6/01/2017

Jacy (nie) są Amerykanie? 5 najpopularniejszych stereotypów

     Przyznam szczerze, że przed moim przylotem do USA właściwie nie interesowałam się tym krajem. Moja wiedza na temat Ameryki była bardzo podstawowa, a na liście miejsc do zobaczenia w przyszłości Stany plasowały się daleko poza czołówką. Nie da się jednak ukryć, że w Polsce dość popularna jest amerykańska popkultura, a właściwie od zawsze ktoś miał rodzinę w USA, więc i słyszał jakieś opinie o Ameryce i Amerykanach. I o ile przeciętny Polak zapytany o to, co sądzi o mieszkańcach Trynidad i Tobago, raczej nie miałby za wiele do powiedzenia, o tyle zapytany o mieszkańców Stanów Zjednoczonych z pewnością pociągnąłby temat. Pytanie tylko, na ile dzieliłby się swoimi opiniami, a na ile popularnymi stereotypami, których Amerykanie doczekali się całe mnóstwo? Dziś postanowiłam rozprawić się z pięcioma najpopularniejszymi moim zdaniem stereotypami na temat Amerykanów. Wiadomo, stereotypy nie biorą się zazwyczaj z powietrza, ale jest w nich ziarno prawdy. Więc zobaczmy, gdzie na tym jednym ziarnie się skończyło, a gdzie uzbierała się ich cała górka. 



1. Amerykanie są głupi.

     Wydaje mi się, że jest to absolutny numer jeden w kategorii stereotypów o Amerykanach. Ba! Nawet kilkukrotnie zostałam zapytana wprost, gdy odwiedzałam Polskę, czy "Amerykanie naprawdę są tacy głupi". Wydaje mi się, że ten sterotyp ma aktualnie swoje źródło w dwóch miejscach: w amerykańskich komediach (typu "American Pie") i programach rozrywkowych (typu "Jerry Springer"), oraz w filmikach na Youtube, które obnażają niewiedzę Amerykanów. Tylko z tymi źródłami jest pewien problem: Polska również ma swoje głupie komedie (chociażby "Wyjazd integracyjny"), ma także swój kanał "Matura to bzdura", gdzie obnażona jest niewiedza Polaków. Moim zdaniem równanie jest proste- wszędzie są ludzie mądrzy i głupi. Tyle że Ameryka jest ogromna, a amerykańska popkultura jest obecna dosłownie wszędzie, więc może tę amerykańską głupotę widać po prostu bardziej. 
       Z mojego sześcioletniego doświadczenia mieszkania w USA mogę powiedzieć, że spotkałam Amerykanów zarówno bardzo inteligentnych, jak i tak głupich, że nie wiem jakim cudem są w stanie funkcjonować w świecie. Co jednak muszę przyznać, Amerykanie są zazwyczaj wykształceni w dużo węższym zakresie niż Polacy. Wynika to z systemu edukacji. Podczas gdy w Polsce uczniowie aż do końca liceum są kształceni właściwie we wszystkich kierunkach (nawet idąc do klasy profilowanej, i tak ma się wszystkie przedmioty w jakimś zakresie), o tyle w Ameryce już w najmłodszych uczniach stara się wykryć ich predyspozycje i kształcić z naciskiem na kierunek predyspozycji. Moim zdaniem każdy system ma swoje wady i zalety, ale nie ma co ukrywać, że przeciętny Polak ma większą wiedzę ogólną niż przeciętny Amerykanin. Wydaje mi się również, że Polacy mają większe predyspozycje do samodzielnego rozwiązywania problemów, co może wynikać zarówno z trudnej historii naszego kraju, jak i znowu- z systemu edukacji. W Polsce po prostu trzeba sobie radzić, w szkole nikt ucznia nie będzie prowadził za rączkę. Natomiast w Ameryce ludzie są przyzwyczajeni, że w pewien sposób wszystko jest im podane na tacy. Przykład z mojej szkoły- jeden, choć mogłabym je mnożyć. Na jednych zajęciach mieliśmy zadanie domowe- wybrać się do czytelni na kampusie i w odpowiednich encyklopediach i rocznikach prawniczych znaleźć konkretne informacje. Przed kolejnymi zajęciami połowa klasy była oburzona- że co to w ogóle za zadanie, że nie zostało wytłumaczone, że oni w ogóle nie wiedzieli co mają z tym zrobić. Nie mam pojęcia, co mogłoby wymagać wytłumaczenia. Na którym piętrze jest czytelnia?

2. Amerykanie są grubi.

     W tym stereotypie zdecydowanie jest bardzo dużo prawdy. Oczywiście, nie wszyscy Amerykanie są grubi. Wielu Amerykanów bardzo dba o swoją sylwetkę, odżywia się zdrowo i uprawia regularnie sport. Ale prawdą jest, że Ameryka znajduje się w czołówce najbardziej otyłych państw świata i aż 35% Amerykanów cierpi na otyłość. Mało tego, problem ten postępuje i z roku na rok jest coraz większy, co wyraźnie widać na mapkach poniżej.


Pamiętam, że kiedy po raz pierwszy przyleciałam do USA byłam w ogromnym szoku, widząc tak wiele tak bardzo otyłych osób. Przecierałam oczy widząc osoby tak otyłe, że dosłownie potrzebowały dwóch miejsc w autobusie, czy też poruszające się specjalnymi pojazdami, a w sklepie pakujące do wózka coca-colę, chipsy i mrożone hamburgery. Osoby nazywane w Polsce "grubasami", tutaj mogłyby spać spokojnie, bo byłyby raczej w dolnej granicy. Przyznam szczerze, że nie mam pojęcia, jakim cudem Amerykanie "roztywają" się do takich rozmiarów. I w ogóle nie łykam tych głupot, że pewnie to z powodu choroby. Oczywiście, otyłość prowadzi do bardzo poważnych chorób, ale nie wierzę, że aż 35% populacji ma choroby hormonalne czy jakieś inne, które to doprowadziły je do otyłości. W moim odczuciu jest to zwyczajnie lenistwo i zła dieta, wpajana już od dziecka. Tak, to prawda- dla wielu Amerykanów McDonald's jest na porządku dziennym.


3. Amerykanie są zawsze uśmiechnięci.

     Na pewno nie zawsze, czasem też się smucą lub denerwują. Ale zgadzam się, że uśmiechu w Ameryce jest zdecydowanie więcej niż w Polsce. Uśmiechają się obcy ludzie na ulicy, uśmiechają się ekspedientki. Jest jakoś tak milej, nawet jeśli zdajemy sobie sprawę, że ten uśmiech jest poniekąd wymuszony na przykład przez rodzaj wykonywanej pracy. Wydaje mi się, że z tym uśmiechem łączy się jeszcze jedno zjawisko- szacunek do drugiej osoby. Przez tych kilka lat w Ameryce nigdy nie zdarzyło mi się, by sprzedawca był nieuprzejmy, a lekarz arogancki. Wręcz przeciwnie- sprzedawcy zazwyczaj upewniają się kulturalnie, czy "everything is ok" oraz czy znaleźliśmy wszystko, czego potrzebowaliśmy, natomiast lekarze delikatnie i ze zrozumieniem obchodzą się z pacjentami. I jeszcze jedna rzecz. Mam wrażenie, że bezinteresowny uśmiech jest w Ameryce tak zakorzeniony, że jego brak może być odebrany jako... niegrzeczność i gburowatość.
 
4. Amerykanie to patrioci

      Szczerze mówiąc mam bardzo mieszanie uczucia co do tej tezy. No bo z jednej strony na każdym kroku powiewa amerykańska flaga, ba! flaga amerykańska jest dosłownie na wszystkim: strojach kąpielowych, skarpetkach, ręcznikach, kubkach, długopisach... Każdy Amerykanin prawdopodobnie zna również doskonale hymn narodowy, głównie dlatego, ze jest on odgrywany między innymi przed wszystkimi ważniejszymi wydarzeniami sportowymi. Amerykanie są także dumni ze służby w wojsku, a także z samego faktu, że są Amerykanami. Kiedy przychodzi do świętowania Dnia Niepodległości, cały kraj przyodziewa narodowe barwy i bawi się radośnie grillując żeberka. Ale z drugiej strony mam wrażenie, że ten patriotyzm jest nieco powierzchowny, że to tylko taka ciepła kołderka, pod którą niewiele się skrywa. Że może przeciętny Amerykanin potrafiłby wyrecytować wszystkich prezydentów, ale niekoniecznie powiedziałby coś więcej. Ale może te moje obiekcje wynikają z tego, że nasz polski patriotyzm jest utożsamiany z czymś zupełnie innym? My mamy długą i bogatą historię; wiele, jako naród, razem przeszliśmy. Z tego też powodu wiele nas łączy, a przywiązanie do Polski często wręcz wysysamy z mlekiem matki. Tak sobie myślę, że polski patriotyzm i amerykański patriotyzm to dwa zupełnie różne patriotyzmy. Czy któryś jest lepszy od drugiego? Raczej nie, każdy zwyczajnie wyrósł w innych warunkach, to i objawia się inaczej. No i w końcu- kto daje nam prawo, by oceniać patriotyzm innej osoby?


A jak samych siebie postrzegają pod tym kątem Amerykanie? Ciekawe statystyki możecie przeczytać na przykład TUTAJ, a poniżej dwa najciekawsze moim zdaniem wykresy:




5. Amerykanie uwielbiają broń 

     Fakt, uwielbiają. Uwielbiają na tyle, żeby prawo do posiadania broni zawrzeć w jednej z poprawek do Konstytucji. Co ciekawe, druga poprawka, w której zawarte jest prawo do posiadania broni, została uchwalona w 1791 roku, czyli w kompletnie innej epoce. Myślę, że również ratio legis było inne niż to, które przyświecałoby prawodawcom w naszych czasach. Nie zmienia to faktu, że Amerykanie prawo do posiadania broni często utożsamiają ze swoją wolnością. Co również interesujące, mimo iż prawo do posiadania broni jest prawem krajowym (z racji zawarcia go w Konstytucji Stanów Zjdnoczonych), to każdy stan doprecyzowuje to prawo w nieco innyc sposób. Na przykład inne mogą być wymagania do zrobienia licencji, kupna broni, czy noszenia jej w miejscach publicznych.
Jak zwykle- nie wszyscy są fanami broni palnej, ale jednak Ameryka pod względem liczby posiadanej broni bije inne kraje na głowę. Spójrzcie sami:


Co ciekawe, pomijając sytuacje typu gangsterskie porachunki (których nota bene pełno na ulicach Chicago, o czym pisałam na przykład TUTAJ), broni za bardzo na ulicach nie widać. O broni też się jakoś specjalnie dużo nie rozmawia, a jednak wiadomo, że ona gdzieś "tam" jest. Chociaż przypuszczam, że w południowych stanach, na przykład Teksasie, broń może być bardziej widoczna na co dzień.


A jakie Wy macie zdanie na temat stereotypów o Amerykanach? Może znacie inne, dziwne, zabawne albo drażniące? Ja na dziś wybrałam pięć moim zdaniem najpopularniejszych, ale z chęcią dodam kolejne posty, w których tłumaczyć będę kolejne stereotypy, co Wy na taki minicykl?


Dzisiejszy post powstał we współpracy z Klubem Polki na Obczyźnie. Przez cały miesiąc dziewczyny z najróżniejszych zakątków świata będą pisały o tym, jak zmieniło się ich postrzeganie kraju, w którym mieszkają obecnie. Jeśli jesteście ciekawi, koniecznie zajrzyjcie TUTAJ.

35 komentarzy:

  1. Bardzo lubię Cię czytać. Mam przyjaciółkę w Chicago i ciekawie jest czytać o Ameryce i Chicago również z Twojej perspektywy :)

    OdpowiedzUsuń
  2. Świetnie to opisałaś. Te stereotypy faktycznie są najbardziej powszechne, fajnie ujęłaś kwestię patriotyzmu. Tutaj ja na przykład mam takie odczucie, że Amerykanie są przede wszystkim patriotami lokalnymi - zawsze podkreślają, z którego stanu pochodzą. Wielokrotnie spotkałam się z sytuacją, gdy na pytanie "skąd jesteś", Amerykanin odpowiada, dajmy na to, "Charlotte, North Carolina". Czy też to zaobserwowałaś? :)

    OdpowiedzUsuń
    Odpowiedzi
    1. To wynika raczej z faktu koniecznosci przyblizenia komus regionu, z ktorego sie pochodzi. Kraj jest olbrzymi, a miejscowosci o tej samej nazwie moga byc dziesiatki. Np. takie slynne Salem, ktore akurat lezy w Massachussets, ale oprocz tego najbardziej znanego wiekszosc stanow ma jakies swoje Salem. Inny przyklad to Lincoln - miejscowosci o tej nazwie jest na peczki. Norma wiec jest, ze podajesz gdziekolwiek lub komukolwiek twoje miejsce zamieszkania i od razu mowisz , w ktorym stanie sie ono znajduje. Absolutnie nie wynika to z patriotyzmu!

      Usuń
    2. Zgadzam się z Anonimem, że to podawanie stanu to niekoniecznie kwestia pariotyzmu, ale raczej czysto techniczna. Ale zgadzam się z tezą, że Amerykanie to lokalni patrioci! Bardzo angażują się w lokalne sprawy, często z dumą opowiadają, jakie to na przykład fajne pikniki są organizowane w ich miasteczkach i jak dobrze zorganizowana jest lokalna społeczność.

      Usuń
    3. Tak, ja rozumiem tę mnogość miejscowości o tych samych nazwach w różnych stanach, ale zazwyczaj odnoszę wrażenie, że oprócz rozwiania wątpliwości, o którą z nich chodzi, jest w tym też pewna duma, że jest się właśnie z tej, a nie z innej :) I też niejednokrotnie spotkałam się z opowieściami o lokalnych atrakcjach, wydarzeniach, czy o tym, z czego dana miejscowość słynie w regionie czy stanie, a nawet w kraju. A dla mnie to jest właśnie pewna forma patriotyzmu lokalnego :)

      Usuń
  3. Mnie również bardzo przyjemnie było czytać Twój tekst. Podoba mi się to, że zgrabnie balansujesz pośród stereotypów, nie ulegając im. Co do amerykańskiego patriotyzmu natomiast, przypomniał mi się rozdział jemu poświęcony w "Wałkowaniu Ameryki" Marka Wałkuskiego. Przed lekturą tej książki nigdy nie zastanawiałem się nad tym, co jest podstawą amerykańskiej tożsamości (a zatem również amerykańskiego patriotyzmu). Amerykaninem nie jest wszakże tylko ten, kto się w Ameryce urodził czy w jakikolwiek sposób został do niej przysposobiony. Amerykanie – jak zauważa Wałkuski – jednoczą się wokół pewnego zestawu idei, jakiegoś wspólnego konceptu. W ten sposób bez trudu można łączyć w sobie patriotyzm (nazwijmy to) "tradycyjny" związany z krajem swojego pochodzenia z patriotyzmem amerykańskim, ponieważ pojęcia te funkcjonują na dwóch różnych płaszczyznach.

    OdpowiedzUsuń
    Odpowiedzi
    1. Zwróciłeś uwagę na bardzo ciekawy aspekt amerykańskiego patriotyzmu. Faktycznie, Ameryka zbudowana jest na imigrantach z całego świata, każdy przybywa tu ze swoją historią i swoimi wartościami, a jednak wszyscy są w stanie tworzyć jedno społeczeństwo i czuć się częścią Ameryki. Choć przyznam szczerze, że ja wciąż do tego dorastam i Amerykanką zdecydowanie się nie czuję :)

      Usuń
  4. Jacy sa czy tez nie sa Amerykanie? Moim zdaniem sa tacy jak wszystkie inne narody swiata. Czy sa glupi? To chyba glownie zalezy od tego w jakich kregach sie obracamy:)
    Czy sa grubi? Na pewno tak, ale nie jest to wina tylko fastfoodow ale zywnosci generalnie. Jesli podstawa wyzywienia sa przetworzone polprodukty czyli tzw. gotowce to juz wystarczy zeby wkroczyc w sfere zagrozenia otyloscia.
    Ja tam nie wiem, ale w mojej amerykanskiej rodzinie od lat zawsze bylam najgrubsza, a przeciez nie ma we mnie ani jednego amerykanskiego gena czy tez kropli amerykanskiej krwi:)) Czyli w sumie czlonkowie mojej rodziny moga powiedziec, ze to Polacy sa grubi:)
    No i rzecz bardzo wazna, jesli mowa o Amerykanach to czy mamy na mysli tych urodzonych tutaj od conajmniej dwoch trzech pokolen czy tez takich naturalizowanych jak np. ja:)))
    Wiem jedno, Amerykanie nie sa ciekawi i wscibscy, to wiem na pewno.
    Jeszcze nigdy nikt nie zapytal mnie ile za cos zaplacilam czy gdzie kupilam i jakim cudem mnie na to stac. Polacy i owszem jak tylko zobacza na czlowieku lub w przyleglosciach czlowieka cos nowego to pierwszym pytaniem jest "ile kosztowalo?".
    Podobnie nikt tu nie pyta o plany malzenskie a juz na pewno nie kiedy mlode malzenstwo zacznie sie rozmnazac, co z tego co slysze (lub czytam na wielu blogach) w Polsce jest ciagle bardzo popularne, glownie wsrod rodziny. Tu tego nie ma, dorosle dzieci maja prawo do swoich wlasnych doroslych decyzji a rodzice moga tylko ewentualnie czekac, ze zostana o danej decyzji powiadomieni.
    Rodzina mojego meza po obu stronach to czwarte pokolenie urodzonych tutaj i pisze to wszystko na podstawie obserwacji i wlasnych doswiadczen w przebywaniu z nimi od lat.
    Co do partiotyzmu?
    No coz patriotyzm to bardzo wrazliwy punkt w kazdej nacji, latwo nim swiecic innym po oczach jak i rowniez zarzucac innym brak.
    Wiem jedno, pokolenie mojego Tescia to weterani wojenni i z jednej strony sa z tego dumni a z drugiej doceniani przez spoleczenstwo.
    Jak to wyglada w praktyce?
    Moj tesc nosi czapke z napisem "weteran II wojny swiatowej" i bardzo czesto sie zdarza, ze gdzies jestesmy, idziemy, siedzimy itp. i nagle podchodzi ktos tylko po to zeby mu podziekowac za jego sluzbe ojczyznie.
    TEGO nigdy nie widzialam w Polsce.
    Podobnie ma sie sprawa flagi narodowej, tu jest ona skladana z ogromnym pietyzmem, a pamietam film z youtube gdzie prezydent bodajze Komorowski dokonal odsloniecia jakiegos pomnika i flage zwinieta w klebek ktos towarzyszacy prezydentowi po prostu rzucil za krzaki.
    Czy to sa naprawde wazne roznice?
    Zalezy jak sie na to patrzy:)))

    OdpowiedzUsuń
    Odpowiedzi
    1. Masz rację, że otyłość to nie tylko wina fast-foodów, ale żywności ogólnie. Ja to jakiś czas temu doszłam do wniosku, że w Ameryce nawet powietrze tuczy ;)
      Co do tego pytania o ceny to mam wrażenie, że wynika to z jeszcze jednej rzeczy. W Ameryce ludzi po prostu stać na pewne rzeczy i nie wynika to z tego, że są bogaci, więc i ludzie za bardzo nie wnikają w to, ile ktoś zapłacił. Weźmy na przykład buty Adidasa. Tutaj idziesz do sklepu i kupujesz je za powiedzmy 50-100 dolarów. Może nie są to "grosze", ale zdecydowanie nie jest to luksus. W Polsce za taką parę musisz zapłacić jakieś 600 złotych. To już dla wielu rodzin uchodzi za luksus, więc i bardziej są ciekawi. Nie wiem, czy tym można tłumaczyć wścibstwo czy jego brak, ale tak mi się skojarzyło jak wspomniałaś o pytaniu o ceny.

      Usuń
    2. Otylosc nie wynika tylko z rodzaju jedzenia jakie sie je, ale tez z tego, ze ludzie spedzaja niemal cale zycie na siedzaco i bez ruchu. Ja mieszkam w takiej okolicy, ze nie ma prawie chodnikow, wszedzie trzeba samochodem dojechac, nawet na spacer. Jak sie do tego doda 8-9 godzin siedzacej pracy, to mozna sie nawet roztyc of "zdrowego" jedzenia. W Polsce tez sie to zaczyna, ludzie sie coraz mniej ruszaja.Jak teraz jade to widze sporo ludzi bardzo otylych w porownaniu z tym co bylo, powiedzmy 15 lat temu. No ale wtedy to wiekszosc posuwala na wlasnych nogach a nie samochodem...

      Usuń
  5. Moja wiedza o Ameryce pochodzi głównie z filmów i książek, dlatego z wielką ciekawością przeczytałam twój tekst. Wszyscy Amerykanie jakich spotkałam rozbrajali mnie łatwością nawiązywania kontaktów i uśmiechem, dlatego ich lubię

    OdpowiedzUsuń
    Odpowiedzi
    1. O tak! łatwość nawiązywania kontaktów i uśmiech to zdecydowanie cechy Amerykanów! Dodałabym tego jeszcze niesamowitą umiejętność zapamiętywania imion przy poznawaniu się. Zawsze jestem pod wrażeniem!

      Usuń
  6. Myślę,ze nie ma jednej odpowiedzi,bo Ameryka jest ogromna i bardzo zróżnicowana.Ja pamiętam Amerykanów z akademika.Wszyscy grubi,uśmiechnięci,nie za bardzo radzący sobie z nauką.Niespecjalnie dbający o wygląd - słynna koszula w kratę na każdą okazję.Non stop okupujący kuchnię:) A poza tym mili,chętni do nawiązywania znajomości,wszyscy bez wyjątku oczarowani Polską.

    Przeczytałam ten i inne Twoje posty.Świetnie piszesz,prawdziwie,obiektywnie,masz dużą wiedzę i zmysł obserwacji.Z wielką przyjemnoscią się Ciebie czyta.
    pozdrawiam serdecznie
    Beta

    OdpowiedzUsuń
    Odpowiedzi
    1. Koszula w kratę, wyciągnięta koszulka albo piżama- flagowy strój wielu Amerykanów :)

      Dziękuję za miłe słowa!

      Usuń
  7. Od niedawna pracuję na lotnisku gdzie mam ciągły kontakt z amerykańskimi turystami. Też już myślałem o tym, by napisać coś o nich. Nie powiem, zaskakują mnie, jak po tygodniowym pobycie na Islandii, pytają mnie jaka tu jest waluta, czy ile to jest dolarów... :D

    Co do otyłości i fast-foodów, jak wygląda kwestia cen w amerykańskich McDonalds'ach i innych fast-foodach? I jak to wypada w porównaniu z jakimiś bardziej pożywnymi produktami w sklepach?

    Pozdrawiam z Islandii!
    Mateusz

    OdpowiedzUsuń
    Odpowiedzi
    1. McDonald jest stosunkowo tani, a w dodatku zawsze można dorwać jakieś kupony. Często są też dostępne promocje czasowe typu McPick2, gdzie za 3 dolary można kupić dwa z promocyjnych produktów, aktulanie to są bodajże frytki, podwójny cheeseburger, nugetsy i coś jeszcze. Co do innych sklepów to zależy gdzie się kupuje. Ale na przykład w polskich sklepach można kupić świeże obiady (mięso+ dwa dodatki do wyboru) za 4 dolary.

      Widzę, że piszesz z Islandii. Już do Ciebie biegnę! :)

      Usuń
    2. Tak, tak, z Islandii, choć jestem tu "nowy". :D

      Zapraszam! :)

      Usuń
  8. Hej, mnie ta otyłość przeraża. Skoro tak się promuje hollywoodzkie piękno to skąd te wszystkie grubasy!??!?!?!? hehhehe ale poważnie to problem jest dużo bardziej złożony. śmieciowe żarcie jest zwyczajnie tańsze i po co kupić kilogram marchewki skoro można wyskoczyć na hambyksa i załątwiony obiad :) fajnie napisane.!!!

    OdpowiedzUsuń
    Odpowiedzi
    1. To prawda, niestety śmieciowe jedzenie w USA jest baardzo tanie. Ale też jest sporo innych, zdrowszyszych opcji za niewiele większe pieniądze, tylko nie każdemu chce się poszukać albo poświęcić czas na gotownie. Z resztą co tu dużo mówić, czasem sama się skuszę na jakąś kanapkę w Mcdonalds :)

      Usuń
  9. Powiem szczerze, że tych otyłych Amerykanów w Waszyngtonie prawie nie widać. Wiem, że w skali kraju jest to duży problem, ale tu gdzie mieszkamy wszyscy biegają, jeżdżą na rowerze, pływają i mają obsesję na punkcie zdrowego jedzenia. Ale ceny zdrowej żywności w porównaniu do cen w takim np. McDonaldzie są przerażające. Za hamburera tam zapłacisz 1 dolara, a za zdrową kanapkę podobnej wielkości ok. 7 dolarów. Zresztą nawet kupując bułkę, ser i wędlinę i robiąc kanapkę samemu obawiam się, że w jednym dolarze nie udałoby się zmieścić.

    OdpowiedzUsuń
    Odpowiedzi
    1. Ciekawe rzeczy piszesz o Waszyngtonie. Dprecyzuj tylko proszę, czy mówisz o DC czy o stanie. W Chicago natomiast sytuacja podzielona: zarówno pełno jest osób fit, jak i tych monstrualnie otyłych. Miasto skrajności :)

      Usuń
    2. To ja do Washington dodam jeszcze NYC. Tu tez ciezko upolowac grubasa. Oczywiscie sytuacja sie zmienia jak tylko wyjezdzamy z miasta na tereny stanu NY.
      I niestety otylosc bierze sie glownie z biedy. Jest tu niestety wiele milionow ludzi, ktorych nie stac na zdrowe jedzenie. Taniej zapchac glod McDonaldsem czy tez puszka "bush beans" oraz innych przetworzonych gotowcow niz kupic produkty na zdrowa kanapke czy tez obiad. Mieso, zwlaszcza kurczaki (najtansze) sa tak nafaszerowane chormonami, ze w ogole nie powinno sie ich sprzedawac jako zywnosc dla ludzi. Ale co ma zrobic biedny, ktorego nie stac na nic innego?
      Jak ktos analizuje te mapy, ktore zamiescilas to wyraznie widac. Owszem czesc stanow jak Iowa, Kansas czy South Dakota to tez stany biedne, ale tam ludzie prowadza bardziej aktywny tryb zycia i byc moze dlatego ciagle otylosc jest mniejsza.
      Mysle wiec ze bieda i brak ruchu, bo kto zamieszkujacy np. w Alabamie czy Arkansas porusza sie na nogach? Niestety wszedzie trzeba dojechac samochodem a jakos ludziom ciezko przychodzi do glowy zeby isc pieszo bez celu po to tylko zeby sie ruszac.

      Usuń
    3. Dodam do tego concept "food deserts." W wielu miejscach brak prawdziwych sklepow spozywczych. Jesli ktos nie ma auta a podroz komunikacja miejska by zajela 2 godziny w obie strony, to ciezko winic ze sie kupuje produkty przetworzone, a nie swieze warzywa i owoce. Kilka lat do tylu byla seria artykulow w Washington Post na temat food stamps i co mozna za to kupic. Polecam poszukac; autor Eli Saslow wygral Pulitzer'a za ta serie. W kazdym badz razie, biedni ludzie nie maja luksusu wyboru czy biegac i gotowac swiezo i czy sie lenic i jesc byle co...

      Usuń
    4. @Star, co do tego braku ruchu to tylko dodam, że znam zarówno Amerykanów, jak i niestety również zamerykanizowanych Polaków, którzy wolą ruszyć auto, zamiast przespacerować się do celu 5 czy 10 minut. W mojej głowie się to nie mieści, ale cóż, taki kraj :) Co do tego taniego syfnego jedzenia to też trudno się nie zgodzić. Ale z drugiej strony, wydaje mi się, że chcieć to móc. Znam sporo rodzin (polskich w USA), które też raczej są ubogie, a jednak odżywiają się względnie zdrowo, a na pewno na tyle zdrowo, by nie ważyć 200 kilo. Tylko to trzeba ruszyć dupkę, wybrać się do sklepu, a czasem kilku, zrobić racjonalne zakupy i co najważniejsze- ugotować. Niestety, w Ameryce często zwykłe lenistwo bierze górę i tak jak już zostało wspomniane- lepiej wyskoczyć na hambugsa do maka albo kupić zupę z puszki.

      Usuń
    5. @Anonimowy, zainteresowałeś/aś mnie tymi artykułami! Na pewno poszukam, może nawet zrodzi się z tego jakiś post :)

      Usuń
    6. Mój komentarz dotyczy DC, w stanie Waszyngton (jeszcze) nie byłam :)

      Usuń
    7. Ja mieszkam w PA, na granicy Z Delaware i Maryland i bardzo otylych ludzi prawie nie widac. Jesli chodzi o otylosci i biede to niestety potwierdzam, to nie tylko to ze za food stamps nie kupisz swiezych warzyw z Whole Foods, ale rowniez tego, ze wiele biednych rodzin nie gotuje "domowych" obiadow itp zwyczajnie z braku czasu, Amerykanie pracuja od rana do nocy, zwlaszcza biedni ktorzy musza brak po kilka prac zeby zwiazac koniec z koncem. W takich okolicznosciach ciezko myslec o ugotowaniu zdrowego obiadu i dojechaniu do sklepu ktory takie swierzynki oferuje. Jesli mieszkasz w Chicago, NY albo innym duzym miescie to pewnie latwiej, ale gdy mieszkasz na wsi lub przedmiesciach i nic nie ma w poblizu 10 mil to nie takie proste.

      Usuń
  10. Wiesz co Paulinko, a mi się zawsze wydawało, że ten ich patriotyzm jest naprawdę głęboki. Nasz wydaje mi się taki płytki. Polacy są patriotami zawsze jak się coś dzieje,a tak...wiesz jak jest.
    W ogóle myślę, że takie pakowanie narodów do jednego worka jest bez sensu. Pewnie, że mają inne podejście do życia od nas i tyle nie narzekają, ale to są ludzie. Mają wzloty i upadki i trudno żeby cały czas byli uśmiechnięci. Pozdrawiam:)

    OdpowiedzUsuń
    Odpowiedzi
    1. Swiete slowa Beato, ludzie sa wszedzie jednakowi, bo sa LUDZMI.
      Wszedzie na kuli ziemskiej, w kazdym zakatku swiata mieszkaja tak grubi jak i chudzi, tak madrzy jak i glupi itp.
      I tylko od nas obserwatorow zalezy co chcemy widziec.
      Jesli obserwator jest nastawiony zyczliwie do danego narodu to widzi wiecej plusow, jesli z gory nie lubi jakiegos narodu to widzi same minusy. Czy to jest prawdziwy obraz?
      Oczywiscie, ze nie:))
      Sorry, ze sie wtracilam, ale bardzo mi sie spodobala Twoja wypowiedz i nie potrafilam opanowac swedzenia palcow:)))

      Usuń
    2. @Beata, przyznam szczerze, że zainteresowałaś mnie swoją tezą, że to amerykański patriotyzm jest głębszy od polskiego... Na pewno jest bardziej "codzienny", to akurat bez dwóch zdań!
      Zgadzam się, że nie da się całego narodu podsumować w kilku zdaniach. Stereotypy jednak istnieją o każdym narodzie, skądś tam się one biorą, więc warto o nich dyskutować. I tak jak @Stardust napisała- każdy widzi to co chce widzieć. Jak weżmiemy 10 przypadkowych Amerykanów, to równie dobrze wszyscy oni mogą mieć IQ na poziomie 150, jak i 70.

      Usuń
  11. Generalnie w każdym kraju są grubi ludzie, Polska sama nie klasyfikuje się teraz dobrze jeżeli chodzi o takie sprawy. Tym bardziej że Polacy nie jedzą dużo warzyw.
    A najgłupsze co ja zawsze słyszę : "Amerykanie nie wiedzą gdzie jest Polska " WTF? A po co im ta wiedza. Oni mają swoich 50 stanów i muszą znać ich położenie i stolice. Te stany są wielkości niektórych Państwa Europy. Ciekawe czy każdy w Polsce zna wszystkie Państwa i ich stolice. Takie jest moje zdanie. Ja np ostatnio odkryłam że istnieje jakieś małe dziwne Państwo koło Arabii Saudyjskiej o nazwie Bahraj.

    OdpowiedzUsuń
  12. Mimo, że uśmiech amerykański nie zawsze jest szczery to chętnie przeniosłabym chociaż jakiś procent uśmiechniętych ludzi na polski grunt. Przypadkowy uśmiech na ulicy potrafi mi naprawić cały dzień.

    OdpowiedzUsuń
  13. Co innego ciekawosc a co innego wscibstwo... Sam spotkalem sie ze stwierdzeniami Amerykanow ze "musisz (koniecznie!) mi powiedziec skad jestes bo nie jestes stad a wiec mozesz byc dla nas niebezpieczny". Savoire-Vivre praktycznie nie istnieje bo zwykle jak cos jest nie H- amerykanskie to jest bueee... Ksiazke mozna o tym napisac...

    OdpowiedzUsuń
  14. " Paulina3 czerwca 2017 10:00

    O tak! łatwość nawiązywania kontaktów i uśmiech to zdecydowanie cechy Amerykanów! Dodałabym tego jeszcze niesamowitą umiejętność zapamiętywania imion przy poznawaniu się. Zawsze jestem pod wrażeniem! "

    Raczej chodzi tu o zwyczajne wscibstwo niz nawiazywanie kontaktow... No chyba ze osoba wypytywana jest wyjatkowo atrakcyjna fizycznie... Zaprzyjaznic sie z Amerykanami to sztuka. Przyznam ze latwiej o przyjazn z kolorowymi przyjezdnymi... Zapamietywanie imion z latwoscia??? Moze jak ktos nazywa sie Anna albo Robert... To niesmaczny zart!. Czesto jestem pouczany jak mam wymawiac wlasne personalia i ze powinienem je zmienic na Amerykanskie... Czyli co? Biegnacy Knur, Smierdzacy Buchaj itepede...?

    OdpowiedzUsuń

Copyright © 2016 Pamiętnik Emigrantki , Blogger