1/12/2017

Co może zaskoczyć Cię po przylocie do USA? (cz.3: 17-26)

     Chyba tworzy nam się tutaj mała tradycja, bo to już trzeci rok z rzędu, kiedy w styczniu na blog trafia post z serii "Co może zaskoczyć Cię po przylocie do USA?". Poprzednie dwie części były przez Was bardzo chętnie czytane i komentowane, więc nie mogę już dłużej zwlekać z kolejnymi zaskakującymi zjawiskami w Stanach i na dziś przygotowałam 10 ciekawostek. Zaczynamy!


17. Obrzydliwy chleb

Pamiętam, że kiedy jeszcze byłam dzieckiem, często odwiedzali nas przyjaciele moich dziadków, rodowici Niemcy. Zawsze wracając do siebie, zaopatrzali się w zapas świeżego, polskiego chleba. Kompletnie wtedy tego nie rozumiałam, bo przecież chleb jak chleb, co w nim takiego wyjątkowego? Tę wyjątkowość polskiego chleba pojęłam dopiero, kiedy przyleciałam do USA.
Zdecydowana większość z chlebów, które można dostać w zwykłych amerykańskich supermarketach to paskudne, dmuchane chleby tostowe, które smakują jak wata. Obrzydliwe i szkodliwe. Niektóre sklepy mają własne piekarnie i na ogół ich chleby są już nieco smaczniejsze, ale również droższe- za bochenek trzeba zapłacić około 4-7 dolarów. Podobnie sytuacja wygląda w sklepach typu Whole Foods czy Panera Bread- często można tam dostać nienajgorsze chleby, z różnymi dodatkami, i choć są one całkiem ok, to moim zdaniem w dalszym ciągu z polskimi chlebami równać się nie mogą. Z polskimi chlebami w Polsce, powinnam dodać, ponieważ chleby kupowane w polskich sklepach w USA, mimo że są wypiekane przez polskich piekarzy według polskich receptur, w dalszym ciągu są dalekie od naszego krajowego ideału. Nie wiem z czego to wynika, może sama mąka jest już inna?



18. Napoje i woda w restauracjach

W Polsce standardem jest, że idąc do restauracji, nawet za wodę w szklance trzeba zapłacić. I to często niemałe pieniądze! W Stanach natomiast, szklankę wody dostaje się za darmo, najczęściej jeszcze przed złożeniem zamówienia. Muszę jednak wspomnieć, że jest to woda kranowa, w najlepszym wypadku jedynie przefiltrowana. Jeśli chcemy wodę butelkowaną, najczęściej musimy już zapłacić, choć są to raczej "groszowe" sprawy.
Tanio wychodzą również napoje gazowane serwowane z dozowników. W dodatku, w większości restauracji, oferowana jest darmowa dolewka napojów gazowanych, lemoniad, czy mrożonych herbat. Byliśmy szczerze zdziwieni, kiedy podczas wakacji w Atlantic City, w restauracji nie było opcji darmowej dolewki. W dupach się poprzewracało od tej Ameryki :)
I jeszcze dwie uwagi w temacie napojów w restauracjach- zimne napoje serwowane są najczęściej w szklankach półlitrowych, a połowę szklanki zajmuje lód. Amerykanie uwielbiają lód.


19. Klimatyzacja

Skoro już wspomniałam o lodzie, to muszę też napisać o klimatyzacji. Klimatyzacja jest tutaj niesamowicie popularna i w moim odczuciu Amerykanie jej wręcz nadużywają. Szczerze nie mogę znieść, kiedy latem, podczas upałów, wsiadam do autobusu i żałuję, że nie wzięłam ze sobą lekkiej kurtki. Lato jest po to, żeby się wygrzać, a nie marznąć w przechłodzonych klimatyzacją pomieszczeniach.
Nowsze budynki zazwyczaj mają klimatyzację centralną, ale w starszych konstrukcjach, zarówno mieszkalnych, jak i komercyjnych, często można spotkać takie klimatyzujące szkaradztwa:



20. Rest area

Podróżowanie autem po Stanach jest niezwykle wygodne. Przede wszystkim dlatego, że drogi międzystanowe są dobre i zadbane, a do tego co kilkadziesiąt mil rozmieszczone są specjalne zjazdy, nazywane rest areas. Owe zjazdy służą przede wszystkim odpoczynkowi podczas długiej trasy. Zazwyczaj mieszczą się przy nich ławki i stoły, w środku skorzystać można z toalety, a czasem nawet wziąć prysznic. Niekiedy wyposażone są w automaty z napojami i przekąskami, a czasem nawet w małe bary. Parkingki często wykorzystywane są przez podróżnych do ucięcia krótkiej drzemki. Zazwyczaj, pierwsza rest area po przekroczeniu granicy danego stanu to tzw. Welcome Center, czyli miejsce, które poza tym wszystkim co opisałam powyżej, oferuje także krótkie informacje na temat historii stanu czy interesujących miejsc do odwiedzenia, a półki uginają się od ulotek i broszur reklamujących lokalne atrakcje czy noclegi. Ja za każdym razem w owe broszury się wyposażam- zawsze można w nich znaleźć ciekawe informacje, a także kupony zniżkowe na wiele atrakcji. Niektóre stany na swoich Welcome Center mają jeszcze dodatkowe sposoby na powitanie turystów, na przykład na Florydzie można skosztować świeżo wyciskanego soku z lokalnych cytrusów.
Co ciekawe, każdy stan ma swój własny design owych zajazdów. Poniżej zdjęcia Welcome Centers w Luizjanie i Tennessee. Jak widzicie na tych drugich- zdarza się, że rest areas ulokowane są w miejscach z pięknymi widokami!




21. Paczki pod drzwiami

Wydaje mi się, że Amerykanie są powszechnie uważani za raczej uczciwy naród. Oni sami też w to muszą wierzyć, ponieważ bardzo powszechne jest tutaj zostawianie przez kurierów paczek przed drzwiami frontowymi, a w blokach mieszkalnych- w holu przy domofonie. Na ogół takie paczki spokojnie czekają na swojego właściciela choć zdarza się, szczególnie w okresie przedświątecznym, że w telewizji ostrzega się przed złodziejami paczek grasującymi w jakichś konkretnych dzielnicach. My zamawiamy dość sporo i szczęśliwie jeszcze żadna paczka nie została nam skradziona.
 
22. Skrzynki na listy, które każy może otworzyć

Będą już w temacie poczty i korespondecji, to rzeczą, która zdziwiła mnie równie mocno jak pozostawianie paczek przed domem, są skrzynki pocztowe, które nie posiadają żadnego zamka, przez co każdy ma do nich swobodny dostęp. Wyglądają one najczęściej mniej więcej tak:


Ewentualnie tak:


Albo nawet tak:


Pamiętam, że krótko po przylocie do USA zapytałam jednej koleżanki jak to w ogóle funkcjonuje, czy nikt nie kradnie poczty ze skrzynek? Koleżanka odpowiedziała: "A po co ktoś miałby kraść nie swoją pocztę?". No niby racja, ale jednak jakoś tak dziwnie...


23. KFC

 KFC, czyli jedna z bardziej znanych amerykański fast-food'owych sieciówek, również w Polsce. Jak się jednak okazuje, nawet tak na pozór opatrzone zjawisko może wprawić w spore zdziwienie. Jak się bowiem okazało, KFC w Polsce i KFC w USA to w gruncie rzeczy dwa zupełnie różne twory! Niby ta sama firma, a jednak poczynając od standardów obsługi, a na menu kończąc, wszystko się różni. Jeśli więc, podróżując po USA, zatęsknicie za Twisterem czy Zingerem to zapomnijcie- tutaj ich nie dostaniecie.



24. Sklepy z materacami 

W samym istnieniu slepów z materacami nie ma nic zaskakującego, zastanawiać natomiast może częstotliwość ich występowania... Czasem mijając skrzyżowanie, można zauważyć aż 3 różne sklepy z materacami, z czego niekiedy 2 z nich to ta sama firma. Istne zatrzęsienie sklepów, w których zazwyczaj jest... pusto! Z tego co sie orientuję, taki wysyp sklepów z materacami jest stusunkowo nowym trendem. A jak to się dzieje, że one wszystkie są w stanie prosperować przy takiej konkurencji? Koszt wyprodukowania materaca to $300, natomiast jego sklepowa cena jest 10 razy wyższa.

Źródło i więcej inforamacji o materacowym boomie TUTAJ


25. Kierunki świata

Używanie kierunków świata było jednym ze zjawisk, które zdziwiły mnie najbardziej i szczerze mówiąc, wciąż nie mogę się do tego przyzwyczaić. Nie chodzi mi oczywiście o fakt ich istnienia, ale o ich powszechne używanie w miejskiej, chicagowskiej przestrzeni. Kiedy tłumaczysz komuś drogę,  to nie mówisz "skręć w lewo", tylko "skręć na wschód". Było to dla mnie dziwne i niepotrzebne utrudnienie, bo niby skąd mam wiedzieć, stojąc między wieżowcami, gdzie jest północ, a gdzie południe? Tutaj wyznacznikiem jest zwykle Jezioro Michigan, do którego z większości miejsc jest "na wschód", a resztę stron świata wyznacza się właśnie na podstawie położenia jeziora. Jak się trochę pomieszka w Chicago, to nawet można się przyzwyczaić.



26. Pakowanie zakupów

W Polsce, w sklepach spożywczych zwykle było tak, że klient sam sobie pakuje zakupy. Od jakiegoś czasu ponadto za jednorazowe reklamówki musi dodatkowo zapłacić. Jakież było moje zdziwienie, gdy okazało się, że w amerykańskich sklepach przy każdej kasie stoi nie tylko kasjer, ale także specjalnie zatrudniona do pakowania zakupów osoba! Mało tego, ilość jednorazówek używanych do pakowania jest przeogromna! Nie mam pojęcia, jak ma to znieść Matka Natura, ale recykling w Stanach to w ogóle często jest kpina.



To wszystko co przygotowałam dla Was na dzisiaj.  Dajcie koniecznie znać, czy udało mi się czymś Was zaskoczyć, a także co Was zaskoczyło w Stanach czy innych krajach!




Jeśli masz ochotę przeczytać 
poprzednie ciekawostki z tej serii, znajdziesz je tutaj:

52 komentarze:

  1. Chleb z woreczka foliowego w zadnym kraju nie smakuje. W Niemczech tez mozna taki nabyc, ale sa tez normalne, tradycyjne piekarnie, w których chleb kosztuje wiecej, ale za to smakuje. Mi nawet lepiej niz chleb w Polsce, poniewaz ten niemiecki ma dodatek maki zytniej, a w Polsce preferuje sie make pszenna (notabene mniej zdrowa). Jedyne, co W polsce jest lepsze, to bulki, takich nie spotkam, chociaz znalazlam juz piekarnie, gdzie przenne bulki maja juz byc moze 25% podobienstwa do tych polskich ;)

    Faktycznie ochrona srodowiska to w Stanach tragedia, szkoda, tyle narodu, i olewaja na potege. Poczynajac od polykajacych hektolitry benzyny aut, konczac na plastykach.

    Te amerykanskie skrzynki pocztowe z choragiewka spotykam tutaj bardzo rzadko, tez nie mój fason.

    Rest area fajny pomysl na promocje regionu, pochwalam.

    A napoje? W Niemczech akurat przeszlo, ze w klubach fitness kazdy ma prawo pic swój przyniesiony napój, poniewaz ceny napojów w takich klubach sa zawyzone, i tutaj mój kciuk tez idzie w góre :D

    Kierunki swiata przydaja sie czasami, jak sie czlek kompletnie pogubi na autostradzie, bo znowu cos zamkniete, objazdy. Warto mniej wiecej wiedziec, gdzie stoi wlasny dom. Kiedys w ten sposób trafilam z kolezanka do domu, bo nawigator gadal pierdoly, nie uznajac objazdów, teren byl nam kompletnie nieznany, a papierowej mapy nie mialysmy.

    OdpowiedzUsuń
    Odpowiedzi
    1. Och tak, polskie kajzerki nie mają sobie równych! Muszę przyznać, że akurat one w polskich sklepach w Chicago są zazwyczaj wyjątkowo smaczne, powiedziałabym nawet, że jak w Polsce.

      W USA w fitness clubach też można mieć swoje napoje. Ale jak ma się ochotę, to proteinowego szejka można śmiało kupić na miejscu :)

      Myślę, że na autostradzie faktycznie używanie kierunków ma więcej sensu. Ale w mieście... jakoś dalej nie mogę się w pełni przystosować :)

      Usuń
    2. Skrzynka pocztowa z choragiewka to nie zadna watpliwej jakosci ozdoba, ale ta choragiewka ma specjalne zadanie, bo skrzynka sluzy nie tylko do odbierania poczty, ale rowniez do wysylania jej w swiat.
      Jesli mam do wyslania list to nie musze leciec sama do skrzynki tylko wkladam go do mojej wlasnej stawiam choragiewke pionowo i to jest sygnal dla listonosza, ze w mojej skrzynce czeka list, ktory on ma odebrac i odniesc na poczte.
      Tak to dziala i uwazam jest naprawde genialnym pomyslem zwlaszcza jak ktos mieszka gdzies na odludziu i do miasteczka z poczta lub ogolna skrzynka pocztowa musi jechac 30 min.

      Usuń
  2. Ciekawy post i super spostrzezenia. My caly czas nie mozemy sie nadziwic jak mozna jesc ten okropny chleb......kupujemy tylko z niemieckiej piekarni, w polskim sklepie, albo ostatnio odkrylismy w rosyjskim sklepie bardzo smaczny chleb.
    Z tymi paczkami pod drzwiami to mi sie osobiscie nie podoba...juz nam kiedys zginelo pare rzeczy. Nie powinni zostawiac.
    Jesli chodzi o KFC to masz racje. Jak pierwszy raz przylecialam to chcialam wybrac sie tam i sprobowac ich jedzenia, zawiodlam sie okropnie obrzydliwe, tluste mieso nie do zjedzenia. W Polsce sa o wiele smaczniejsze kanapki. ;-)

    OdpowiedzUsuń
    Odpowiedzi
    1. Ja też jestem zawiedziona amerykańskim KFC. Ale zauważyłam, że (przynajmniej w Chicago) dużo zależy od dzielnicy, w której stoi restauracja i osób, jakie są tam zatrudnione. Czasem jeszcze da się przelknąć, a innym razem zamówienie nadaje się tylko do wyrzucenia. Tak czy inaczej, nie polecam nikomu ryzykować.

      Usuń
    2. W KFC nie bywam i nigdy nie bywalam wiec sie nie wypowiem, a juz tym bardziej nigdy nie mialam okazji byc w polskim KFC wiec i porowniania nie mam.
      Natomiast jak mieszkam w roznych dzielnicach miasta Nowy York od 32 lat (zawsze w prywatnych domach 2 lub 3-rodzinnych bo nie lubie duzych blokow mieszkalnych) tak jeszcze nigdy nie slyszalam, zeby komus zginela paczka czy poczta ze skrzynki.
      Widocznie ludzie nie kradna az na taka skale jak gdzies indziej.
      A poza tym to kazdy ma prawo zrobic zastrzezenie na poczcie, ze jego przesylki maja byc dostarczane tylko do domu (jesli ktos jest) lub w przypadku gdy nie ma nikogo to nalezy zostawic awizo i adresat odbierze osobiscie z poczty.
      To kwestia osobistego wyboru, mozna miec zostawiona paczke przed domem, (nasz doreczyciel zostawia na patio za domem) a mozna po kazda pierdole jechac na poczte i stac w kolejce.
      Wolnoc Tomku.... itd.:)))

      Usuń
  3. Ad. 17 - Jak byłam w Chicago to koleżanka ma zawsze dość dobry chleb kupowany w polskich delikatesach. Nie jest oczywiście taki jak polski, ale nie najgorszy :)
    Ad. 18 - w Turcji też podaje się często wodę gratisową zaraz po wejściu do restauracji, ale nie kranówę tylko butelkowaną. Lodu nie lubię. Kiedyś na Coney Island zamówiłam lemoniadę w Nathan's Famous i dostałam nie dość, że małą tj. 0,7! to jeszcze z taką ilością lodu, że nie dało się tego wypić.
    Ad. 19 - klimatyzacja też mnie często zadziwia. Bardzo lubię ciepło. Pamiętam jak w Vegas w hotelu boy hotelowy zapytał na ile ma mi ustawić klimę a ja powiedziałam, że na 26 C będzie OK, spojrzał na mnie jak na kosmitkę bo przecież na zewnątrz było ponad 40C to powinnam w 15 C pewnie siedzieć :D W metrze też się tą temperaturę odczuwa, na dworzu temp. koło 30 C a w metrze można zamarznąć.
    Ad. 21 - z tymi paczkami pod drzwiami to też było moje zdziwienie jak wysłałam paczkę do koleżanki i martwiłam się jak bedzie dostarczona, jak poczytałam na forach, ze są zostawiane pod drzwiami to prawie osiwiałam z nerwów.
    Ad. 23 - chyba żadna sieciówka nie ma takiego samego menu w każdym kraju. Zazwyczaj przystosowują ją do krajowego menu, i wielka szkoda. Przy okazji, w Polsce ostatnio mamy wysyp Dunkin Donuts :) Nie smakują tak jak w USA, ale od czasu do czasu można zjeść ;)

    O rest area słyszałam, ale nie widziałam .... jeszcze.... ale na pewno skorzystam i się zatrzymam.

    Pozdrawiam
    Aslanka


    OdpowiedzUsuń
    Odpowiedzi
    1. Ja też jak już kupuję chleb, to zazwyczaj w polskich sklepach. Ale tak jak piszesz- i tak nie dorównuje temu z Polski :) Czasem też kupuję w Panera Bread albo Whole Foods, ale to już muszę mieć chęć.

      A co do Dunkin Donuts to kiedyś ich uwielbiałam! Zarówno donuty, jak i gorącą czekoladę. Natomiast od mniej więcej roku, 2 lat, albo mi się zmak zmienił, albo im jakość pogorszyła, ale ich wyroby są dla mnie z 2 razy za słodkie! Za to bajgel z jajkiem, serem i bekonem rządzi ;D

      Usuń
    2. Ja na początku lubiłam Dunkin Donuts, ale nie ma jak kawa ze Starbucksa. Jest bardziej kawowa i nie tak rozwodniona mlekiem. Bajgle też uwielbiam. Przymierzam się do zrobienia w domu niedługo.

      Usuń
    3. No popatrz, a ja za kawą ze Starbukcsa akurat nie za bardzo przepadam! Zwykła jest dla mnie za mocna, natomiast wszystkie smakowe są za słodkie. Najlepsza jest taka, którą sama sobie zrobię w domu :D
      Amerykańskie bajgle są faktycznie dość smaczne, szczególnie te z ziarnami i na ciepło. Przynajmniej takie jedno wyrównanie krzywd za chleb :)

      Usuń
    4. ja podrozuje miedzy Polska, Niemcami i Holandia i w kazdym z tych krajow menu KFC czy McDonald's sie rozni. Nawet kawa jest nie dosyc ze calkiem inna w smaku to np. w Niemczech tylko w duzym kubku! A tak w ogole fajnie, ze piszesz o takich rzeczach :) mam nadzieje, ze kiedys bede miala okazje wykorzystac ta wiedze :) Pozdrawiam rowniez z emigracji, Asia :)

      Usuń
    5. Kawy ze Starbucks nie znosze:)) Gdybym nie miala wyboru to raczej przestalabym pic kawe a jestem kawoszem (4-5 kubkow dziennie).

      Wode czy inne napoje mozna zawsze zamowic bez lodu, ja tak robie i dostaje bez lodu.
      Sody akurat zadnej nie pije, wiec znow sie nie znam:))

      Natomiast amerykanskie bajgle zwlaszcza jesli sa prawidlowo zrobione czyli parzone przed pieczeniem nie maja sobie rownych.

      Usuń
    6. Mam podobnie z kawą ze Starbucks, zwykła zdecydowanie za mocna, smakowe za słodkie. Dlatego zawsze zamawiam zwykłe latte i o dziwo okazało się, że je bardzo lubię. Dodaje tylko odrobinę brązowego cukru.

      Usuń
    7. Jedna żecz z lodem w napojach to wystarczy powiedzieć że go się nie chce lub easy on the ice(mało lodu). Nikt się o to nie obrazi.

      Usuń
  4. Chleb... jak dla mnie temat rzeka :D co dla mnie było zaskakujące wiele osób zostawia skórki z tego "chleba"! dorośli też ;) raz próbowałam naprawdę dobrego chleba w stanach i to było na tzw. farmer's market gdzie za bochenek o średnicy 15 cm trzeba było zapłacić 10$ Jedyny rodzaj pieczywa, za którym tęsknię to bajgle!!! u nas niezbyt popularne chyba, że w hipsterskich knajpach ;)
    Rest area to wybawienie na każdej dłuższej wycieczce. czasami zdarzało nam się napotkać rest areas z niewielkimi obiektami na totalnych pustkowiach.
    KFC zgadzam się - jest tam okropne. Omijać szerokim łukiem! chyba jeden z gorszych fastfoodów.

    Od siebie dodałabym jeszcze drive thru bankomaty - wypłacanie pieniędzy bez wysiadania z samochodu, a nawet zdarzyło mi się odwiedzić tego typu sklep - wjazd jak do garażu, składasz zamówienie bezpośrednio u sprzedawcy, który zaraz przynosi ci 12pak piwa :D i wyjeżdżasz z drugiej strony.
    A właśnie! napoje gazowane i piwo. U nas spokojnie można kupić w sklepie jedną małą puszkę napoju a w Stanach ciężko je dostać pojedynczo - raczej w wielopakach startując od 6. natomiast piwo u nas produkuje się raczej w dużych puszkach co najmniej 0,5L a tam raczej preferowane są butelki i puszki o mniejszej pojemności - oczywiście zazwyczaj w wielopakach ;)

    OdpowiedzUsuń
    Odpowiedzi
    1. O bankomatach drive-thru pisałam w poprzedniej części, to faktycznie może zaskoczyć jak się przyleci do USA! W ogóle pojmowanie odległości i dystansu do przejścia to tutaj inna bajka niż w Polsce. Znam ludzi, którzy gdy mają się gdzieś przejść 5 minut, to biorą auto. Nie pojmuję tego.

      Masz rację z piwem! Faktycznie, w USA standardowy rozmiar butelki to 0,3, a sprzedawane są najczęściej w 6-pakach, choć 24-paki też nie są czymś nadzwyczajnym. W końcu co komu po jednej butelce 0,3 :D

      Usuń
    2. A ja się właśnie dowiedziałam o innej opcji zakupów. W Walmart. Nie do końca drive thru, ale podobnie, wygoda na całego, zwłaszcza dla na przykład matek z małymi dziećmi. Niestety nie dostępne wszędzie, i nie w Chicago. Zamawia się wszystko przez internet, umawia na konkretną godzinę, podjeżdża się pod sklep, a obsługa ładuje całe zakupy do bagażnika. Bez żadnych dodoatkowych opłat. Amerykanie potrafią jednak zadbać o wygodę ;)

      Usuń
    3. Nie wiem jak jest w Chicago, ale na południu większość sklepów spożywczych ma taki service. Jednorazowo jest to dodatkowa opłata chyba za kilka dolarów, ale jeśli planujesz robić zakupy w ten sposób częściej, to np w Harris Teeter trzeba zapłacić coś około $100 za cały rok (to się chyba nazywa ExpressLine i dodatkowo masz jeszcze jakieś bezpłatne usługi).

      Usuń
  5. "A jak to się dzieje, że one wszystkie są w stanie prosperować przy takiej konkurencji? Koszt wyprodukowania materaca to $300, natomiast jego sklepowa cena jest 10 razy wyższa."

    Z całym szacunkiem, zle to jest totalny bullshit. Powyższy tekst sugeruje, że sklep zarabia na $2700 na jednym materacu. Pozostawię to bez komentarza. Pomijam już fakt, że przeciętny materac kosztuje kilkaset dolarów, a nie kilka tysięcy.

    OdpowiedzUsuń
    Odpowiedzi
    1. Wiesz, to nie są moje wyliczenia, tylko ze źródła pod zdjęciem. Zresztą z podobnymi wyliczeniami spotkałam się już wielokrotnie, więc raczej z tym nie polemizuję. Co do cen materaców, to oczywiście zależy gdzie się je kupuje- inna cena jest w Walmart, inna w sklepie meblowym typu Room Place, a jeszcze inna w typowo materacowych sklepach, o których wspomniałam w poście. Tutaj przykładowe ceny z American Mattress, oczywiście jeszcze bez podatku: https://www.americanmattress.com/catalog/tempur-pedic/manufacturer=tempur-pedic;category=mattresses/price-asc/1

      Usuń
    2. Wierzę, że to nie są Twoje wyliczenia. W necie można znaleźć wiele różnych absurdalnych rzeczy, co nie oznacza, że trzeba je bezmyślnie powtarzać. Naprawdę uważasz, że przy tak - co sama zauważasz - konkurencyjnym rynku byłaby w stanie utrzymać się marża na poziomie 900%? Naprawdę uważasz wszystkich Amerykanów za aż takich idiotów, że nie znalazł się choćby jeden, który by sprzedawał materace np. 2 razy taniej, przejął cały rynek i z marżą 400% zarabiałby i tak wiele? I to wszystko w czasach internetowej sprzedaży, wysokiej konkurencyjności i minimalnych marż?

      Usuń
    3. Oczywiście, że tak! To się nazywa kapitalizm. Tym bardziej, że każda firma twierdzi, że ich materace są najlepsze, wyjątkowe i mają takie czy inne magiczne właściwości. Pełno jest ludzi, którzy uważają, że im droższy materac, tym lepszy, a to akurat nie zawsze jest prawda. Jak ktoś nie chce płacić $3000 za materac, to pójdzie do Walmartu, kupi za $500 i też będzie zadowolony. I całkiem możliwe, że ten materac za $500 będzie tak samo dobry i wygodny jak ten za $3000. Ja mam jeden z tańszych modeli z Room Place i szczerze mowiąc nigdy nie spało mi się wygodniej jak właśnie na nim. Ale jest pełno ludzi, którzy chcą wydać dużo i to zrobią, i na takich ludziach bazują te wszystkie Matress Firm, American Matress, itp.

      Usuń
    4. Wywód logiczny w stylu Donalda Trumpa czyli z perspektywy czubka swojego nosa. Podoba Ci się tani materac, więc drogie muszą być takie same. Oczywiście nie ma możliwości, aby droższe były jeszcze wygodniejsze? Nie ma możliwości, aby były zrobione z lepszych materiałów? Nie ma możliwości, aby były objęte lepszą gwarancją? Nie ma możliwości, aby były trwalsze? Kilka firm zarabia kokosy stosując 900% marżę i wykorzystując naiwność klientów, a 300 milionów Amerykanów pokornie się temu przygląda i nie chce zarabiać tyle samo. Brawo! Sukcesu w życiu raczej nie osiągniesz, ale być może życie w naiwności może być szczęśliwe czego Ci życzę.

      Usuń
    5. Oczywiście, że mogą być wygodniejsz, ale wcale niekoniecznie są! I nie są to moje domysły, a efekty rozmów z wieloma znajomymi, którzy mają materace po 2-3 tys i wcale nie są z nich zadowoleni.

      Próbujesz mnie obrażać, więc między nami koniec dyskusji.

      Usuń
    6. Matko jedyna, niektórzy mają poważne problemy w komunikacji międzyludzkiej. Trollu pomyśl, że może sprawiasz Paulinie przykrość takimi komentarzami (chociaż zapewne tylko się wkurzyła). Widać, że najwidoczniej na tym ci zależało co tylko pokazuje jaką jesteś osobą. Okay, dziewczyna zrobiła coś na zasadzie 'kopiuj- wklej', ale żeby zaraz ją za to linczować? Z takim podejściem do ludzi ty również niczego w życiu nie osiągniesz. Chociaż może w 'realu' jesteś osobą fałszywą, ociekającą lukrem i wszystkie swoje frustracje wyładowujesz w necie? Może faktycznie w twoim przypadku lepiej udawać kogoś kim się nie jest, bo nikt nie miałby ochoty przebywać w twoim towarzystwie po poznaniu twojego prawdziwego oblicza.

      Usuń
    7. Ja się nawet nie wkurzyłam, tylko trochę pośmiałam :)

      Usuń
    8. Podziwiam Cię za to, że w ogóle to opublikowałaś. Brawo Ty :)

      Usuń
    9. W stanach za materac można zapłacić $50 albo $5000. Tutaj się liczy wygoda. Wszystko jest wieksze, kazde dziecko ma swoją sypialnie w ktorej jest duże łóżko z innym meblami. Zobacz rozmiar lożka king co jest normalnoscią. Tutaj ludzie chcą spać w łóżku co jest jak mercedez a nie KIA. Wygoda też jest inna i są gwarancje wieloletnie.

      Usuń
  6. fajne spostrzezenia, zgadzam sie ze wszystkimi, jak i z poprzednimi z cyklu :) Jedno ci moge rozjasnic: kradziez poczty z czyjejs skrzynki to przestepstwo federalne w USA (federal fellony offence) i mozna za nie trafic do federalnego wiezienia na 5 lat, stad te skrzynki nie zamykane na kluczyk. Kolezanka, ktora zapytalas pewnie o tym zapomniala (bo jak wiekszosc amerykanow wychowala sie w panstwie parwa i pewne rzeczy sa dla niej taka oczywistoscia, ze zapomina, ze okreslone sa przepisami) lub i nawet nie wiedziala (bo jak najbardziej mozna duuuzo korzysci odniesc kradnac cudza poczte, w niejednym serialu kryminalnym wyjasniaja jakie). Te skrzynki musza miec okreslony wygald i na te wszystkie fikusne, co pokazywalas trzeba sie wystarac o specjalne pozwolenie.

    Co do sklepow z materacami to owszem potrafia kosztowac kilka tysiecy ale te, co to ich tak jest duzo raczej w wiekszosci oferuja te tansze i prosperuja bo w kazdym domu jest wszak kilka sypialni a Amerykanie czesto sie przeprowadzaja i starego materaca nikt nie bedzie u-haulem wiozl do nowego domu (bo najczesciej albo ten dom ma wieksza lub mniejsza sypialnie, w zaleznosci od etapu , na jakim jest rodzina). Przynajmniej tak jest w okolicach waszyngtonu gdzie mieszkam i gdzie ejst niesamowicie "tranzytowo".
    Czekam na kolejne odcinki tej serii (mam nadzieje ze nie raz do roku) i kolejne wpisy, bardzo lubie cie czytac a twoje doswiadczenia i przemyslenia na temat Ameryki sa podobne do moich.

    OdpowiedzUsuń
    Odpowiedzi
    1. Małgosiu, dziękuję za te pocztowe wyjaśnienia! Nie miałam pojęcia, że kradzież cudzej poczty jest aż tak poważnym przestępstwem w USA! Ja bardziej się zawsze obawiałam, że ktoś może ukraść na przykład jakieś pisma z banku czy urzędu podatkowego, a tym samym wiele moich danych.

      Co do tych sklepów z materacami, to mam wrażenie, że to właśnie one mają sporo zawyżone ceny. Poniżej 1000 to się tam chyba nic nie kupi, podczas gdy w sklepach meblowych przyzwoity materac można kupić już za $500-600. Ale to prawda co piszesz z tymi wieloma sypialniami i częstymi przeprowadzkami- kiedyś czytałam, że przeciętny Amerykanin przeprowadza się średnio co 7 lat! Kupując co 7 lat te 3-4 materace, to trochę się jednak wyda ;)

      Cieszę się, że ta seria przypadła Ci do gustu!

      Usuń
    2. "Masz wrażenie", że ceny są zawyżone? I to ma być dowód na cokolwiek? Pamiętam jak w niedanej kampanii prezydenckiej mówiło się, że przestępczość w USA rośnie, choć w rzeczywistości spada. Wrażenie było ważniejsze niż fakty. Przykre, że idziesz tą drogą.

      Usuń
    3. Doprawdy spada? https://www.fbi.gov/news/pressrel/press-releases/fbi-releases-2015-crime-statistics

      Usuń
  7. Kiedyś się wybrałam do KFC, chociaż u nas w Massachusetts o nie ciężko, bo miałam ochotę na frytki. (W Polsce frytki w KFC są najlepsze!) Okazało się jednak, że nie mają frytek. Tylko talarki ziemniaczane.
    Chyba ktoś oszalał!
    Poza tym lokal wyglądał strasznie, mimo że był w normalnej okolicy, odniosłam wrażenie że to taka trochę speluna.

    OdpowiedzUsuń
  8. My własnie niedawno kupowaliśmy nowy materac i tak weszliśmy do sklepu i było pusto, jak sama napisałaś. Spędziliśmy tam 2 godziny i przez cały czas do sklepu weszła jedna osoba i Nate aż zapytał sprzedawczyni czy im się to w ogóle opłaca... A ona na to, że skoro jeden materac potrafi kosztować nawet $10.000 to wcale nie muszą mieć tłumów. 10 tysięcy za materac!!!

    OdpowiedzUsuń
  9. Można by powiedzieć: ach ten chleb... Byłam w wielu krajach i nigdy, nigdzie nie spotkałam takiego chleba jak w Polsce. Jednak tu jedno sprostowanie - zdanie to tyczy się chleba prawdziwego, pieczonego w piekarni, na zakwasie, a nie pieczonego masowo z dodatkiem spulchniaczy, drożdży i polepszaczy.
    Woda... tak w Polsce czasami mała buteleczka wody potrafi kosztować majątek.
    Skrzynki pocztowe - mają swój urok i szkoda by zniknęły. :)
    Pani Paulinko - świetny post, gratulacje.

    OdpowiedzUsuń
  10. Mnie się wydaje, że Cypr to jest kraj w którym zużywa sie najwięcej plastikowych siatek. Nawet gumę do żucia kupioną w kiosku chcą pakować w siatkę.... Ochrona środowiska? Segregacja śmieci? to są pojecia kompletnie nieznane Cypryjczykom... wielokrotnie byli karani przez Unię Europejską, za niestosowanie się do przyjętych regulacji.
    Dobrze, że chociaż chleb jest tutaj nienajgorszy ;)

    OdpowiedzUsuń
  11. Hmmm z tym chlebem to chyba zalezy gdzie sie przyleci do Stanow. Owszem 30+ lat temu jak przylecialam do NYC to w kazdym sklepie byly tylko takie chleby, ale my kupowalismy chleb w piekarni. Juz wtedy mialam do wyboru zydowska piekarnie z ponoc "polskim" chlebem tuz za rogiem i wloska do ktorej trzeba bylo dojsc 2 ulice.
    Dzis doskonale chleby pieczone w okolicznych piekarniach moge kupic w kazdym okolicznym markiecie.
    Przy czym wcale nie uwazam, ze polskie chleby sa lepsze czy tez jak czesto slysze najlepsze. Ot to kwestia smaku, ja lubie wiele chlebow wloskich, greckich, hinduskich a polskie ostatnio nawet te w polskiej dzielnicy "niby" z piekarni to guma z klejem. Kupilam ostatni raz jesienia i nigdy wiecej tego nie zrobie, moga doskonale konkurowac z tym amerykanskim dmuchawcem i trudno byloby mi okreslic ktory gorszy:)))
    Mysle, ze to glownie sentyment, jestesmy wychowane/ni na takim a nie innym chlebie i potrawach i one nam smakuja. Bigos, badzmy szczerzy, smierdzaca ciapa a my lubimy:)))

    Co do klimatyzacji to sie zgadzam, Amerykanie przesadzaja i naduzywaja.
    Natomiast nie zgadzam sie co do wystajacych z okien "koszmarkow", bo owszem mozna i tak, a mozna zaplacic wiecej i miec klimatyzacje bez koszmarka w oknie. Tyle, ze to kosztuje, naprawde KOSZTUJE. Wiem, bo mam klimatyzator centralny jest bardzo drogi sam w sobie jako urzadzenie, dodatkowo klimatyzacja centralna jest droga w uzyciu bo nie da sie pojedynczo np. wylaczyc jednego pokoju, ktorego na codzien nie uzwyamy. My mamy dosc duze jak na dwie osoby mieszkanie, powierzchnia ok. 150 metrow kwadratowych i to sie chlodzi w calosci bez wzgledu na to czy korzystamy czy nie z takiej np. drugiej lazienki, pokoju biurowego czy sypialni goscinnej.
    Tak wiec cos za cos, taki "koszmarek" okienny mozna zawsze wylaczyc w pokoju, z ktorego nie korzystamy.
    Zreszta widzialam w Polsce gorsze koszmarki, bo balkonowe w postaci wiszacego prania... nikt nie narzekal, na klimatyzatory narzekaja wszyscy, ze szpeca okna.
    Znow kwestia gustu, wiszace kalesony i biustonosze widocznie moga byc ozdoba w jednym kraju a w innym nie:))))

    OdpowiedzUsuń
  12. A ja ciagle, po 10 latach pobytu w Chicago, nie moge zapamietac nazw autostrad :) i jak rozmawiam z rodowitym Chicagowianinem i mowi o Stevenson czy Kennedy albo Eisenhower to musze sie mocno zastanowic ��

    OdpowiedzUsuń
  13. Ja tak bardzo zgadzam się ze wszystkim, te rzeczy zawsze mnie zaskakują gdy wracam do Stanów bo jak już się stamtąd wyjedzie to się o tym nie pamięta. Będąc tam w liceum każdego dnia czekało na mnie nowe zaskoczenie. Np. zakaz jedzenia jakichkolwiek posiłków, przekąsek, batonów na przerwach, zakaz chodzenia z plecakami lub torbami po szkole, Lub governmental food podawany w czasie lunchu, podział drużyn sportowych na Junior Varsity i Varsity, i zupełnie inni trenerzy na każdy poziom zaawansowania w danym sporcie. No było tego tak niesamowicie dużo w każdym aspekcie życia. :)

    https://brbadventures.wordpress.com/blog/

    OdpowiedzUsuń
  14. Hejka
    Polecam chleby ze sklepu KOLATEK (Harlem&Grand) 'Adam i Ewa'- z ziarnami na miodzie, z Czarnuszka (foremkowy prostokat) smakuje niczym pizza mistrzostwo swiata;D '9 ziaren' tez jest znakomity, Gazda jest dobry i 'Tata bread' byl pyszny ale nie wiem czy czegos w nim nie pozmieniali.. wiekszosc chlebow na zakwasie i z roznych mieszanek dobrej jakosci maki. Ceny ciut wyzsze choc rozne 3.98 do 5 z czyms najdrozszy chyba o ile dobrze pamietam w okolicach $7.98 w calosci/krojony ale licza sobie tez polowkowo my kupujemy u nich juz od 4 lat z polecenia cioci (bo tez mielismy problem z PL chlebami przypominajacymi dmuchawiec') ostrzegam kolejki i puste polki na piekarni ;D
    Zycze Smacznego ;D

    OdpowiedzUsuń
    Odpowiedzi
    1. Super! Dziękuję za to polecenie! Jesteś już kolejną osobą, od której słyszę dobra opinię o Kolatku, więc chyba w końcu będę musiała się tam wybrać :)

      Usuń
  15. Zgadzam się co do chleba, chociaż ostatnio byliśmy na wakacjach na Hawajach i jadłam najlepszy chleb w życiu. Szkoda tylko, że to tak daleko od DC ;) Klimatyzacja i woda podawana z wielkimi ilościami lodu też nie przestają mnie dziwić. Nie wiem jak z tym jest w Chicago, ale zdziwiło mnie też, że światło latarni jest dość słabe i na ulicach jest ciemnawo.

    OdpowiedzUsuń
    Odpowiedzi
    1. O ! A ja myslam, ze mam problemy ze wzrokiem ! Tak oswietlenie ulic jest bardzo specyficzne. U nas wiele ulic nie posiada nawet lamp, chociaz to stolica stanu. Jadac w nocy widzisz niewielki fragment drogi tylko dzieki swiatlom swojego samochodu.
      Jakies dwa tygodnie temu czytalam artykul o "zanieczyszczeniu swietlnym", moze to jest powodem dlaczego tutejsze lampy uliczne jesli juz gdzies sa, to daja tak slabe swiatlo.

      Usuń
  16. Myślę, że skręcanie na wschód zamiast w prawo jest całkiem spoko. W Polsce by się to nie sprawdziło, bo mamy za krzywe drogi, ale do USA pasuje jak ulał. Reszta mnie zaskoczyła. Musi być ciężko przyzwyczauć się do tych paczek i skrzynek na listy xD
    Pozdrowienia :)

    OdpowiedzUsuń
  17. Całkiem przypadkiem trafiłam na twój blog....i naprawdę bardzo mi się spodobał. Genialnie Pani pisze, da się odczuć,że jest Pani okropnie sympatyczną osobą. Mam dopiero 16 lat ale tak bardzo marzę o wyjeździe do USA i życia tam. Dzięki Pani mogę poznać realia życia w Ameryce: ) Dziękuję: *

    OdpowiedzUsuń
  18. Hej :) Mogłabyś napisać coś na temat wymian rocznych albo semestralnych high school? Wiem, że jest wiele fundacji organizujących takie programy. Ciekawa jestem jak Amerykanie to przyjmują, jaki mają do tego stosunek...
    Bardzo miło czyta mi się Twój blog. Od niedawna bardzo chciałabym pojechać chociaż na pół roku do szkoły do Stanów. Koszty, koszty i jeszcze raz koszty... Jak uważasz? To dobry pomysł? Mi zależy najbardziej na rozwinięciu języka, bo uwielbiam angielski <3
    Pozdrawiam bardzo serdecznie :* J.D.

    OdpowiedzUsuń
    Odpowiedzi
    1. Cześć :) Niestety, na temat wymian w high school nic nie wiem, więc nie mogę Ci pomóc.

      Usuń
  19. A ja jeszcze dodam jedna rzecz, ktora ostatnio doprowadzila mnie do furii. Tak jak przewaznie podoba mi sie program edukacyjny w szkole moich dzieci (pomijam jak bardzo wkurzaja mnie tutejsi rodzice i ich dzieci), to przy ostatnim projekcie mojego syna napisalam maila do jego nauczyciela z informacja, ze nie podoba mi sie ten pomysl.
    W tej chwili jego klasa robi projekt "altered book project" - czyli kazde dziecko musi zniszczyc jedna ksiazke, zeby zrobic z tego cos innego. Jego klasa musiala powyrywac 75% kartek z ksiazek, zeby wkleic tam nowe kartki z wlasnym opowiadaniem. Masakra ! Trzy razy czytalam instrukcje do tego zadania i zeby sie upewnic, czy dobrze zrozumialam, ze oni maja faktycznie powyrywac kartki z ksiazki. JA wiem, ze czesc z Was moze uznac, ze sie czepiam i za bardzo przywiazuje do rzeczy, ale jak chyba kazde dziecko wychowane w Polsce bylam uczona, zeby nie jesc i nie pic w poblizu ksiazek, zeby myc rece zanim ksiazke wezmie sie do czytania, no i bron Boze zeby cos napisac na niej, a tutaj masz... ucac dzieci wyrywac strony, ciac nozem i rysowac w srodku.

    OdpowiedzUsuń
    Odpowiedzi
    1. W Polsce uczeni jesteśmy od dziecka szacunku do książek... nie dziwię się wcale Twojemu oburzeniu!

      Usuń
  20. Oj prawda. Ja chleb piekę sama. Bo tutaj jest mi naprawdę mdło gdy wchodzę do sekcji pieczywa. Zapach jest okropny. Nie liczyłabym na rest area w Oklahomie, w ogóle Oklahoma to najlepiej przejechać jak najszybciej i zapomnieć ;-) co do skrzynek to my mamy właśnie jak te z 2 zdjęcia, mniej fantazyjne, bo to poczta narzuca jakie mają być i całe osiedle ma takie same. Paczki też nam nigdy nie ukradli ale zdarza się to często (niestety). A listonosz zwykle się u nas myli (przez niedbalstwo) i ja dostaje listy sąsiadów (z innej ulicy!) a oni moje. W ten oto sposób nie dostaliśmy jednego z W2. A z kierunkami masz racje. Dodatkowo ja tu nie umiem się poruszać bo ulice są proste, w Polsce zawsze jest charakterystyczny zakręt czy budynek, tutaj nie ma nic charakterystycznego. Teraz spłacać dom by wynieść się do innego stanu, bo naprawdę OK nie polecam nikomu.

    OdpowiedzUsuń
    Odpowiedzi
    1. Dzięki za głos z Oklahomy! Stany są tak wielkie, że czasem trudno odnieść się do nich całych. Tym fajniej jest przeczytać, jak jest w jakimś innym, konkretnym stanie :)

      Usuń

Copyright © 2016 Pamiętnik Emigrantki , Blogger