10/27/2015

6 symptomów świadczących o tym, że Halloween spędzasz po amerykańsku

6 symptomów świadczących o tym, że Halloween spędzasz po amerykańsku
    Pamiętam moje pierwsze Halloween w Polsce- kiedy byłam w szóstej klasie podstawówki, w szkole zorganizowano konkurs na najlepsze przebranie. Wraz z najlepszą przyjaciółką z tamtych czasów postanowiłyśmy się przebrać za diabły. Właściwie jednego, z dwoma głowami. Zrobiłyśmy więc rogi z papieru na opasce do włosów, widły, a że obie byłyśmy chudziutkie, to bez problemu zmieściłyśmy się w szlafrok taty mojej koleżanki, do którego później doczepiłyśmy gustowny, diabelski ogon. I cóż, konkurs wygrałyśmy :) W nagrodę dostałyśmy wielką pluszową kaczkę, którą później, podobnie jak wcześniej kostiumem, musiałyśmy się dzielić. 
    Halloween w Polsce to dzień wciąż kontrowersyjny- jedni odbierają go jako kolejną dobrą okazję do zabawy, inni doszukują się w nim satanistycznych obrzędów. Nie zmienia to jednak faktu, że z każdym rokiem obchody zyskują na popularności, są coraz huczniejsze i bardziej pomysłowe. A jak blisko jest juz do obchodów amerykańskich, chyba najbardziej rozbudowanych i najbardziej znanych?


Kilka tygodni przed Halloween dekorujesz dom.                        

     Amerykanie uwielbiają dekorować domy. Na każdą okazję: Walentynki, Wielkanoc, Święto Dziękczynienia, Boże Narodzenie i oczywiście Halloween. Dekoracje halloweenowe niekiedy są straszne, niekiedy śmieszne, czasem bardzo rozbudowane, innym razem jedynie symboliczne. Zobaczcie małą próbkę amerykańskich, tegorocznych pomysłów:







Rzeźbisz swojego własnego Jack O'Lantern

     Bardzo popularnym motywem w dekoracji domu jest Jack O'Lantern, czyli wydrążona dynia ze świecą w środku. Pierwotnie nie było to nic skomplikowanego, ale z roku na rok wzory stają się coraz bardziej finezyjne, a twórcy kalek wręcz prześcigają się w pomysłach. W tym roku widziałam już nawet dynię z wizerunkiem Elsy :)


Niektórzy lubią jeszcze bardziej wyżyć się artystycznie i dynie wykorzystują nie tylko na lampy, ale także na takie na przykład cudeńka:


A skąd wziąć idealną dynię? Na przykład z dyniowej farmy.


Bierzesz udział w halloweenowej paradzie.

     Jak niejednokrotnie wspominałam na blogu, w Stanach każda okazja do zorganizowania parady jest dobra. Dlaczegóż by więc nie wziąć udziału w tej halloweenowej? Poniżej filmik z tegorocznej chicagowskiej, która odbyła się w minioną sobotę. Kto przegapił, będzie miał szansę na udział w kolejnej już w najbliższy weekend!




     Przebierasz swojego zwierzaka... i idziesz z nim na paradę!

     O tak, nie tylko ludzie mają swoje halloweenowe parady! Amerykanie ogromną miłością i atencją darzą swoich czworonożnych przyjaciół. Nie mogliby nie zafundować i im odrobiny zabawy. Oczywiście, czy bardziej bawią się zwierzaki, czy ich właściciele, to już inne pytanie.




 Dzieci zbierają cukierki.

     Ciekawie udekorowane domy to atrakcja nie tylko dla sąsiadów i przechodniów, ale także dla dzieci, które w Halloweenowy wieczór przebierają się i odwiedzają okoliczne domy zbierając cukierki. Także i w tym temacie sklepy są zawsze na czasie, oferując fikuśne koszyczki, na przykład w kształcie dyni, oraz sprzedając całe wory halloweenowych cukierków. Zwyczaj zbierania cukierków wydaje się bardzo przyjemny i niewątpliwie jest to ogromna radocha dla dzieci, ale mam też pewne obiekcje. Przede wszystkim- ile słodyczy może pomieścić dziecięcy brzuch? A po drugie- dlaczego niektórzy ludzie dają dzieciom słodycze bardzo niskiej jakości, nie mówiąc już o przeterminowanych łakociach? Skoro nie chcą brać udziału w podtrzymywaniu cukierkowej tradycji, wystarczy wywiesić kartkę informującą o tym, a nikt nie będzie zakłócał ich spokoju w halloweenowy wieczór.

źródło
   
Idziesz na bal przebierańców.

    Bale przebierańców to chyba największa atrakcja dla dorosłych. Jednak pomiędzy imprezami halloweenowymi w Polsce i USA zauważyłam dwie różnice. Po pierwsze, o ile w Polsce raczej oczywistym wydaje się przebrać za diabła, wiedźmę, zombie, wampira, ducha czy inne straszydło, o tyle w Stanach wcale nie musi być strasznie! Wszystkie stroje są tutaj dozwolone i mile widziane. Po drugie, w Polsce przebrania wykonywane są raczej własnoręcznie. Być może wynika to z wysokich cen gotowych strojów, być może z niewielkiego wyboru w sklepach, a być może z kreatywności Polaków. W Stanach jest zupełnie odwrotnie- sklepowe półki uginają się od najróżniejszych kostiumów, bardzo często w przystępnych cenach. Ponadto, każdego roku wchodzą jakieś nowości: a to Anna i Elsa z "Frozen", a to Maleficient. A w tym roku moją uwagę szczególnie przykuł kostium... Caitlyn Jenner! Nie wiem na ile Caitlyn jest znana w Polsce, więc przybliżę tę postać: Bruce Jenner, mistrz olimpijski z 1976 roku, a także celebryta znany z show o rodzinie Kardashianów, w wieku 64 lat postanowił dokonać korekcji płci, co ostatecznie ukończył w tym roku i pokazał się światu jako Caitlyn Jenner. Poniższy kostium zainspirowany jest pojawieniem się Caitlyn na okładce Vanity Fair. Ostatnio przewinęła mi się gdzieś informacja, że Caitlyn już ponoć wcale nie chce być Caitlyn, czyli Kardiashanowe show idzie dalej.

credit: Matthew Rockefeller

     Ale wróćmy do tematu! Bale przebierańców są w USA bardzo popularne i organizowane przez niemal każdy klub, nawet kilkukrotnie w drugiej połowie października. Z balami często połączone są konkursy na najlepszy kostium, co czasem moim zdaniem nie ma sensu, skoro wszyscy przychodzą w gotowych, kupnych kostiumach. Jakie są wtedy kryteria wyboru najlepszego? Nie mam pojęcia.




     Mam wrażenie, że główny problem z Halloween w Polsce polega na tym, że ludzie nie rozumieją za bardzo o co chodzi i przeciwstawiają ten dzień naszemu polskiemu Dniu Wszystkich Świętych. Owszem, z założenia i historycznego punktu widzenia możnaby je jakoś porównywać, ale jak widzicie, współczesne obchody Halloween niewiele wspólnego mają z duchami czy duszami, religią i spirytualizmem, za to bardzo dużo z komercją, a jeszcze więcej ze śmiechem i zabawą. I na tym radziłabym się skupić wszystkim malkontentom :)


10/23/2015

Jak wygląda dyniowa farma?

Jak wygląda dyniowa farma?
    Październik w USA to zdecydowanie miesiąc dyni. Dynia, wraz z kukurydzą i fasolą, towarzyszyła rdzennym Amerykanom od niepamiętnych czasów, a i dziś nie traci na swojej popularności. Podczas jesieni na stołach królują dyniowe potrawy, w kawiarniach powraca moja ukochana Pumpkin Spice Latte, a najokazalsze sztuki tego warzywa są namiętnie drążone w najróżniejsze wzory, by ustroić domy na zbliżające się Halloween. W sklepach oczywiście bez problemu można zaopatrzyć się w dynię, ale jeśli marzy nam się jakaś wyjątkowa, to najlepiej wybrać się... na dyniową farmę.
     Owe farmy są tutaj bardzo popularne. Głównie dlatego, że poza sprzedażą dyń oferują również mnóstwo atrakcji. Kilka dni temu i ja postanowiłam wybrać się do takiego przybytku. Wybór padł na jedną z najpopularniejszych w okolicy- Goebbert's Farm. Atrakcje może i głównie dla dzieci, ale ja bawiłam się świetnie! 

(przy okazji- jeśli mieszkacie w Chicago lub okolicach, to Rodzice w Ameryce zrobili ciekawe zestawienie okolicznych, wartych odwiedzenia farm TUTAJ).

     Już pierwsze wrażenie było bardzo dobre. Bez trudu można wczuć się w dyniowo- farmerski klimat! Wstęp na farmę jest bezpłatny, jednak dodatkowe atrakcje, jak wstęp do strefy ze zwierzętami, wstęp do domu strachów, czy przejażdżki na kucykach/wielbłądach są dodatkowo płatne (stąd duszek na mojej ręce- przecież nie odmówiłabym sobie wejścia do zagród dla zwierząt!).



Już pierwsze chwile na farmie były dla mnie zaskakujące. Nie miałam pojęcia, że istnieją tak różne dynie! Ta kręta zielona wylądowała w terrarium Sydney :)




Na farmie można też było poczuć ducha historii. W domku ze zdjęcia poniżej znajdowały się eksponaty z 60-letniej historii farmy. Najbardziej urzekły mnie zdjęcia ślubne dziadków i rodziców założyciela. A jeśli chodzi o tablicę do zrobienia zdjęć z parą farmerów, to zapewne kojarzycie oryginalny obraz, na którym wzorowana jest owa tablica- "American Gothic" Granta Wooda. Ale być może nie wiecie, że ów obraz znajduje się w chicagowskich zbiorach Art Institute. Kolejny powód, by odwiedzić Chicago ;)


Gratka dla małych poszukiwaczy złota.


 Atrakcji dla dzieci nie brakowało! Elektrtyczny dinozaur uaktywniał się co jakiś czas porykując głośno i gromadząc wokół siebie całe rzesze najmłodszych.


Corn Box. Rewelacyjny masaż! :)



Jak wspomniałam na wstępie, z dynią  nierozerwalnie wiąże się kukurydza. Szkoda byłoby więc tego nie wykorzystać. Na przykład, w postaci kukurydzianego labiryntu :)




Na farmie oferowane są również przejażdżki na wielbłądach i kucykach. Zwierzęta wyglądają na zadbane i może i nie dzieje się im krzywda, ale zawsze boli mnie widok kucyków przypiętych cały dzień do 'karuzeli' i zmuszonych do chodzenia w kółko...



A teraz już najfajniesza część, czyli wizyta w strefie zwierzęcej. Muszę przyznać, że dla właścicieli jest to całkiem dobry biznes. Głównie ze względu na możliwość karmienia zwierzaków. Oczywiście produktami, które należy kupić na miejscu. Kubek z marchewką za $3, rożek z ziarnem za $1,5. A przecież wszystkie dwu- i czworonogi chciałoby się nakarmić ;)




Pierwszy raz widziałam kangura z tak bliska!








Zanim wyjdzie się z farmy, trzeba oczywiście przejść przez sklep. Goebbert's Farm oferuje wiele własnych wyrobów, głównie z jabłek i dyni. Co jednak uznałam za szczególnie interesujące, to mała ściąga z gatunkami jabłek i ich przydatnością do różnych aktywności kulinarnych. Może akurat komuś się przyda tej jesieni :)


    Na farmie spędziliśmy około 3 godzin, choć można zdecydowanie cały dzień, Pogoda była piekna, a czas spędzony na świeżym powietrzu i ze zwierzętami zdecydowanie pozytywnie wpłynął na samopoczucie i skutecznie zwalczył zalążki jesiennej chandry. Kto zamierza jeszcze w tym roku zobaczyć, jak wygląda tego typu miejsce- polecam się pospieszyć. Farmy dyniowe na ogół zamykane są na początku listopada!

10/22/2015

A pocztówki wędrują do...

A pocztówki wędrują do...
Dziś na szybciutko.

Chicagowskie pocztówki wędrują do:

Paula Nowak
Projekt Matka
Paula
Mademoiselle Kier
Frajda

Dziewczyny, gratuluję i proszę, byście do niedzieli, 25 października 2015, wysłały mi swoje dane adresowe na email: paulinakowalskapl@gmail.com. Pocztówki wyślę w przyszłym tygodniu, w przypadkowej konfiguracji :)
Jeśli do niedzieli nie dotrzymam Waszych danych, kartki wyślę do innych zgłoszonych osób.



10/20/2015

Początki w Chicago. Miniporadnik świeżego imigranta. (cz.1)

Początki w Chicago. Miniporadnik świeżego imigranta. (cz.1)
    Dość często dostaję od Was pytania dotyczące tego, jak lub gdzie załatwić różne sprawy czy znaleźć ważne informacje po przylocie na stałe do Chicago. Poza tym, trwa właśnie loteria wizowa, więc spodziewam się, że wkrótce tych pytań i zagubionych osób może przybyć :) Dlatego postanowiłam przygotować krótki poradnik z podstawowymi problemami początkującego imigranta, o które zresztą najczęściej pytacie. W razie potrzeby będę wzbogacała przewodnik o kolejne części, więc pytajcie śmiało! A jeśli mieszkacie w Chicago i chcecie coś dodać- nie krępujcie się :)



1. PRACA

 Jak mogę znaleźć pracę?

     W gruncie rzeczy jest do dosyć złożone pytanie. Duże znaczenie ma, czy masz pozwolenie na pracę, czy znasz język, czy masz jakieś wykształcenie i czy szukasz czegoś konkretnego. 
     Osoby, które nie znają języka lub nie mają pozwolenia na pracę, oraz takie, które szukają pracy tymczasowej, powinny zacząć poszukiwania od zaopatrzenia się w weekendowe wydanie polonijnego Dziennika Związkowego, w którym jest najwięcej ogłoszeń o pracę. Królują oferty pracy na sprzątaniu i "kontraktorce", ale można znaleźć też ogłoszenia pracodawców poszukujących kandydatów do np. pracy biurowej czy kierowców. Najczęściej język angielski nie jest tu wymagany albo wymagany jest jedynie w stopniu komunikatywnym. Oczywiście nie twierdzę, że praca fizyczna jest dla każdego spełnieniem marzeń, ale niektórzy zwyczajnie nie mają innej możliwości ze względów czysto formalnych. A prawda jest taka, że w Ameryce niemal z każdej pracy można utrzymać się na przyzwoitym poziomie.
      Osoby, które mają pozwolenie na pracę i znają język angielski przynajmniej w komunikatywnym stopniu, mają nieporównywalnie więcej możliwości. Oczywiście, w dalszym ciągu polecam im przejrzenie ofert w Dzienniku Związkowym, ale odsyłam je przede wszystkim do strony Craigslist. Przyznaję, w pierwszym kontakcie nie jest to strona wizualnie najprzyjaźniejsza użytkownikowi, ale nie o to przecież w niej chodzi. Na Craigslist można znaleźć tysiące ofert pracy z najróżniejszych dziedzin, zarówno w opcji full-time, jak i part-time.

A skąd mam wiedzieć, jaka płaca jest dobra?

    Oczywiście, jest to kwestia bardzo indywidualna. Zależy czy masz rodzinę, jakie są Twoje miesięczne opłaty za mieszkanie i rachunki, oraz na jakim poziomie chcesz żyć.
Jako punkt odniesienia podaję jednak stawki minimalne: w Illinois jest to $8.25/h (stawki w innych stanach można sprawdzić TUTAJ), natomiast w samym Chicago od tego roku minimalna stawka godzinowa wynosi $10, a docelowo ma dojść do $13 w 2019 roku.


2. MIESZKANIE

(na potrzeby tego posta zakładam, że osoby świeżo przyjeżdżające do USA zainteresowane są raczej wynajmem niż kupnem mieszkania, jednak wiele z poniższych uwag znajdzie zastosowanie rónież w przypadku kupna)

Na co zwrócić uwagę szukając mieszkania?

     Pierwsze na co polecam zwrócić uwagę: na okolicę. Przede wszystkim czy jest tam bezpiecznie? Wierzcie mi, w Chicago jest to bardzo ważny czynnik. Czasem wystarczy przejść 2 ulice, by z superbezpiecznej dzielnicy wkroczyć do jej zupełnego przeciwieństwa. Przestępczość w poszczególnych dzielnicach można bez trudu sprawdzić w Internecie, na przykład TUTAJ.
Co również istotne dla niektórych- czy w pobliżu są dobre szkoły? Najczęściej niska przestępczość wiąże się z przyzwoitymi szkołami i na odwrót, choć nie jest to żelazna zasada. Oczywiście jest jeszcze mnóstwo innych czynników, już bardziej indywidualnych- na przykład czy w pobliżu są parki, czy nieruchomość jest niedaleko jeziora albo czy jest to względnie blisko znalezionej pracy (ewentualnie- czy jest łatwy dojazd komunikacją miejską)? Przy czym "blisko" ma w Chicago zupełnie inne znaczenie niż w Polsce: średni czas dotarcia do pracy w Wietrznym Mieście to 30-40 minut! I nie wiem, czy znam szczęściarza, którzy potrzebuje mniej czasu....
Warto również dowiedzieć się, co dokładnie zawarte jest w cenie wynajmu, ile wynosi depozyt i oczywiście jaki jest standard mieszkania.
     Jak nietrudno się zapewne domyślić, wszystkie powyższe czynniki wpływają na wartość nieruchomości, a tym samym- najczęściej i cenę wynajmu. I tutaj naprawdę szczerze radzę- jeśli macie do wyboru tańsze mieszkanie w niebezpiecznej dzielnicy lub droższe w bezpiecznej, zdecydowanie postawcie na to drugie. Przestępczość w Chicago potrafi być naprawdę przerażająca.

Gdzie szukać ofert wynajmu?

     W przypadku poszukiwania mieszkania również weekednowe wydanie Dziennika Związkowego może okazać się bardzo pomocne. Ofert jest całkiem sporo, a ceny wydaje mi się są nieco niższe niż w przypadku ofert amerykańskich.
      Warto jednak spojrzeć także na strony internetowe z nieruchomościami, których jest całe mnóstwo. Najbardziej popularne w ostatnich czasach to Trulia, Zillow i Domu. Trulia ma przy tym bardzo ciekawą opcję- pokazuje również przestępczość w danej okolicy, łącznie z ostatnimi incydentami. Oto przykład:



3. JĘZYK

     Jak wspomniałam wcześniej, osoby które przylatują do USA ze znajomością języka angielskiego, są w o wiele lepszej sytuacji niż osoby bez tej umiejętności. Nie oznacza to jednak, że języka nie można się nauczyć na miejscu! Sama przeszłam przez ten proces, więc z chęcia podzielę się z Wami kilkoma radami i sugestiami.
     Przede wszystkim, w Chicago, z racji dużej ilości imigrantów z całego świata, mnóstwo jest szkół i programów ESL (English Second Language), przy czym wiele z nich jest całkowicie darmowych, a nawet oferujących darmowe podręczniki. Są jednak dwa minusy owych darmowych szkół. Po pierwsze, szkoły te oferują kursy tylko do poziomu, który określiłabym jako średnio-zaawansowany. Po drugie- nie wszystkie zatrudniają dobrą kadrę pedagogiczną, w związku z tym trzeba mieć się na baczności, by zwyczajnie nie tracić czasu na bezproduktywne siedzenie w klasie.

To do rzeczy, gdzie mogę nauczyć się angielskiego?

    Przede wszystkim polecam Zreszenie Polsko- Amerykańskie, które oferuje darmowe kursy na naprawdę przyzwoitym poziomie. Poza kursami angielskiego, oferuje także poradnictwo w szerokim zakresie i wiele innych usług, więc przylatując do Chicago zdecydowanie warto zapoznać się z ich ofertą.
     Inną opcją są darmowe kursy ESL w Community Colleges, na przykład w Wilbur Wright. Tu jednak radzę mieć się na baczności, bo nie wszyscy nauczyciele w pełni oddani są swojej pracy. Zdecydowanym plusem jest natomiast przebywanie w środowisku, w którym nie mamy szans porozumieć się po polsku, przez co zmuszeni jesteśmy do komunikowania się po angielsku, nie ważne jak nam to wychodzi.
      Trzecią możliwością, z której korzystałam jednego lata i która bardzo dużo mi dała, były darmowe kursy w TEFL Institute. Była to bardzo interesująca sprawa- przyszli nauczyciele angielskiego za granicą, uczęszczający na kursy TEFL, musieli odbyć obowiązkowe praktyki. A żeby mieli na kim ćwiczyć swoje umiejętności pedagogiczne, to imigranci mieli możliwość uczęszczania na wakacyjne darmowe kursy, gdzie mieli zajęcia z takimi właśnie praktykantami. Moim zdaniem to było świetne doświadczenie, tym bardziej, że nie wiedzieć czemu, bardzo mało osób było zainteresowanych takimi lekcjami, co doprowdziło do tego, że zajęcia odbywały się w systemie jeden nauczyciel-jeden uczeń. Niestety takie zajęcia nie są organizowane przez cały rok, więc warto zadzwonić i dowiedzieć się, kiedy przewidziana jest kolejna taka możliwość.
    Wiele osób korzysta także z płatnych szkół angielskiego (np. BIR lub SOLEX), które pozwalają także podtrzymać status studenta, co dla wielu jest jedyną opcją pozostania w USA legalnie. Koszt nauki w takiej szkole to ok. $400 miesięcznie.
    A co później? Zawsze można zdecydować się na studia, choć to niestety jest już o wiele droższa opcja.

4. PRAWO JAZDY I SAMOCHÓD

     Samochód w Chicago to dla wielu rzecz niezbędna, przede wszystkim ze względu na odległości, które trzeba przebyć każdego dnia. Oczywiście, często w wiele miejsc bez problemu można dostać sie komunikacją miejską, ale wydaje mi się, że jedno auto na gospodarstwo domowe to rzecz niezbędna. Tym bardziej, że auto można kupić naprawdę tanio. Nasze pierwsze? Kupiony na ulicy za $600 Chevrolet Metro '97. Palił symbolicznie, a na nasze potrzeby był wystarczający, mimo odpadającego od środka dachu, braku klimatyzacji i pożerającej go rdzy. Do tej pory na jego wspomnienie w oku kręci mi się łezka wzruszenia ;) Po ponad roku użytkowania i utraconym tłumiku poszedł dalej za $300.

Gdzie kupić auto?

   Pomijając możliwości tak oczywiste jak dealer czy kupno "z ulicy", po raz kolejny sugeruję zajrzeć do Dziennika Związkowego i na Craigslist. Ponadto, w wielu większych sklepach przy wyjściu można znaleźć darmowego gazety z ofertami samochodów na sprzedaż.

A co z prawem jazdy?

     Wyrobienie prawa jazdy to najczęściej zwykła formalność, szczególnie dla osób, które już odbywały kurs na prawo jazdy w Polsce. W Illinois ależy uiścić odpowiednią opłatę, przejść test na wzrok, zdać egzamin pisemny, a następnie praktyczny, który zazwyczaj trwa jakieś 10 minut i skupia się na podstawowych manewrach. Jest jeszcze jedna opcja- jeśli ktoś dopiero chce nauczyć się jeździć, może zdać test teoretyczny, który uprawnia go do rocznego pozwolenia na jazdę w obecności osoby, która już ma prawo jazdy. W praktyce oznacza to tyle, że uczyć jeździć może mąż, mama, brat, koleżanka- nie ważne, byle ta osoba miała prawo jazdy.W ciągu roku trzeba zdać egzamin praktyczny albo przedłużyć pozwolenie na jazdę. Typowego kursu na prawo jazdy nie ma, ale można wykupić lekcje z instruktorem.
     Podstawowe prawo jazdy kosztuje $30 (cały cennik znajdziecie TUTAJ).


Od ubiegłego roku w Illinois o prawo jazdy mogą ubiegać się także nieudokumentowani imigranci, przy czym muszą oni spełnić trochę więcej warunków, a ponadto muszą liczyć się z tym, że ich prawo jazdy może nie być honorowane w innych stanach.
    


 I znów, kiedy tylko przyszło do kwestii imigracyjnych, trochę się rozpisałam :) Jeśli macie jakieś pytania lub sugestie, co powinnam dodać, piszcie śmiało w komentarzach.

     Ciąg dalszy nastąpi, a tam między innymi o tym, co warto zabrać z Polski oraz jaki jest koszt życia w Chicago.

Natomiast w międzyczasie, odsyłam Was do posta o tym, jakie trudności warto rozważyć przed przybyciem do USA.

10/08/2015

Chicago dawniej i dziś + coś dla postcrossingowców

Chicago dawniej i dziś + coś dla postcrossingowców
   Dawno dawno temu, w zamierzchłych czasach, kiedy zwykły człowiek nie słyszał o internecie, lubiłam przesiadywać grzebiąc w ogromnym kartonie z kolekcją widokówek z całego świata. Miałam to szczęście, że moja mama uwielbiała je zbierać, a ja dzięki temu mogłam podziwiać piękne, kolorowe obrazki, których na próżno było szukać nawet w wielu albumach podróżniczych: kolorowe ptaki z Amazonii, tańczące na plaży Kubanki, kolekcje chińskiej porcelany, europejskie zabytki- to tylko namiastka zawartości kartonu. Myślę, że to wtedy, kiedy tak siedziałam i podziwiając pocztówki wyobrażałam sobie jak może wyglądać życie w tych odległych zakątkach, narodziła się moja pasja do poznawania świata i podróżowania. I zamiłowanie do pocztówek :) Wprawdzie sama pocztówek nie kolekcjonuję z pasją równej zaangażowaniu mojej mamy, ale niezwykłą radość sprawia mi zawsze zarówno ich wysyłanie, jak i otrzymywanie. I bardzo żałuję, że internet wypiera tę formę komunikacji i poznawania świata.

    Dziś chciałabym Was zabrać w krótką podróż w czasie i pokazać jak bardzo zmieniło się prez lata kilka chicagowskich miejsc. A pomogą mi w tym pocztówki sprzed lat, których na szczęście wiele można znaleźć w internecie. Niestety, nie jestem w stanie wskazać dokładnych lat, z których pochodzą rysunki, ale mając na uwadze, fakt, że Chicago jakie znamy zaczęło się rozwijać dopiero po 1871 roku, kiedy to w ogromnej części zostało strawione przez pożar, można domnemywać, że pochodzą dopiero z XX wieku. Zobaczcie więc jak wiele się zmieniło w tak stosunkowo krótkim czasie, a przy okazji poznajcie kilka ważnych punktów w mieście :)

Zacznijmy od czegoś, co pewnie kojarzycie z ostatniego posta- Fontanny Buckingham (wybudowana w 1927roku).



A od Fontanny Buckingham dzieli nas tylko kroków do Wyspy Muzeów.


 

Chicago City Hall, budynek z 1911 roku.



Jak zapewne zauważyliście, w Chicago niegdyś kursowały tramwaje. Na zdjęciu poniżej ostatni dzień z życia tramwaju w Chicago, czerwiec 1958 roku (tramwaje, początkowo konne, funkcjonowały w mieście od 1859r.).


Water Tower. Wybudowana w 1869 roku, jedna z niewielu budowli, która przetrwała Wielki Pożar. Za nią- Palmolive Building, ukończony w 1929 roku wieżowiec w stylu art deco, który w drugiej połowie XX wieku rozświetlony był przez napis "Playboy".


Navy Pier, przeszło kilometrowy bulwar, którego początki sięgają 1916 roku.




Most na ulicy Michigan (otwarty w 1920 roku), który być może kojarzycie z postu o rejsie po rzece.



I na koniec, panorama Chicago. To chyba ona pokazuje najbardziej, jak zmieniło się miasto.



 Nie tylko zabudowa miasta zmieniła się w ostatnich kilkudziesięciu latach, zmieniły się także same pocztówki. Kto wie, być może którąś z tych poniższych, wysyłali nasi dziadkowie? :)






     A już na sam koniec przygotowałam małą niespodziankę dla postcrossingowców oraz wszystkich innych Czytelników, którzy lubią dostawać pocztówki :) Mam też nadzieję, że zadowolę tym osoby, które pisały do mnie w sprawie wysłania pocztówki z Chicago :)

Otóż, do wysłania mam 5 widokówek z Chicago. 
Co zrobić, aby otrzymać jedną z nich? Niewiele! 
Wystarczy obserwować blog przez bloggera lub na fejsbuku oraz w komentarzu zgłosić chęć udziału w "konkursie". 20 października spośród zgłoszonych osób wylosuję 5, poproszę je o kontakt mailowy, i to do nich powędrują wraz z gorącymi pozdrowieniami kartki ze zdjęcia poniżej. Powodzenia!



Copyright © 2016 Pamiętnik Emigrantki , Blogger