środa, 24 sierpnia 2016

Filadelfia: kolebka amerykańskiej niepodległości

     W ostatnim poście pokazałam Wam Filadelfię w odsłonie, która powinna zainteresować niejednego kinomana. Natomiast dzisiaj pokażę Wam kilka miejsc, którymi zapewne zainteresują się miłośnicy historii, a być może i polityki. Bo Filadelfia to nie tylko miasto Rocky'ego Balboa, to także, a może przede wszystkim, miasto ściśle związane z historią Stanów Zjednoczonych.

      Jeśli zwiedzając Filadelfię macie ochotę wczuć się w ten historyczny klimat, to spacer polecam zacząć od Elfreth's Alley- prawdopodobnie najstarszej ulicy w USA, datowanej na 1702 rok. W rzeczywistości jest to krótka alejka, której przejście zajmie Wam najwyżej kilka minut, ale moim zdaniem jest to punkt obowiązkowy na liście zwiedzania Filadelfii. Elfreth's Alley robi tym większe wrażenie, że jest to istna perełka, oaza spokoju i piękna, w otaczającym rozgardiaszu. Co mniej więcej widać na poniższym zdjęciu.





     Z Elfreth's Alley przyjemnie jest przespacerować się starym miastem aż do historycznie kulminacyjnego punktu miasta- Independence Hall. Ten niewielki, niepozorny budynek odegrał ogromną rolę w historii Stanów Zjednoczonych. Podpisano tu bowiem dwa niezwykle ważne dokumenty: najpierw, w 1776 roku, Deklarację Niepodległości Stanów Zjednoczonych, ustanawiającą niezależność pierwszych 13 kolonii od króla Wielkiej Brytanii, Jerzego III, a następnie, w 1787 roku, Konstytucję Stanów Zjednoczonych, pierwszy tego typu dokument na świecie i, co ciekawe, obowiązujący do dziś (od tego czasu dodano jednak 27 poprawek).
     Independence Hall można zwiedzać za darmo, jednak zwiedzanie odbywa się z przewodnikiem (oprowadzanie po budynku trwa około pół godziny), więc wcześniej trzeba odebrać bezpłatne bilety wstępu w pobliskim Visitor Center. Bilety obowiązują na konkretną godzinę, więc lepiej być tam na czas.





     Zdjęcie powyżej przedstawia salę, w której podpisana została Konstytucja Stanów Zjednoczonych. Natomiast poniżej, dla porównania, zamieszczam reprodukcję obrazu przedstawiającego to właśnie wydarzenie. Oryginał dzieła można podziwiać w Kapitolu w Waszyngtonie.

Howard Chandler Christy, Scene at the Signing of the Constitution of the United States, 1940

     Tuż przy Independence Hall znajduje się Liberty Bell Center, również niewielki budynek mieszczący w sobie muzeum z eksponatami związanymi z historią USA. Najważniejszym punktem jest sam Liberty Bell- Dzwon Wolności, historyczny symbol wojny o niepodległość Stanów Zjednoczonych. Pierwotnie rozbrzmiewał on w budynku Independence Hall. Liberty Bell Center można zwiedzać bezpłatnie i nie potrzeba biletów.


     Z tego historycznego miejsca warto przespacerować się 15-20 minut do Ratusza, o którym wspominałam nieco w ostatnim poście. Jest to przepiękny budynek, moim zdaniem bardzo europejski, ukończony w 1901 roku (budowa zajęła 30 lat). Najwyraźniej nie tylko ja doceniam walory estetyczne tego miejsca, bowiem Ratusz znalazł się na 21. miejscu listy ulubionych budowli w USA. Co ciekawe, pierwsze miejsce zajmuje nowojorski Empire State Building, w pierwszej dziesiątce znajduje się aż 6 budowli z Washington DC, natomiast najwyżej notowane miejsce z tych chicagowskich- stadion Wrigley Field, zajmuje dopiero 31. pozycję (cała lista TUTAJ). Okej, mogę to wybaczyć, gdyż jest to notowanie z 2007 roku. Byłoby miło, gdyby stworzono nowsze- jestem przekonana, że architektura Chicago zostałaby bardziej doceniona :) Ale wróćmy do tematu!
     Filadelfijski Ratusz zaprojektowany został jako najwyższy budynek świata, ale zanim budowa dobiegła końca, zdążyły go już prześcignąć Wieża Eiffel'a i Washington Monument (słynny obelisk w Washington DC). Może jest to jakieś pocieszenie, ale przynajmniej w Filadelfii był najwyższy przez kolejnych 86 lat. Szczyt budynku wieńczy ogromny posąg Williama Penna- założyciela Filadelfii.



     Nie bez kozery napisałam, że z Independence Hall warto przespacerować się w stronę Ratusza. Po drodze bowiem mijamy całą masę przepięknych budynków, których widok mógłby nam umknąć z okna taksówki czy autobusu. Wiem, powtórzę się, ale architektonicznie Filadelfia jest bardzo europejska!









     I to tyle na dzisiaj. Mam nadzieję, że ta mniej popkulturowa strona Filadelfii również przypadła Wam do gustu. A już w następnym poście zabiorę Was na ostatni spacer ulicami tego miasta i pokażę mnóstwo drobnych elementów, które dopełniają klimat Filadelfii. Ja byłam urzeczona!


niedziela, 21 sierpnia 2016

Fliadelfia: śladami Rocky'ego Balboa

     Kiedy wyruszaliśmy na wycieczkę Waszyngton-Filadelfia-Atlantic City, miałam plan ująć ją całą w 3 postach, po jednym na każde miasto. O ile w przypadku Waszyngtonu i Atlantic City nie stanowi to problemu, o tyle Filadelfia sprawiła mi nie lada niespodziankę- mimo iż spędziliśmy tam tylko 2 dni, to po wstępnej segregacji zdjęć, materiału wyszło mi na 4 posty! Tak więc przygotujcie się, bo trochę czasu zajmie mi oprowadzanie Was po tym niepozornym na pierwszy rzut oka mieście :)
     Nasz miejski spacer chciałabym rozpocząć od pokazania Wam miejsc, które większość z Was z pewnością już widziała, choć być może nie jest tego świadoma... No bo któż nie oglądał choć raz filmu "Rocky"?! Ok, przyznaję, do niedawna ja zaliczałam się do tych osób, bo wszystkie części przygód znanego pięsciarza oglądałam tylko fragmentarycznie. Kiedy natomiast wróciliśmy do Chicago z naszej wycieczki, byliśmy tak rozentuzjazmowani klimatem Rocky'ego, że z marszu obejrzeliśmy dwie pierwsze części. I powiem Wam, że doznałam szoku! Obie części kręcone były w latach 70. dwudziestego wieku, czyli lekko licząc 40 (!!!) lat temu, a wiele miejsc, które możecie zobaczyć w filmie, niewiele się zmieniło! Zresztą wiecie co? Zobaczcie sami!

  • Schody Rocky'ego
     Jednym z najpopularniejszych miejsc turystycznych w Filadelfii są słynne "schody Rocky'ego", na których odbywały się jedne z najbardziej rozpoznawalnych scen filmu. W rzeczywistości są to schody do filadelfijskiego muzeum sztuki. Jak powiedziała nam przewodniczka, kiedy zwiedzaliśmy część miasta amfibią, Filadelfijczycy mają specjalne określenie na osoby, które pokonują wszystkie 72 stopnie z dużym entuzjazmem. Uwaga, są to "turyści" ;) 

kadr z filmu "Rocky"
Słynne schody
A to już sam szczyt schodów i wejście do muzeum sztuki
    Ze szczytu schodów rozciąga się piękny widok na Filadelfię. Widok również doskonale znany z filmu.



      Jeśli spojrzycie w dal powyższego zdjęcia, to tuż za fontanną rozciąga się Ben Franklin Parkway. Tak, ten fragment miasta też macie prawo kojarzyć z filmu :) A o co chodzi z flagami wzdłuż alei, opowiem Wam w jednym z najbliższych postów.


    Schody do Muzeum Sztuki są tak silnie kojarzone z filmem, że zaraz przy nich postawiono pomnik Rocky'ego, który jest nieustannie oblegany przez turystów, którzy nie odpuszczą, jeśli nie będą mieć zdjęcia ze słynnym pięściarzem. Przy okazji jest to miejsce na biznes dla mieszkańców- z chęcią zrobią Wam zdjęcie Waszym aparatem, jeśli tylko dacie im jakieś drobne za tę usługę. Plus oczywiście kwitnie handel koszulkami i innymi filmowymi gadżetami.


  • Italian Market
     W kolejne filmowe miejsce trafiliśmy właściwie przypadkiem, kiedy to jednego dnia, już kończąc zwiedzanie, kierowaliśmy się w stronę legendarnych filadelfijskich kanapek- Philly cheese steak, poleconych nam przez znajomych, u których się zatrzymaliśmy. Jak się bowiem okazało, w Filadelfii są dwa miejsca, ulokowane przy jednym skrzyżowaniu, które od niepamiętnych czasów rywalizują ze sobą o miano mistrza w Philly cheese steak. Rywalizacja wciąż pozostaje nierozstrzygnięta, a do obu miejsc- Geno's i Pat's- nieustannie ustawiają się ogromne kolejki. My akurat skusiliśmy się na kanapkę z Geno's. Smaczna, przyznaję, ale chyba drugi raz nie chciałoby mi się stać pół godziny w kolejce.

Nieustające kolejki do Geno's. Żeby nie było wątpliwości- za rogiem kolejka się zawija, a nie kończy.
słynne kanapki
W filmie natomiast widać konkurencyjną knajpę- Pat's. Obecnie wygląda dużo lepiej.
    Ale wróćmy do tematu! Jak wspomniałam, w drodze po kanapki mieliśmy okazję przejść przez Italian Market. Moją uwagę, poza wrażeniem że handluje się tam "mydłem i powidłem", od razu przykuł widok brudu i bałaganu. Jak się później okazało, niezmienny od czasu Rocky'ego.



Ta wykrzywiona waga czasy świetności ma już chyba dawno za sobą!
  • City Hall 
      Ostatnim miejscem, które chciałabym Wam dzisiaj pokazać jest filadelfijski ratusz. Budynek, który zdecydowanie mnie urzekł. Choć wygląda na o wiele starszy, to ukończony został w 1901 roku, a ze swoimi 167 metrami aż do 1987 był najwyższym budynkiem w mieście. W filmie "Rocky" możemy zobaczyć go w kilku scenach, choć wszędzie jest tylko elementem tła.

Co ciekawe, w miejscu gdzie Rocky kupował auto, obecnie znajduje się Starbucks.


Przy ratuszu znajduje się obecnie piękny skwer z fontannami, a także chyba najsłynniejszą filadelfijską rzeźbą- napisem LOVE.

   
     I to tyle na dzisiaj. Mam nadzieję, że tym postem udało mi się wzbudzić w Was zaciekawienie Filadelfią i z chęcią zajrzycie do moich kolejnych opowieści z tego miasta. Bo wierzcie mi, Filadelfia to nie tylko Rocky, ale także mnóstwo innych, ciekawych miejsc!

______________________________________

p.s. Na blogu zaszły niewielkie zmiany- w górnej części, tuż nad postem, możecie znaleźć kilka zakładek, które stworzyłam dla lepszej nawigacji i wygodniejszego korzystania z bloga. Znajdziecie tam spis postów dotyczących podróży i zwiedzania Chicago, ale jeśli będzie potrzeba, uporządkuję także inne kategorie.

poniedziałek, 15 sierpnia 2016

Spacerem po stolicy- Washington, D.C.

    Na początku sierpnia ruszyliśmy na krótką wycieczkę na wschodnie wybrzeże. Naszym pierwszym przystankiem był Waszyngton, czyli stolica Stanów Zjednoczonych. Z Waszyngtonem to jest dosyć ciekawa historia, ponieważ nie należy on do żadnego stanu, a tworzy dystrykt federalny- Dystrykt Kolumbii. Jeśli więc kiedykolwiek zastanawialiście się, dlaczego mówiąc o stolicy USA po "Washington" dodaje się "D.C.", to już znacie odpowiedź- jest to skrót od District of Columbia. A przy okazji sposób na odróżnienie miasta od stanu Washington, który położony jest na zachodnim wybrzeżu. Ot, takie krótkie wyjaśnienie tytułem wstępu, bo wiem, że dla osób spoza USA może być to nieco mylące.
     Do Waszyngtonu przyjechaliśmy wczesnym rankiem, po całonocnej podrózy z Chicago, i od razu ruszyliśmy zwiedzać miasto. Całe szczęście, że zaczeliśmy tak wcześnie, bo trafiliśmy na niesamowite upały i i tak miasto zwiedzaliśmy w biegu, by jak najszybciej wrócić do kliamtyzowanego auta. Nie wyobrażam sobie, co by było, gdybyśmy zaczęli później, od razu w pełnym słońcu! Cała trasa, od parkingu przy skrzyżowaniu ulic E i 7th, przez Kapitol, Obelisk, Lincoln Memorial i Biały Dom zajęła nam niecałe 4 godziny. Jeśli więc planujecie zwiedzić stolicę "przy okazji", to pół dnia powinno Wam spokojnie wystarczyć. A teraz już, bez zbędnego gadania, zapraszam Was do fotorelacji po naszym przedpołudniu spędzonym w stolicy Stanów Zjednoczonych.




Zwiedzanie rozpoczęliśmy od Kapitolu, czyli miejsca, gdzie obraduje Kongres. Sobota rano- jak widzicie, ulice jeszcze świecą pustkami.

W drodze do Kapitolu mijamy wiele rządowych budynków. Architektura jest bardzo europejska!

...a sztuka momentami z socrealistycznymi zapędami ;) "Man controlling trade", to nazwa tej rzeźby.

Kapitol o poranku. Niestety w remoncie.

Widok spod Kapitolu na Obelisk (Washington Monument), a dalej za nim Lincoln Memorial
Kapitol od drugiej strony. Można zwiedzać jego wnętrze, my jednak zrezygnowaliśmy z tej atrakcji.



Ostatnie zdjęcie przy Kapitolu i ruszamy dalej!

Smithsonian Arts & Industries Building



Smithsonian Castle
Washington Monument. Na szczycie jest punkt widokowy, z którego można podziwiać widok na miasto.

Z Obelisku ruszamy w stronę Lincoln Memorial (to ten biały budynek w stylu starogreckiej świątyni), ale po drodze czeka na nas jeszcze Pomnik II wojny światowej (National WW2 Memorial)

Spod Obelisku dobrze już widać Biały Dom

Pomnik II wojny światowej



Prawdziwi Amerykanie :D
Pomnik Weteranów wojny w Korei
Widok ze szczytu schodów Lincoln Memorial na Washington Monument i za nim- Kapitol
Słynny pomnik Abrahama Lincolna
Na sam koniec dotarliśmy pod Biały Dom. Ale nie myślcie sobie, że po tej pięknie przystrzyżonej trawce można spacerować...
... bowiem dzieli nas od nas płot i tabun agentów ochrony ;)

     Na tyle, na ile zdołałam zobaczyć miasto w 4 godziny, muszę przyznać, że jest to całkiem przyjemnie i bardzo europejskie, jak na amerykańskie warunki, miejsce. Nie czuję jednak potrzeby, by zwiedzać je dogłębniej. Co jak co, ale lato w mieście to jednak nie jest najprzyjemniejsze doświadczenie. Zdecydowanie bardziej preferuję dzikie bagna w Everglades :)

      Prosto z Waszyngtonu wyruszyliśmy do Filadelfii- chyba najbardziej historycznego z amerykańskich miast. Ale o tym w kolejnym poście!