3/23/2014

7 powodów, dlaczego lubię robić zakupy w USA

7 powodów, dlaczego lubię robić zakupy w USA
   My, ludzie (tak, tak, nie tylko kobiety, mężczyźni też!), uwielbiamy robić zakupy. Ok, czasem zdarzają się wyjątki, ale generalnie lubimy sprawić sobie coś nowego. Nowy ciuch, nowy kosmetyk, nowa gra komputerowa, nowe łóżko- bez znaczenia. Nowa rzecz po prostu cieszy i już. A jeszcze milej jest, jeżeli naszym zakupom towarzyszy komfort psychiczny, na który składa się mnóstwo elementów. Może to być wystrój sklepu, przyjemna muzyka lecąca w tle czy urocza pani kasjerka. Jeszcze przyjemniej się robi, jeśli sprzedawca dba o nas poprzez odpowiednią politykę firmy wobec klienta, czasem podyktowaną prawem, a czasem po prostu dobrymi chęciami powiązanymi z szeroko rozumianym marketingiem. Tak się składa, że Stany są pod tym względem bardzo rozwinięte i przyznam, że w niektóre regulacje aż trudno było mi uwierzyć, gdy tu przyleciałam. Dziś więc podzielę się z Wami kilkoma powodami, dlaczego lubię robić zakupy w USA :)

źródło: Internet


1. Wszechobecne wyprzedaże.

   Wyprzedaże w amerykańskich sklepach trwają cały rok. Oczywiście, te sezonowe czy z okazji Black Friday są  jeszcze bardziej kuszące, ale generalnie produkty na "sale" czy "clearance" można znaleźć bez przerwy. I nie są to takie obniżki, do których przywykliśmy w Polsce, jak 5%, 2 produkty na przecenie czy cena "po obniżce" wyższa niż wcześniejsza. Tutaj wyprzedaże często sięgają kilkudziesięciu procent i obejmują naprawdę spory asortyment. Oczywiście, w takiej sytuacji można się zastanawiać nad rzeczywistą wartością produktu, ale to już inny temat...

2. Outlety są outletami.

     W USA istnieje mnóstwo sklepów sieciowych o charakterze outletowym. Można tam kupić produkty dobrych i drogich marek po znacznie niższych cenach. Nie są to towary uszkodzone czy w jakikolwiek inny sposób wadliwe- najczęściej są to końcówki kolekcji, produkty ze starych kolekcji albo niestandardowe rozmiary. Jednym z tego typu sklepów jest T.J. Maxx. Pamiętam, jak jeszcze przed moją przeprowadzką do USA w Szczecinie otworzony został T.K. Maxx, szumnie okrzyknięty outletem. Sugerując się podobną nazwą, spodziewałam się super promocji. I się zawiodłam. Polskie i amerykańskie rozumienie outletów jest zdecydowanie odmienne.
     Popularne są tutaj także całe centra outletowe. Mało tego- w outletach, nie dość że ceny są już obniżone, często można jeszcze natknąć się na dodatkowe promocje. Przykład z wczoraj- wybraliśmy się do outletów na większe zakupy przed majowym wyjazdem w góry. Kupiliśmy buty, płaszcz przeciwdeszczowy i dwa plecaki. Patrząc na regularne ceny, bez podatku zapłacilibyśmy $478, natomiast dzięki obniżonym cenom i dodatkowej promocji "kup 1, drugie za pół ceny", nasz rachunek już z podatkiem wyniósł $238, czyli mniej niż połowę!



3. Bezproblemowy zwrot.

   W większości sklepów mamy 28 dni na zwrot produktu. I kiedy już zjawimy się z owym zwrotem, to nikt nie pyta dlaczego, nie stroi fochów przy kasie- nic z tych rzeczy! Mamy takie prawo i już. Czasem prowadzi do tak kuriozalnych przypadków, że na przykład ludzie kupują materac, bo akurat spodziewają się gości, po czym, gdy goście pojadą... ładnie pakują materac i oddają do sklepu! Można? Można!

4. "Korekta ceny".

  "Korekta ceny", czyli "price adjustment". Nie wszystkie sklepy mają wprowadzoną taką możliwość, ale niektóre tak i niekiedy jest to bardzo korzystne. Polega na tym, że jeżeli w określonym czasie zakupiony przez nas produkt zostanie przeceniony, to możemy udać się z paragonem do sklepu i zostanie nam zwrócona różnica w cenie. Czyli nie musimy gimnastykować się z oddawaniem produktu, by go kupić po nowej, niższej cenie- wystarczy okazać paragon, nawet nie trzeba mieć przy sobie zakupionych rzeczy. Politykę taką prowadzi na przykład Victoria's Secret, co jest szczególnie przydatne w okresie "semi-annual sale", ponieważ w końcowym okresie wyprzedaży ceny zostają ostatecznie obniżone, więc jeśli nie minęło jeszcze 14 dni od naszego zakupu, to możemy zgłosić się po zwrot różnicy w cenie :)

5. "Gift receipt".

   "Gift receipt" to opcja, z której możemy skorzystać, kiedy kupujemy coś jako prezent. Jest to rodzaj paragonu będącego potwierdzeniem transakcji, ale nie widnieje na nim cena. Kiedy więc wręczamy komuś prezent i nie jesteśmy pewni, czy trafiliśmy w gust albo z rozmiarem, do prezentu dołączamy gift receipt, dzięki któremu towar można wymienić czy nawet zwrócić.

6. Karty podarunkowe ("gift cards").

    Dobra opcja, kiedy idziemy na urodziny, za bardzo nie znamy gustu jubilata i nie mamy pomysłu na prezent, a jednocześnie nie chcemy dawać gotówki w kopercie. Zdecydowana większość sklepów, restauracji, ośrodków SPA itp. ma swoją własną linię kart podarunkowych, ale istnieją również karty uniwersalne, honorowane w większości miejsc.

źródło: Internet

7. Programy lojalnościowe.

    Zdecydowana większość sklepów oferuje tzw. rewards cards, czyli programy lojalnościowe. Zasady są proste- rejestrujemy się w danym sklepie, otrzymujemy kartę, którą okazujemy przy zakupach i nabijamy w ten sposób punkty. Czasem dzięki rewards cards mamy dostęp do lepszych cen, czasem uzbierane punkty możemy wymienić na sklepową gotówkę. Tak czy inaczej warto.



     Reasumując, robienie zakupów w USA jest zdecydowanie dosyć przyjemnym zajęciem. Wydaje mi się, że większość przedstawionych powyżej zjawisk wkracza (lub już wkroczyła) do Polski, ale jeśli chodzi o samą atmosferę panującą w sklepach i "odczucia portfela", Ameryka zdecydowanie wychodzi na plus.

3/20/2014

Włącz TV i cofnij się w czasie, czyli czy pamiętasz te teleturnieje?

Włącz TV i cofnij się w czasie, czyli czy pamiętasz te teleturnieje?
        Ameryka na ogół kojarzy się z postępem i swego rodzaju wyprzedzaniem innych krajów. Może nie we wszystkich dziedzinach, ale na pewno w mediach i kulturze masowej. Jeszcze niedawno, kiedy jakiś trend docierał do Polski, istniało przekonanie, że w Ameryce już dawno o nim nie pamiętają. A tu ZONK. I to dosłownie zonk, o czym napiszę za chwilę.


3/13/2014

Marzenia się spełniają!

Marzenia się spełniają!
     Co wytrwalsi Czytelnicy oraz fejsbukowi obserwatorzy być może pamiętają post z zeszłego roku, w którym to opisywałam moje oczekiwanie na koncert zespołu HIM, który to koncert pozostawał od wielu lat moim niespełnionym marzeniem. Ba, kiedyś nawet nie przypuszczałam, że przyjdzie mi kiedyś odhaczyć to marzenie jako zrealizowane! Zeszłoroczny koncert niestety został odwołany ze względu na chorobę Ville, ale jak to mówią: co się odwlecze, to nie uciecze i tak oto wczoraj spędziłam jeden z najszczęśliwszych wieczorów ostatnich miesięcy. Kilkoro z Was domagało się relacji z koncertu, stąd właśnie dzisiejszy post.


3/11/2014

Produkty spożywcze, które nauczyłam się jeść w USA (cz.1.)

Produkty spożywcze, które nauczyłam się jeść w USA (cz.1.)
   Zanim przyleciałam do Chicago po raz pierwszy, pod względem kulinarnym Stany Zjednoczone kojarzyły mi się głównie z hamburgerami i szeroko pojętymi fast-foodami. No, może jeszcze z popcornem i stekami. Rzeczywistość bardzo mnie jednak zaskoczyła. Okazało się bowiem, że Ameryka obfituje w całą masę ciekawego jedzenia. Nie mam na myśli tylko typowej kuchni amerykańskiej, ale także potrawy, które przybyły tu razem z emigrantami z całego świata i ewoluowały nieco wraz ze zmianą miejsca "zamieszkania". Mam też na myśli owoce i warzywa, które może nie są typowe dla USA, ale występują tu zdecydowanie powszechniej niż na przykład w Polsce. Również, produkty i  potrawy zrobione z doskonale znanych nam składników, ale w zupełnie inny sposób. Innymi słowy, chcę dziś podzielić się z Wami kilkoma produktami spożywczymi i potrawami, które albo poznałam dopiero w USA, albo dopiero tutaj wprowadziłam je do stałej diety. Zapraszam!

3/08/2014

Tłusty tydzień

Tłusty tydzień
    Wybaczcie moje dłuższe niż zwykle milczenie, ale objadłam się pączków i musiałam odpocząć.
    Bo to nie tak, że zadowoliłam się naszym polskim Tłustym Czwartkiem, o nie! Przecież kilka dni później w USA obchodzony był Fat Tuesday (Mardi Gras), czyli Tłusty Wtorek. A skoro w domu pojawił się cały karton naszych polskich, pysznych pączków, to nie mogłam im odmówić :) Lubię amerykańskie pączki, nazywane donatami, szczególnie te z Dunkin' Donuts, ale polskie wypieki zdecydowanie biją je na głowę!


Copyright © 2016 Pamiętnik Emigrantki , Blogger