9/22/2015

Czy Polonia powinna głosować w polskich wyborach?

    Za nieco ponad miesiąc w Polsce odbędą się wybory parlamentarne. Jak przy okazji niemalże każdych wyborów, w Internecie i mediach rodzi się dyskusja, czy Polacy mieszkający na stałe za granicą powinni głosować. Tym razem głos, choć tylko w dyskusji, oddam i ja.



     Przeglądając jakiekolwiek forum czy czytając artykuły i komentarze do nich dotyczące tego tematu, można zauważyć pewną pulę powtarzających się argumentów obu stron dyskusji.

     No bo z jednej strony, przecież według prawa każdy Polak, z pełnią praw publicznych, ma prawo głosować w wyborach krajowych, bez względu na miejsce zamieszkania, więc powinien z tego prawa korzystać. I ci wszyscy Polacy na emigracji mają przecież w Polsce rodzinę i przyjaciół, i chcą im trochę pomóc swoim głosem w ważnej sprawie. A poza tym przecież czują się Polakami i ciągle interesują się tym, co dzieje się w Polsce i losy ich ojczyzny leżą im bardzo na sercu, a niegłosowanie to zwykłe lenistwo i już.

    Z drugiej strony natomiast, skoro wyemigrowali, to nie powinni się odzywać. Nie płacą też w Polsce podatków, więc niby z jakiej racji mają decydować o tym, na co te podatki idą, a przecież głównie do tego sprowadzają się wybory- kto i jak będzie wydawał publiczne, czyli nasze- Polaków, pieniądze. I wreszcie, mieszkając na stałe za granicą tak naprawdę mają blade pojęcie o polskiej rzeczywistości.

     Decyzję o niegłosowaniu w wyborach mieszkając na stałe za granicą podjęłam dawno, bo jeszcze mieszkając w Polsce. W 2009 roku przyleciałam po raz pierwszy do USA, wtedy tylko na wakacje. Tak się złożyło, że miałam wówczas okazję wdać się w dyskusję polityczną z dwoma emigrantami, na stałe mieszkającymi w USA od przeszło 20 lat i, jeśli się nie mylę, nie będącymi w tym czasie ani razu w Polsce. Pomijając sympatie polityczne, jakie miało wtedy każde z nas, od owych Polonusów usłyszałam mniej więcej takie słowa: "Wy w Polsce to nie wiecie, co się w Polsce dzieje, bo was media okłamują. To my tutaj, w Ameryce, wiemy naprawdę, co się tam wyprawia". Wtedy właśnie obiecałam sobie, że jeśli przyjdzie mi kiedykolwiek emigrować, w polskich wyborach nie będę brać udziału. Bo człowiek nigdy nie wie, kiedy mu się w głowie niewłaściwie poprzestawia i zacznie sobie wyobrażać, że ma lepsze pojęcie o sytuacji w kraju niż Polacy na miejscu. I im dłużej mieszkam w USA, tym nabieram coraz większego przekonania, że była to słuszna decyzja.

     Jeszcze mieszkając w Polsce zawsze starałam się być świadomą obywatelką. Brałam udział we wszystkich dostępnych dla mnie wyborach, starając się przygotować do nich jak najlepiej: interesowałam się programami wyborczymi kandydatów, oglądałam debaty, analizowałam komentarze i wysnuwałam własne wnioski. Starałam się także namawiać znajomych do głosowania, bez względu na ich poglądy polityczne- zgodnie z zasadą, że jeśli chcesz później narzekać, to najpierw musisz zagłosować. Nie jest tak, że po przylocie do USA straciłam zainteresowanie Polską. Wciąż staram się być na bieżąco- czytam zarówno ogólnokrajowe, jak i lokalne portale informacyjne, oglądam polską telewizję i rozmawiam z rodziną i przyjaciółmi w Polsce, analizując wraz z nimi różne sytuacje z bieżącej polityki i sytuacji w kraju. Jednak pomimo wszystkich  tych zabiegów widzę, że moja świadomość tego, jak aktualnie wygląda scena polityczna i co dzieje się w kraju jest NIEPORÓWNYWALNIE niższa niż kiedy jeszcze mieszkałam w Polsce i czasem nawet poświęcałam dużo mniej uwagi bieżącym wydarzeniom niż teraz. Jak więc mogłabym podejmować teraz jakiekolwiek decyzje polityczne? Jak mogłabym próbować mówić komukolwiek, poprzez oddanie swojego głosu w wyborach, jakie życie będzie dla niego lepsze? Jak mogłabym decydować za kogoś lub dla kogoś? Wyniki wyborów przecież nie dotykają bezpośrednio mnie, nie wpływają na moje życie. A czy mają wpływ na życie moich bliskich w Polsce? No cóż, a czy gdyby cała moja rodzina i wszyscy przyjaciele zamieszkali nagle w USA, a ja, po uzyskaniu amerykańskich praw wyborczych wróciłabym na stałe do Polski, czy to dawałoby mi moralne prawo do decydowania o sytuacji milionów ludzi w Ameryce? A co z argumentem: "No ale kiedyś przecież wrócę do Polski i chcę, żeby wtedy działo się dobrze"? To wróć, działaj i walcz, a także wtedy głosuj, a nie snujesz mrzonki o powrocie do ojczyzny, mieszkając 20 lat na emigracji. 

     Myślę, że osoby czytające "Pamiętnik Emigrantki" nie mają żadnych wątpliwości, jak ciągle bliska mojemu sercu jest Polska. Ale zwyczajnie nie uważam, żebym miała moralne prawo udziału w wyborach poprzez oddawanie swojego głosu. Nawet, jeśli czasem bardzo mnie korci i nawet, jeśli czasem daję upust swoim przemyśleniom na temat polityki.

    Za bardzo nie rozumiem też argumentu podnoszonego dość często przez emigrantów, że wybierając elity polityczne w Polsce, mamy wpływ na to kto i w jakim stopniu będzie dbał z Polski o sytuację emigrantów i możemy w ten sposób poprawić naszą sytuację. Może w granicach Unii Europejskiej ma to jeszcze jakiś sens, ale naprawdę nie wierzę, aby polskie władze miały jakikolwiek realny, odczuwalny wpływ na sytuację emigrantów w USA. I szczerze mówiąc uważam, że nawet nie powinni mieć- skoro ktoś wyjechał, to musi brać odpowiedzialność za swoje czyny. Skoro chce walczyć o lepsze życie dla siebie, niech nie zwala tego na barki polskich podatników.

     Tak, przyznaję, bardzo mnie drażni, kiedy widzę głosujących emigrantów, nawet jeśli są to moi znajomi i nawet jeśli są względnie świadomymi wyborcami. Tych co najmniej względnie świadomych wyborców, interesujących się polityką i mających jakiekolwiek pojęcie chociażby o programach wyborczych i ideach kandydatów, bez względu na to, czy podzielają moje sympatie polityczne czy nie, mogę jednak jeszcze znieść i nawet nie staram się odwieść ich od pomysłu głosowania- mają prawo, niech głosują, trudno. Ale jeśli widzę człowieka, który głośno krzyczy o tym, że trzeba iść głosować, bo to obywatelski obowiązek, a spytany o zdanie na jakiekolwiek zagadnienie z bieżącej polityki odpowiada samymi wyświechtanymi, powtarzanymi bezrefleksyjnie frazesami (a takich jest niestety najwięcej), zaczynam się poważnie zastanawiać nad ideą zawieszenia praw wyborczych emigrantom do czasu ich powrotu do kraju. Owszem, i w Polsce są miliony niewyedukowanych politycznie wyborców, ale tego się nie uniknie (takie są minusy demokracji, że każdy głos liczy się tak samo, zarówno bandyty, jak i profesora), ale oni głosując, przynajmniej decydują o swoim życiu, nie starając się uszczęśliwiać nikogo na siłę i wmawiając, że zza oceanu widać lepiej.

     Pomimo wciąż żywej dyskusji na temat praw wyborczych Polonii, kwestia ta nie ma tak naprawdę prawie żadnego znaczenia przy rozstrzyganiu wyniku wyborów. Dlaczego? Z bardzo prostej przyczyny- de facto Polonia wcale nie jest tak bardzo zainteresowana udziałem w wyborach. Nie szukając daleko, spójrzmy na okręg chicagowski, w którym według szacunków może mieszkać nawet 1,5 miliona Polaków. Odliczając osoby nieposiadające praw wyborczych, w tym przede wszystkim dzieci i młodzież poniżej 18 roku życia, odliczając także osoby jedynie polskiego pochodzenia, a tak naprawdę nie mające żadnych związków z Polską, niech nam zostanie nawet te 500 tysięcy Polaków. Zgadnijcie, ile z nich, pomimo bardzo głośnej kampanii wyborczej, zagłosowało w maju w drugiej turze w wyborach prezydenckich?

     12 382 osoby. Dokładnie tyle chicagowskich Polonusów, Polaków z największego ośrodka poza granicami Polski, postanowiło zadecydować, kto ma być prezydentem RP. 90% z tych 12 382 głosów zostało oddanych na Andrzeja Dudę. Idąc dalej- w ostatnim referendum, tym dotyczącym JOW-ów, w Chicago zagłosowało 226 osób. Czy jeden albo drugi wynik mógł mieć realne znaczenie dla 38 milionowego kraju? Odpowiedź raczej jest oczywista. 
   
      Możemy, a być może nawet powinniśmy dyskutować o prawach wyborczych Polonii, ale póki co nie ma się co oszukiwać, że ma to jakiekolwiek znaczenie dla wyników wyborów.



A jakie jest Wasze zdanie na ten temat? Emigranci, głosujecie?


edit 25.10.2015: Ostateczne wyniki wyborów parlamentarnych pokazują, że Stany Zjednoczone, pomimo bezapelacyjnie największej Polonii, były dopiero na drugim miejscu pod względem liczby głosujących osób. Wygrała Wielka Brytania, gdzie głosowało 64,4 tys. osób (24% dla Kukiz'15). W USA głosowało 24,8 tys. wyborców (72,7% dla PiS). Na trzecim miejscu Niemcy, gdzie głosowało prawie 19,9 tys. osób (31,24% dla PiS). Wszystkie wyniki z zagranicy można zobaczyć TUTAJ.


22 komentarze:

  1. Głosowanie jest rzecz które mi brakuje tu w Polsce. Głosowałam w Stanach przez Absentee Ballot ale decydowałam że to nie fair jak tam nie mieszkam. Szkoda ze mając PESEL i Polski PIT nie mogę głosować tutaj. But I am working on it 😊

    OdpowiedzUsuń
    Odpowiedzi
    1. Doskonale Cię rozumiem, jak już też czekam, kiedy będę mogła głosować w USA :)

      Usuń
  2. Mieszkalam w Polsce ponad 30 lat. Nadal sledze to co dzieje sie w kraju. Moj wyjazd podyktowany byl wzgledami rodzinnymi, ale wiem na co narzekalam bedac w kraju i co chcialabym, aby sie zmienilo, chociazby dla moich najblizszych. ktorzy w Polsce nadal zyja. Glosuje, bo kocham ten kraj i chce miec wplyw na zmiany na lepsze.

    OdpowiedzUsuń
  3. Zgadzam sie z toba w 100% i nie glosuje nawet gdy mnie ojciec z Polski namawia pytajac, ale czy ty nam dobrze nie zyczysz? ;)
    Uwazam wrecz na niemoralne, aby komus wchodzic do mieszkania w ktorym kiedys mieszkalam, ale juz dawno nie mieszkam i mowic na jaki kolor powinni pomalowac sciany.

    OdpowiedzUsuń
  4. Jakim prawem , ktoś , kto na stałe mieszka zagranicą Polski ma decydować kto będzie rządzić krajem, kto zasiądzie w Sejmie czy Senacie?? Jeżeli ktos mieszka na stałe w państwie X to tam powinien głosować. Ja mając obywatelstwo USA, mieszkając w POlsce od 12 lat, nie biorę udziału w wyborach amerykańskich, bo tam nie mieszkam . Proste.

    OdpowiedzUsuń
  5. Paulino, Twoje stanowisko w tej sprawie jest mi bliższe. Jestem jeszcze skłonny rozumieć tych, którzy idą głosować, bo mają zamiar wrócić (realny zamiar i w miarę realnym czasie a nie np. za... 30 lat). Dlatego też ogólnie rzecz biorąc nie rozumiem, jak osoby mieszkające od lat poza granicami PL mają moralne prawo głosować. Nie uczestniczą w życiu tego kraju (choćbym nie wiem jak oglądali polską TV, czytali prasę, interesowali się bieżącymi sprawami), nie są po prostu na miejscu. Strasznie nie podoba mi się również to, gdy ktoś argumentuje to tym, że głosuje , bo chce żeby kraj zmieniał się na lepsze, albo że to jego obowiązek. Nie to nie jest żaden obowiązek. Wychodzi więc w jakiejś części na to, że Ci którzy mieszkają zagranicą mówią/dyktują mi jak mam żyć. Nie podoba mi się to i jestem temu przeciwny.

    OdpowiedzUsuń
  6. Wcale mnie to nie zdziwiło, że znów w pełni się z Tobą zgadzam. Mieszkając za geanicą nie jestem w stanie realnie ocenić sytuacji i umówmy się... skoro wyjechałam na własną prośbę i świadomie, jakim prawem miałabym teraz decydować o tym kraju? Przecież go porzuciłam. Może brzmi to drastycznie, ale tak właśnie zrobiłam. Nie płacę w Polsce podatków, nie wspieram nawet lokalnej gospodarki, bo mpje pieniądze wydaję tu gdzie mieszkam... za granicą. Uważam że prawo głosu w dowolnym kraju powinny mieć jedynie osoby, które płacą podatek. Byłam w tym roku bardzo rozczarowana, w czasie wyborów samorządowych w Holandii. Mogłam głosować jedynie w kwestii gospodarki wodnej. Nie byłam zdziwiona... w końcu nie mam tutejszego obywatelstwa.

    OdpowiedzUsuń
    Odpowiedzi
    1. Bardzo podoba mi się Twoje podejście, bo jest moim zdaniem po prostu ... normalne.

      Usuń
  7. Ja uwazam ze jak ktos mieszka dlugo .....20 lub 30 lat poza Polska nie powinien glosowac .....nie mieszka tam, nie zyje i nie wie jak jest naprawde. Mialam taka ostra dyskusje przezd wyborami prezydenckimi w Polsce. Mieszkam na Florydzie tylko 6 lat. Powiedzialam ze nie pojde na wybory, bylo wielkie oburzenie ....Jak to? to Twoj obowiazek .....trzeba ratowac Polske itp. Dyskusja skonczyla sie wielkim niesmakiem, ale nie zmienilo to nic bo i tak nie glosowalam.

    OdpowiedzUsuń
  8. Ja przed wylotem do USA w Polsce głosować mogłam przez 3 lata i nie zagłosowałam ani razu, czego w ogóle się nie wstydzę. Dlaczego? Bo wiedziałam, że moja wiedza dotycząca kandydatów oraz polityki ogólnie jest na bardzo niskim poziomie, więc nie chciałam iść bez sensu i głosować na kogokolwiek tylko po to, by się później pochwalić na Facebooku, że to zrobiłam... Teraz żyję sobie w Stanach i niesamowicie drażni mnie to namawianie w różnych miejscach do tego, by Polacy mieszkający w Ameryce spełnili swój obywatelski obowiązek, bo tak wypada, tak się powinno, tak trzeba. Nie, sorry, głosuje ten kto chce i zmuszanie innych jest nie na miejscu. Zawsze wtedy mówię, by głosowali ci, których naprawdę obchodzi to, co się tam dzieje i którzy mają pojęcie o tym wszystkim. To, co się tam dzieje mnie już nie dotyczy. Chciałabym tutaj też zauważyć, że w Polsce wzięcie udziału w głosowaniu jest obywatelskim przywilejem, a nie obowiązkiem.

    OdpowiedzUsuń
  9. To jest tak jak z wyprowadzka z rodzinnego domu- przeciez po niej nie wybiera sie rodzicom ani mebli, ani nie decyduje sie o kolorze scian, czy one maja byc malowane, czy tapetowane. Mieszkaja sami w swoim mieszkaniu, wiec ich decyzja, nie nieobecnych tam dzieci. A ze czasami te dzieci w odwiedziny przyjda? Gosc ma sie podstosowac pod zwyczaje panujace w domu, nie odwrotnie.

    OdpowiedzUsuń
  10. To skomplikowane zagadnienie, jednakże warto zastanowić się nad kwestią głosowania, która to również w Polsce jest
    tematem rzeką :) Dobrze przemyśleć czy świadomie udajemy się w miejsce, gdzie zadecydujemy kto będzie nas reprezentował przez długi czas.

    Pozdrawiam mega pozytywnie

    Pozdrawiam mega pozytywnie

    OdpowiedzUsuń
  11. Brawo za tą notkę i za podejście do tematu :).

    OdpowiedzUsuń
  12. Myślę dokładnie tak jak Ty, chociaż mieszkam w Polsce. Zawsze mnie to wkurzało, że ktoś gdzieś daleko chce decydować kto ma rządzić w kraju gdzie nie mieszka a ja tak. Gdybym wyjechała też bym nie głosowała, bo wydaje mi się to nieuczciwe.

    OdpowiedzUsuń
  13. Musiałam pomyśleć po twoim tekście dlatego komentarz z takim opóźnieniem.
    Z jednej strony zgadzam się z tobą - nie rozumiem ludzi którzy mają swoje życia a często i obywatelstwa w innym punkcie świata, nie mają zamiaru rezygnować z tego i wracać nad Wisłę ale chcą decydować jak mają żyć ludzie tam mieszkający.
    Z drugiej jest sytuacja np. jak moja: ciągle jestem w Europie, mam tylko jedno obywatelstwo - polskie i nie mam zamiaru tego zmieniać. Nie zdecydowałam jak długo będę nad Dunajem czy ruszę dalej, czy wrócę może do kraju.
    Za każdym razem gdy pojawia się sprawa wyborów mam dylemat i jednocześnie jestem bombardowana przez znajomych "musisz, to twój obowiązek", "nie masz prawa bo mieszkasz teraz w Wiedniu".
    Nie mam nadal dobrej odpowiedzi dla siebie co robić.

    OdpowiedzUsuń
  14. Nigdy nie myślałam o tym, aby nie głosować, ale rozumiem Twój punkt widzenia. Ja w ogóle bym chciała...hmmm, to zabrzmi tak pompatycznie, ale wiesz, co... chciałabym zmieniać świat na lepsze i staram się korzystać z wszelkich dostępnych mi środków. Gdybym mogła głosować w wielu państwach jednocześnie, to chętnie bym to zrobiła, a tak to głosuję tam gdzie mogę:) Interesuję się polityką, oglądam wiadomości, czytam gazety, rozmawiam z ludźmi i jestem na bieżąco, a więc świadomie głosuję, mimo że fizycznie nie jestem w Polsce. Jak wpłacam kasę na jakąś szkołę w Afryce, to też tam nie jestem, a jednak chcę pomóc ludziom i żeby było lepiej. Topniejących lodowców też nie mam za oknem, ale jednak obchodzi mnie globalne ocieplenie i przykładowo nie używam samochodu. Kurczę, tak na szybko to piszę, bo temat mnie zaciekawił. Mam nadzieję, że wiesz, o co mi chodzi?
    Zgadzam się, że jak ktoś się nie orientuje, to nie ma co głosować z obowiązku np. na kandydata o najlepiej skrojonym garniturze, ale niektórzy są w Polsce i tak głosują właśnie:P
    Nie wiem, gdzie będę mieszkać w przyszłości, ale póki się orientuję w polskiej polityce, to zamierzam głosować, bo chcę, aby ludziom lepiej się żyło.

    OdpowiedzUsuń
  15. Ciekawy punkt widzenia ToTylkoJa...Chcesz zmieniać świat na lepsze, ale skąd ta pewność, że to właśnie TY wiesz, co jest dla innych najlepsze? Ja daleka jestem od tego, by twierdzić, że znam sposoby na rozwiązanie problemów tego świata, z całą pokorą przyjmuję to, że moja wiedza i doświadczenia są jedynie jednymi z milionów możliwych. Każdy jest kowalem swojego losu, zarówno jednostka, jak i dana społeczność. A istotą ustroju, jakim jest demokracja, jest chyba to, że decyduje większość danego społeczeństwa, a nie postronne osoby z drugiego końca świata...Pozostaje jeszcze pytanie - na ile wieloletni emigrant jest jeszcze członkiem społeczności nazywanej Polska?...

    OdpowiedzUsuń
  16. Brawo za otwartosc. Pozdrawiam z Norwegii

    OdpowiedzUsuń
  17. Dziękujemy Wam, którzy głosowali za granicą i to w dodatku na PiS. Teraz dzięki Wam jesteśmy w czarnej dupie... zgadzam się w 100% z autorką bloga. Pozdrawiam.

    OdpowiedzUsuń
  18. Ten komentarz został usunięty przez autora.

    OdpowiedzUsuń
    Odpowiedzi
    1. Autorka nie wie ile i jakich mediow jest w obcych rekach. Zadne wielka gazeta lub tv w zadnym demokratycznym kraju nie zostalo sprzedanych. Wskarz w USA jakakolwiek gazete miarodajna lub programy informacyjne ktore sa nieamerykanaskie. Jasne wiekszosc jest lewicowa bo zydowska. posluguja sie nowomowa, maja uproszczony obraz swiata, ida za moda i trendami itd ale sa to media amerykanskie. Dlatego autorka nie wie co dzieje sie w Polsce szczegolnie ze oglada polska tv, nawet sami Polacy nie wiedza co dzieje sie w kraju wlasnie ze wzgledu kontroli nad mediami przez obcy kapital, zydowski w Agorze w pierwszym rzedzie. Ja nie glosowalem bo nie moge nie mam aktualanego paszportu, aczkolwiek traktuja mnie jako dalej obywatela PL. Glosowalbym na PiS, choc teraz po miesiacach ich rzadow troche mnie rozczarowuja ale mysle ze postaraja sie Polske naprawic, chocby w malym stopniu, zmanijszajac korupcje, rzowalajac ta bande sedziowsko adwokacka itd. Obecny prezydent Gauuck ktory byl szefem urzedu dekomunizacyjnego w Niemczech uslinie przekonywal Polakow do przeprowadzenia prawdziwej dekomunizacji szczegolnie Jurysdykcji. Polacy poszli wlasna droga i teraz walke o wladze mamy jak na dlozni. Zal Mi Polski. Nie taki los jej wymarzylem.

      Usuń
  19. Niestety, nie zgadzam sie z pani podejsciem. Mimo iz nie glosuje (z powodow dosc skomplikowanych ktore nie sa tutaj wazne) uwazam ze Polonia powinna, jesli chce glosowac. Mimo iz wielu z nas wyjechalo dawno, nadal mamy w kraju rodziny I rozmawiamy z nimi, rowniez na teamaty polityczne. Jesli oni potrafia nam wyjasnic na jaka partie glosuja I dlaczego, a my mozemy potwerdzic ze tejze parti punkt widzenia zgadza sie z naszym (cuda Internetu!), powinnismy glos oddac. Ciekawa natomiaast jestem dlaczego tyle Polonii oddalo glos na PiS (byc moze dlatego ze wiekszosc z nas uciekalo od rzadow lewicy) I czy punkt widzenia autorki bylby inny gdyby wygralo PO.

    OdpowiedzUsuń

Copyright © 2016 Pamiętnik Emigrantki , Blogger