia. Wszystkie one musiały spełniać jeden podstawowy warunek- kosztować co najmniej 7,5 miliona dolarów. Z kilkunastu ofert wybrałam 4 moim zdaniem najciekawsze, a następnie wyselekcjonowałam jedynie po kilka zdjęć, żeby nie zmęczyć Was przewijaniem ;). To chodźcie, zażyjmy trochę luksusu!

Mieszkanie 1. Ulokowane w centrum miasta, w jednej z najbogatszych dzielnic Chicago- Gold Coast. Cztero-sypialniowy i pięcio-łazienkowy apartament za jedyne $7 998 000. Moim zdaniem wystrój jest całkowicie przeciętny, ale te widoki z okien robią swoje! (pełna oferta na zillow)


Mieszkanie 2. Mieszkanie przy samym Lake Shore Drive, 4 sypialnie i 6 łazienek za $8 500 000. Za dodatkowe $425 miesięcznie można mieć parking i codzienne mycie auta. W tym apartamencie najbardziej urzekł mnie przykuchenny pokój na wino. Mnóstwo wina! (pełna oferta na zillow)


Mieszkanie 3. Kolejny apartament jest dość... specyficzny. Zakładam, że mieszkają tam starsi lub staroświeccy ludzie, bo inaczej nie jestem w stanie wytłumaczyć sobie tego, jak to określono w ofercie, "francuskiego" wystroju. 6 sypialni, 9 łazienek za $10 500 000. Plus zapewne kilkaset tysięcy na remont... (pełna oferta na zillow)


Mieszkanie 4. Ten apartament spodobał mi się najbardziej ze wszystkich aktualnie dostępnych mieszkań luksusowych. Niesamowity wystrój i widoki! Tak się składa, że jest też najdroższy. Położony w Trump Building, 4 sypialnie i 5 łazienek za $12 700 000. Do tego garaż na pięć aut. Nawet nie robiłam kolażu, żebyście mogli pozachwycać się tak jak ja! (pełna oferta na zillow)

Idealne miejsce na poranną herbatę!





Szczerze mówiąc poza tą właśnie ostatnią ofertą nic mnie szczególnie nie zachwyciło. Wiele mieszkań miało pojedyncze, ciekawe elementy, ale całość zazwyczaj była albo brzydka, albo banala, albo totalnie bez pomysłu i smaku. Nie mogę wyjść ze zdziwienia, że ludzie, którzy mają tak drogie mieszkania, żyją w tak nieładnych wnętrzach. Jak widać, nie wszystko złoto co się świeci. A żeby ładnie mieszkać, wcale nie potrzeba milionów. Tylko te widoki warte są milionów monet...

I na koniec jeszcze ciekawostka. W Chicago powstaje aktualnie kolejny drapacz chmur- Vista Tower.  Ma on zostać ukończony w 2020 roku i będzie trzecim co do wysokości budynkiem w mieście. Mimo że Vista Tower jest jeszcze w budowie, już można kupować w niej apartamenty- 4 sypialnie są wycenione na około 10 milionów dolarów. A jak będzie wyglądał budynek? Oto projekcje:


Jeśli jesteście zainteresowani Vista Tower, zajrzyjcie na ich oficjalną stronę TUTAJ.


I jak Wasze wrażenia? Czy coś przykuło Waszą uwagę?



________________________________________

Będąc w temacie wystroju, nie mogę nie powitać Was na blogu po małym, wiosennym przemeblowaniu! Jak zapewne zauważyliście, blog doczekał się w końcu nowej szaty graficznej. Mam nadzieję, że kolory jeszcze bardziej wprowadzą Was w amerykański klimat, a nowoczesny szablon sprawi, że wygodniej będzie czytać posty i poruszać się po blogu. Dajcie znać co Wy na takie zmiany!

2/12/2017

O co chodzi ze zniesieniem wiz dla Polaków i zaostrzeniem przepisów?

O co chodzi ze zniesieniem wiz dla Polaków i zaostrzeniem przepisów?
     Dziś postanowiłam rozprawić się z dwoma mitami dotyczącymi sprawy istotnej dla wielu z Was- wizami turystycznymi dla Polaków. Jest to temat wiecznie żywy, poruszany podczas każdej z kilku ostatnich kampanii prezydenckich w USA, a także chętnie komentowany szczególnie przez osoby, które o amerykańskim systemie wizowym nie mają bladego pojęcia. Prowadzi to do plotek, niejasności i nieporozumień, które dziś, w miarę swojej wiedzy, postaram się sprostować.


Czym jest wiza turystyczna do USA?

Wiza turystyczna (B-2) jest to dokument upoważniający do pobytu ta terenie Stanów Zjednoczonych w celach turystycznych lub by odwiedzić krewnych bądź znajomych. Jeśli zamierzamy udać się do USA w innych celach, powinniśmy ubiegać się o inną wizę w zależności od konkretnego celu, np. wizę pracowniczą bądź studencką.
Żeby uzyskać wizę turystyczną, a dokładnie promesę wizową, należy wypełnić odpowiednie dokumenty, uiścić wymagną opłatę i odbyć spotkanie z amerykańskim konsulem w ambasadzie (Warszawa) lub konsulacie (Kraków). Podczas rozmowy z konsulem należy przede wszystkim wykazać, że nasz pobyt w USA będzie zgodny z prawem (czyli jedziemy w odwiedziny lub w podróż, a nie np. do pracy), a także że posiadamy tzw. silne więzi z Polską, czyli że zamierzamy tu wrócić w odpowiednim czasie. Promesa wizowa wydawana jest na określony czas, maksymalnie na 10 lat. Warto dodać, że decyzja konsula jest całkowicie uznaniowa i nie przysługuje nam żadne odwołanie od negatywnej dla nas decyzji.
Mając już promesę wizową w paszporcie, nazywaną potocznie wizą, możemy udać się do USA. Ale uwaga! Po przylocie, na lotnisku odbywamy rozmowę z urzędnikiem podczas której zazwyczaj znów musimy wykazać, że cel naszej podróży jest zgodny z przeznaczeniem wizy. Jeśli urzędnik nam uwierzy, wbija nam do paszportu właściwą wizę, która określa na jak długo możemy zostać w USA. Maksymalnie może to być 6 miesięcy. Jeśli urzędnik będzie miał wątpliwości co do naszej prawdomówności oraz rzeczywistych celów podróży albo odkryje, że będąc wcześniej w USA popełniliśmy jakieś przestępstwo, w tym imigracyjne (np. "przesiedzieliśmy" poprzedni pobyt), może odmówić nam wstępu i zawrócić do Polski najbliższym samolotem.

Co oznacza zniesienie wiz?

Zauważyłam, że wiele osób mylnie rozumie pojęcie zniesienia wiz. Wyobrażają sobie one, że po owym zniesieniu wiz, Polacy mogliby przyjeżdżać do USA i żyć tutaj legalnie zupełnie jak mogą to robić w Europie. Nic bardziej mylnego!
Owe zniesienie wiz oznaczałoby jedynie zniesienie wiz turystycznych!
Co oznaczałoby to w praktyce? Że wybierając się do USA, Polacy nie musieliby udawać się najpierw do ambasady/ konsulatu USA w celu otrzymania wizy turystycznej. Mogliby od razu kupić bilet lotniczy i lecieć za ocean, ale w dalszym ciągu tylko w celach turystycznych. Ale uwaga! W dalszym ciągu czekałaby ich rozmowa z urzędnikiem na lotnisku i w dalszym ciągu mogliby zostać zawróceni do Polski, jeśli urzędnik miałby wątpliwości co do ich intencji. Ponadto, dozwolony pobyt turystyczny również ograniczony byłby czasowo, tyle że nie do maksymalnie 6 miesięcy, a do 90 dni. Osobiście, mam spore wątpliwości, czy owe zniesienie wiz byłoby rzeczywiście korzystne dla Polaków.
Jeśli ktoś chciałby legalnie studiować, pracować bądź mieszkać w USA, w dalszym ciągu musiałby ubiegać się o odpowiednią wizę.

Nie zmienia to faktu, że podczas kampanii wyborczej Donald Trump faktycznie obiecał, że w ciągu kilku tygodni po objęciu urzędu zniesie wizy dla Polaków. Szczerze mówiąc nie rozumiem, jakim cudem ludzie wciąż łykają tę kiełbasę wyborczą. Przyjdą kolejne wybory, kolejny kandydat i znów usłyszymy te same obietnice.

Pieczątka zezwalająca na pobyt w USA na wizie turystycznej


Czy Donald Trump faktycznie zaostrzył przepisy wizowe dla Polaków?

Jest to pytanie, na które odpowiedź od kilku dni szturmuje internet. Problem jest taki, że odpowiedź zazwyczaj jest błędna.
Otóż, wbrew obiegowej opinii i panice, Prezydent Trump nie zaostrzył przepisów wizowych dla Polaków. Jedyne co się zmieniło, to kwestia przedłużenia dotychczasowej dziesięcioletniej promesy wizowej. Do tej pory, posiadacze promes wizowych mieli 4 lata na skorzystanie z uproszczonej procedury odnowienia dokumentu. Po zmianach- będzie to tylko rok, a po upływie tego czasu trzeba będzie starać się o nową promesę na zwyczajnych zasadach. Mówcie co chcecie, ale dla mnie żadne to zaostrzenie regulacji.


Mam nadzieję, że tym postem udało mi się rozwiać choć trochę wątpliwości.

Niezmiennie, jesli interesuje Was temat wiz do USA, nie tylko turystycznych, polecam:
Więcej o wizach możecie przeczytać w zakładce IMIGRACJA.

2/03/2017

5 amerykańskich przekąsek w sam raz na Super Bowl

5 amerykańskich przekąsek w sam raz na Super Bowl
     Już w najblizszą niedzielę, 5 lutego,  w Houston w Teksasie odbędzie się chyba najbardziej wyczekiwane wydarzenie sportowe każdego roku- finał Super Bowl, czyli ligi futbolu amerykańskiego. W tym roku, na 51. już finale, w szranki staną drużyny New England Patriots oraz Atlanta Falcons, przy czym faworytami są ci pierwsi. Przyznaję bez bicia- fanką futbolu amerykańskiego nie jestem, ale finał Super Bowl oglądam co roku odkąd mieszkam w USA. Po pierwsze, z nadzieją, że w końcu poznam coś więcej niż podstawowe zasady tej gry; po drugie, żeby wiedzieć o czym wszyscy mówią; a po trzecie, bo za każdym razem jest to ogromne show. I nie chodzi tylko o samą grę, ale także, a może nawet przede wszystkim, o cały entourage- wielomilionowe reklamy puszczane w przerwach gry oraz half-time show, czyli koncert w połowie meczu, który zawsze dają gwiazdy muzyki i który okrzyknięty jest najchętniej oglądanym muzycznym show w ciągu roku. Tym razem na scenie wystapi Lady Gaga.

     Jeśli w tym roku będziecie oglądać transmisję Super Bowl i chcecie urządzić prawdziwie amerykańską imprezę, to przygotowałam dla Was zestawienie kilku najbardziej popularnych amerykańskich przekąsek, które możecie zaserwować, by jeszcze bardziej wczuć się w jankeski klimat. Smacznego!

1. Warzywa z dipem

Warzywa z dipem to najprostsza z propozycji, która nie wymaga absolutnie żadnych umiejętności kulinarnych, a jej przygotowanie zajmuje jakieś 5 minut. No, chyba że chcecie sami zrobić dip, to już inna sprawa, choć wcale nie wiele bardziej skomplikowana. Najpopularniejsze warzywa serwowane na takim talerzu to: kalafior, brokuły, seler naciowy, papryka i pomidroki koktajlowe, ale tak naprawdę nie ma tu żadnych żelaznych reguł. Mój ulubiony dip w tym przypadku to ranch, czyli sos śmietanowy z dodatkiem przypraw. Zwykle używam już gotowego, z firmy Hidden Valley.

fot.robotbutt.com

1/12/2017

Co może zaskoczyć Cię po przylocie do USA? (cz.3: 17-26)

Co może zaskoczyć Cię po przylocie do USA? (cz.3: 17-26)
     Chyba tworzy nam się tutaj mała tradycja, bo to już trzeci rok z rzędu, kiedy w styczniu na blog trafia post z serii "Co może zaskoczyć Cię po przylocie do USA?". Poprzednie dwie części były przez Was bardzo chętnie czytane i komentowane, więc nie mogę już dłużej zwlekać z kolejnymi zaskakującymi zjawiskami w Stanach i na dziś przygotowałam 10 ciekawostek. Zaczynamy!


17. Obrzydliwy chleb

Pamiętam, że kiedy jeszcze byłam dzieckiem, często odwiedzali nas przyjaciele moich dziadków, rodowici Niemcy. Zawsze wracając do siebie, zaopatrzali się w zapas świeżego, polskiego chleba. Kompletnie wtedy tego nie rozumiałam, bo przecież chleb jak chleb, co w nim takiego wyjątkowego? Tę wyjątkowość polskiego chleba pojęłam dopiero, kiedy przyleciałam do USA.
Zdecydowana większość z chlebów, które można dostać w zwykłych amerykańskich supermarketach to paskudne, dmuchane chleby tostowe, które smakują jak wata. Obrzydliwe i szkodliwe. Niektóre sklepy mają własne piekarnie i na ogół ich chleby są już nieco smaczniejsze, ale również droższe- za bochenek trzeba zapłacić około 4-7 dolarów. Podobnie sytuacja wygląda w sklepach typu Whole Foods czy Panera Bread- często można tam dostać nienajgorsze chleby, z różnymi dodatkami, i choć są one całkiem ok, to moim zdaniem w dalszym ciągu z polskimi chlebami równać się nie mogą. Z polskimi chlebami w Polsce, powinnam dodać, ponieważ chleby kupowane w polskich sklepach w USA, mimo że są wypiekane przez polskich piekarzy według polskich receptur, w dalszym ciągu są dalekie od naszego krajowego ideału. Nie wiem z czego to wynika, może sama mąka jest już inna?



18. Napoje i woda w restauracjach

W Polsce standardem jest, że idąc do restauracji, nawet za wodę w szklance trzeba zapłacić. I to często niemałe pieniądze! W Stanach natomiast, szklankę wody dostaje się za darmo, najczęściej jeszcze przed złożeniem zamówienia. Muszę jednak wspomnieć, że jest to woda kranowa, w najlepszym wypadku jedynie przefiltrowana. Jeśli chcemy wodę butelkowaną, najczęściej musimy już zapłacić, choć są to raczej "groszowe" sprawy.
Tanio wychodzą również napoje gazowane serwowane z dozowników. W dodatku, w większości restauracji, oferowana jest darmowa dolewka napojów gazowanych, lemoniad, czy mrożonych herbat. Byliśmy szczerze zdziwieni, kiedy podczas wakacji w Atlantic City, w restauracji nie było opcji darmowej dolewki. W dupach się poprzewracało od tej Ameryki :)
I jeszcze dwie uwagi w temacie napojów w restauracjach- zimne napoje serwowane są najczęściej w szklankach półlitrowych, a połowę szklanki zajmuje lód. Amerykanie uwielbiają lód.


19. Klimatyzacja

Skoro już wspomniałam o lodzie, to muszę też napisać o klimatyzacji. Klimatyzacja jest tutaj niesamowicie popularna i w moim odczuciu Amerykanie jej wręcz nadużywają. Szczerze nie mogę znieść, kiedy latem, podczas upałów, wsiadam do autobusu i żałuję, że nie wzięłam ze sobą lekkiej kurtki. Lato jest po to, żeby się wygrzać, a nie marznąć w przechłodzonych klimatyzacją pomieszczeniach.
Nowsze budynki zazwyczaj mają klimatyzację centralną, ale w starszych konstrukcjach, zarówno mieszkalnych, jak i komercyjnych, często można spotkać takie klimatyzujące szkaradztwa:



20. Rest area

Podróżowanie autem po Stanach jest niezwykle wygodne. Przede wszystkim dlatego, że drogi międzystanowe są dobre i zadbane, a do tego co kilkadziesiąt mil rozmieszczone są specjalne zjazdy, nazywane rest areas. Owe zjazdy służą przede wszystkim odpoczynkowi podczas długiej trasy. Zazwyczaj mieszczą się przy nich ławki i stoły, w środku skorzystać można z toalety, a czasem nawet wziąć prysznic. Niekiedy wyposażone są w automaty z napojami i przekąskami, a czasem nawet w małe bary. Parkingki często wykorzystywane są przez podróżnych do ucięcia krótkiej drzemki. Zazwyczaj, pierwsza rest area po przekroczeniu granicy danego stanu to tzw. Welcome Center, czyli miejsce, które poza tym wszystkim co opisałam powyżej, oferuje także krótkie informacje na temat historii stanu czy interesujących miejsc do odwiedzenia, a półki uginają się od ulotek i broszur reklamujących lokalne atrakcje czy noclegi. Ja za każdym razem w owe broszury się wyposażam- zawsze można w nich znaleźć ciekawe informacje, a także kupony zniżkowe na wiele atrakcji. Niektóre stany na swoich Welcome Center mają jeszcze dodatkowe sposoby na powitanie turystów, na przykład na Florydzie można skosztować świeżo wyciskanego soku z lokalnych cytrusów.
Co ciekawe, każdy stan ma swój własny design owych zajazdów. Poniżej zdjęcia Welcome Centers w Luizjanie i Tennessee. Jak widzicie na tych drugich- zdarza się, że rest areas ulokowane są w miejscach z pięknymi widokami!




21. Paczki pod drzwiami

Wydaje mi się, że Amerykanie są powszechnie uważani za raczej uczciwy naród. Oni sami też w to muszą wierzyć, ponieważ bardzo powszechne jest tutaj zostawianie przez kurierów paczek przed drzwiami frontowymi, a w blokach mieszkalnych- w holu przy domofonie. Na ogół takie paczki spokojnie czekają na swojego właściciela choć zdarza się, szczególnie w okresie przedświątecznym, że w telewizji ostrzega się przed złodziejami paczek grasującymi w jakichś konkretnych dzielnicach. My zamawiamy dość sporo i szczęśliwie jeszcze żadna paczka nie została nam skradziona.
 
22. Skrzynki na listy, które każy może otworzyć

Będą już w temacie poczty i korespondecji, to rzeczą, która zdziwiła mnie równie mocno jak pozostawianie paczek przed domem, są skrzynki pocztowe, które nie posiadają żadnego zamka, przez co każdy ma do nich swobodny dostęp. Wyglądają one najczęściej mniej więcej tak:


Ewentualnie tak:


Albo nawet tak:


Pamiętam, że krótko po przylocie do USA zapytałam jednej koleżanki jak to w ogóle funkcjonuje, czy nikt nie kradnie poczty ze skrzynek? Koleżanka odpowiedziała: "A po co ktoś miałby kraść nie swoją pocztę?". No niby racja, ale jednak jakoś tak dziwnie...


23. KFC

 KFC, czyli jedna z bardziej znanych amerykański fast-food'owych sieciówek, również w Polsce. Jak się jednak okazuje, nawet tak na pozór opatrzone zjawisko może wprawić w spore zdziwienie. Jak się bowiem okazało, KFC w Polsce i KFC w USA to w gruncie rzeczy dwa zupełnie różne twory! Niby ta sama firma, a jednak poczynając od standardów obsługi, a na menu kończąc, wszystko się różni. Jeśli więc, podróżując po USA, zatęsknicie za Twisterem czy Zingerem to zapomnijcie- tutaj ich nie dostaniecie.



24. Sklepy z materacami 

W samym istnieniu slepów z materacami nie ma nic zaskakującego, zastanawiać natomiast może częstotliwość ich występowania... Czasem mijając skrzyżowanie, można zauważyć aż 3 różne sklepy z materacami, z czego niekiedy 2 z nich to ta sama firma. Istne zatrzęsienie sklepów, w których zazwyczaj jest... pusto! Z tego co sie orientuję, taki wysyp sklepów z materacami jest stusunkowo nowym trendem. A jak to się dzieje, że one wszystkie są w stanie prosperować przy takiej konkurencji? Koszt wyprodukowania materaca to $300, natomiast jego sklepowa cena jest 10 razy wyższa.

Źródło i więcej inforamacji o materacowym boomie TUTAJ


25. Kierunki świata

Używanie kierunków świata było jednym ze zjawisk, które zdziwiły mnie najbardziej i szczerze mówiąc, wciąż nie mogę się do tego przyzwyczaić. Nie chodzi mi oczywiście o fakt ich istnienia, ale o ich powszechne używanie w miejskiej, chicagowskiej przestrzeni. Kiedy tłumaczysz komuś drogę,  to nie mówisz "skręć w lewo", tylko "skręć na wschód". Było to dla mnie dziwne i niepotrzebne utrudnienie, bo niby skąd mam wiedzieć, stojąc między wieżowcami, gdzie jest północ, a gdzie południe? Tutaj wyznacznikiem jest zwykle Jezioro Michigan, do którego z większości miejsc jest "na wschód", a resztę stron świata wyznacza się właśnie na podstawie położenia jeziora. Jak się trochę pomieszka w Chicago, to nawet można się przyzwyczaić.



26. Pakowanie zakupów

W Polsce, w sklepach spożywczych zwykle było tak, że klient sam sobie pakuje zakupy. Od jakiegoś czasu ponadto za jednorazowe reklamówki musi dodatkowo zapłacić. Jakież było moje zdziwienie, gdy okazało się, że w amerykańskich sklepach przy każdej kasie stoi nie tylko kasjer, ale także specjalnie zatrudniona do pakowania zakupów osoba! Mało tego, ilość jednorazówek używanych do pakowania jest przeogromna! Nie mam pojęcia, jak ma to znieść Matka Natura, ale recykling w Stanach to w ogóle często jest kpina.



To wszystko co przygotowałam dla Was na dzisiaj.  Dajcie koniecznie znać, czy udało mi się czymś Was zaskoczyć, a także co Was zaskoczyło w Stanach czy innych krajach!




Jeśli masz ochotę przeczytać 
poprzednie ciekawostki z tej serii, znajdziesz je tutaj:

1/06/2017

5 rekordów, które w 2016 roku pobiło Chicago

5 rekordów, które w 2016 roku pobiło Chicago
     Były podsumowania blogowo-osobiste, czas też na podsumowanie chicagowskie. Bo Chicago to duże miasto, sporo się tu dzieje i tak się złożyło, że w ubiegłym roku padło tu kilka interesujących rekordów. Zarówno przyjemnych i imponujących, jak i tych niechlubnych. Bez zbędnego gadania- zaczynamy!

1. Jeszcze więcej turystów!

Jeśli oglądaliście mój film z ciekawostkami na Youtube, to być może pamiętacie jak mówiłam, że Chicago w 2015 roku zostało odwiedzone przez ponad 52 mln turystów, a do miejskiej kasy z tego tytułu wpłynęło 935 milionów dolarów. W 2016 roku Chicago przywitało jeszcze więcej turystów, aż 54 miliony! Tylko się cieszyć z tej tendencji wzrostowej!


2. I jeszcze więcej zabójstw...

O przestępczości w Chicago pisałam już tak wiele razy, że raczej nikt z Was nie jest tym tematem zaskoczony. Ale że w 2016 zanotowano najwięcej zabójstw od 20 lat, to już jest naprawdę przerażające. Od kilku lat z roku na rok jest coraz gorzej i jestem ciekawa, jak można tę spiralę zatrzymać. I czy nie jest już za późno?
W 2016 w Chicago zamordowane zostały 762 osoby. To średnio 2 dzienie. W jednym mieście. Te statystyki są tak czarne, że aż abstrakcyjne. Ale niestety prawdziwe. 
I wcale nie ma co tłumaczyć, że liczba morderstw jest duża, bo i miasto jest duże. W Chicago zginęło więcej osób niż w dwóch największych miastach USA, Nowym Jorku i Los Angeles. Łącznie.


3. Coraz mniej nas...

Podczas gdy do miasta przybywa coraz więcej turystów, jednocześnie ubywa coraz więcej rezydentów. Szacuje się, że w ubiegłym roku z miasta uciekło aż 6 tysięcy mieszkańców. Powodów takiego stanu rzeczy jest całkiem sporo: wysoki poziom przestępczości, kiepskie zimy, wciąż rosnące podatki oraz niekończące się korki. Przy całej mojej sympatii do Wietrznego Miasta- wcale się nie dziwię.
Zresztą ten trend dotyczy nie tylko Chicago, ale i całego stanu Illinois, który zajął drugie miejsce pod względem liczby mieszkańców, którzy postanowili wyprowadzić się poza jego granice w ubiegłym roku. Pierwsze miejsce przypadło New Jersey.

4. Zima w grudniu

Skoro jesteśmy już w temacie pogody to muszę przyznać, że ubiegły rok nie był najgorszy: zima dała się znieść, a lato było przyjemnie gorące. Co nie znaczy, że nie padł żaden rekord!
Odkąd bywam w Chicago, czyli jakieś 8 lat, ostra zima przychodziła zazwyczaj w styczniu i gnębiła nas do końca lutego. Oczywiście, opady śniegu i mróz zdarzały się od połowy listopada do kwietnia, ale najgorszy okres to zawsze styczeń i luty. Jakież więc było moje zdziwienie, gdy na początku grudnia Chicago pobiło swój przeszło 50-letni rekord opadów śniegu w tym okresie! 4 grudnia w Chicago odnotowano opady śniegu na poziomie 16 centymetrów, natomiast niespełna 2 tygodnie później uraczyłam Was tym zdjęciem:


Na szczęście, ta zimowa aura nie trwała zbyt długo i reszta roku była naprawdę znośna. Jak na zimę.

5. Zwycięstwo Cubsów i miejskie świętowanie

Wróćmy do spraw przyjemniejszych. Na początku listopada chicagowska drużyna baseball'owa zdobyła mistrzostwo World Series po 108 latach złej passy. Już samo to można uznać za swego rodzaju rekord, ale tuż po zwycięstwie wydarzyła się rzecz co najmniej równie imponująca. Otóż, miasto zaroganizowało z tej okazji paradę i wspólne świętowanie zwycięstwa w Grant Park, w którym wzięło udział... 5 milionów osób! To więcej, niż Chicago ma mieszkańców! Ta liczba uplasowała uroczystość na siódmym miejscu w rankingu największych zgrupowań w historii ludzkości. Robi wrażenie :)



      Jak widzicie, Chicago miało swoje wzloty i upadki. Mam nadzieję, że rok 2017 będzie lepszy i w kolejnym tego typu zestawieniu będę mogła pisać o samych dobrych rzeczach!


1/04/2017

12 Top Postów z 2016 roku

12 Top Postów z 2016 roku
     Kolejny rok za nami, więc zgodnie z tradycją czas na małe podsumowanie ostatnich 12 miesięcy.

     Muszę przyznać, że rok 2016 zaczął się dla mnie wyjątkowo obiecująco- nie zawsze przecież spędza się pierwszy dzień stycznia na florydzkiej plaży :) Po tłustym początku przyszedł czas na kilka miesięcy wyjątkowo chudych i ciężkich, ale mniej więcej od początku lipca wszystko znów zaczęło się układać, a już ostatnie miesiące układają się tak, że lepiej nie mogłabym sobie zażyczyć. I od razu odpukuję w niemalowane drewno!

     Tak sobie teraz myślę, że dobra passa zaczęła się u mnie chyba od lipcowego koncertu Guns'n'Roses, który był spełnieniem moich marzeń i który bardzo przeżywałam, także na blogu. Wkrótce potem przyszła propozycja wywiadu dla lokalnego radia, która w moim blogowym życiu była jedną z sympatyczniejszych rzeczy w ostatnim roku. Ten także wywiad zapoczątkował także moją współpracę z Radiem Deon- już od stycznia, w każdy czwartkowy poranek, będziecie mogli posłuchać moich chicagowskich felietonów "Chicago na Skróty" na fali 1080AM. Skoro przeszliśmy już do życia blogowego to wspomnieć też muszę o moim największym ostatnio projekcie: youtubowym kanale Chicagowianka, na który oczywiście serdecznie zapraszam! Na razie jeszcze krucho u mnie z systematycznością, ale mam nadzieję, ze jak tylko wprawię się w technologię, to będzie lepiej.



     Czego życzyłabym sobie na najbliższe miesiące? Poza zdrowiem i pieniędzmi, bo to wiadomo, to przede wszystkim jak najwięcej podróży! Latem wybieram się do Polski, więc byłoby super, gdyby wyjazd był przynajmniej tak udany jak te ostatnie. No i szkoła- jak dobrze pójdzie, w grudniu w końcu powinnam dostać mój dyplom! A poza tym- wpadajcie na bloga, youtuba, Instagrama i słuchajcie moich radiowych audycji :)

Instagramowe Top9

     No i w końcu: 12 najchętniej przez Was czytanych postów z ubiegłego roku!

kategoria: PODRÓŻE - niezmiennie moja ulubiona kategoria! Pomimo że miniony rok nie był najgorszy jeśli chodzi o wyjazdy, to wciąż czuję niedosyt. Styczniowa Floryda, majowa Polska, sierpniowe Waszyngton-Filadelfia-Atlantic City i grudniowa Galena to zdecydowanie za mało!


kategoria: POLITYKA - w tym roku chyba po raz pierwszy na blogu pojawiło się tak wiele postów związanych z polityką. I w dodatku wszystkie były przez Was chętnie czytane i komentowane! To jak, chcecie więcej takich tematów w nadchodzącym roku?

kategoria: EMIGRACJA


kategoria: ŻYCIE W USA - o ile ja najbardziej lubię pisać o podróżach, o tyle Wy chyba najbardziej lubicie czytać o życiu w USA. Oto Wasze top 3 z tej kategorii:

kategoria: RÓŻNOŚCI



Dziękuję Wam za ostatnie dwanaście miesięcy, za wszystkie wejścia, komentarze i udostępnienia. Powtórzę raz jeszcze to, co już dobrze wiecie- fajnie mieć świadomość, że nie pisze się tylko dla siebie :) Do zobaczenia wkrótce!




   

Popularne posty

Copyright © 2016 Pamiętnik Emigrantki , Blogger