Wczoraj wieczorem wróciliśmy z naszej kilkudniowej wycieczki do Nowego Orleanu. Mówiąc krótko: Było cudownie! Nowy Orlean urzekł mnie nieziemsko i na pewno będę miała co wspominać przez najbliższe zimowe miesiące :) Ale zanim przejdę do mojej opowieści ze stolicy jazzu, podzielę się z Wami promieniami słońca, które przywieźliśmy z pięknego miasteczka na północy Florydy- Panama City Beach.
Panama City Beach dołączyła do naszego planu wycieczki dosłownie rzutem na taśmę- stwierdziliśmy, że skoro pokój w Nowym Orleanie mamy zarezerwowany od poniedziałku, to przecież nie będziemy siedzieć w zimnym Chicago przez cały weekend i postanowiliśmy wyjechać wcześniej, by spędzić dzień na florydzkiej plaży. Szczęśliwie bardzo szybko udało mi się znaleźć couchsurfingowego gospodarza. Tym razem gościł nas Chris- bardzo ciekawy człowiek, który podpowiedział nam także, by odwiedzić przepiękne miejsce, o dziwo często omijane przez turystów. I tak oto wylądowaliśmy w Camp Helen State Park. Czytaj: "w raju". Sami zobaczcie jak tam pięknie!
W Camp Helen spędziliśmy większość dnia, rozpływając się nad pięknem natury, przejrzystością wody, bielą piasku i brakiem ludzi :) A kiedy już zgłodnieliśmy, udaliśmy się na miejski bulwar, połączony z centru handlowym i długim molo wychodzącym na Zatokę Meksykańską. To co mnie urzekło w Pier Park to przede wszystkim kolory i połączenie świątecznych akcentów z klimatem Florydy.
![]() |
widok z molo |
![]() |
meduzy pod molo :) |
![]() |
woda <3 |
I tak mniej więcej minął pierwszy dzień naszych wakacji. Panama City Beach jest uroczym miasteczkiem i dziwię się, że nie byliśmy tam nigdy wcześniej, podczas naszych poprzednich wypraw na Florydę. A w kolejnych postach pokażę Wam, czym urzekł mnie Nowy Orlean, gdzie jeszcze się pojawiliśmy i co ciekawego udało mi się odkryć :) Było całkiem intensywnie, więc będzie dużo zdjęć i ciekawych, mam nadzieję, informacji.
Takie obrazki naprawdę tylko mogą rozgrzać i wzbudzić odrobinę zazdrości. Przynajmniej tam było jednoznacznie - słońce i tyle. A w Polsce niestety nie wiadomo czy to zima czy to jesień, coś na pograniczu jednego i drugiego :)
OdpowiedzUsuńPięknie było, ale się niestety skończyło :( powrót do chicagowskiej zimy to depresja murowana :P
Usuńpieknie tam jest musze sie tam razem z mezem wybrac :-)
OdpowiedzUsuńAsiu, koniecznie! Od Was to niedaleko, a moim zdaniem warto :)
UsuńCo za pogodą, aż mi się serducho kraja. Zima powinna być okresem obowiązkowego wyjazdu do ciepłych krajów/miejsc. Jak bociany :) Pozdrawiam, zmarznięta Anka :)
OdpowiedzUsuńAnia, zgadzam się całkowicie! :) Ja sama jak przychodzi zima czuję się jak niedźwiedź- byle się gdzieś zakopać i przeczekać to piekło :P
UsuńBardzo lubie tamte okolice, jak jeszcze mieszkaliśmy w Atlancie, to wycieczki na północne wybrzeże Florydy były częste. Jednak woleliśmy plaże w okolicach Pensacoli - zazwyczaj jechaliśmy do Gulf Shores. W Gulf Shores mozna było za przystępną cene wynając ładny apartament z balkonem wychodzącym na morze. Picie kawy rano patrząc na delfiny skaczące w mieniącej sie wodzie było niezapomnianym przeżyciem. Takze piasek tam jest zdumiewająco biały - tak pięknego piasku nie ma nigdzie indziej na Florydzie.
OdpowiedzUsuńGulf Shores- zapisane :D przy najbliższej okazji na pewno odwiedzimy! :)
Usuńhehe ale fajnie z choinką w takim ciepłym klimacie :P
OdpowiedzUsuńTeż bardzo mi się to spodobało :)
Usuńwygląda jak raj na ziemi:)
OdpowiedzUsuńoch tak, pomyślałam dokładnie to samo będąc w Camp Helen!
UsuńPięknie i czysto. C z y s t o !
OdpowiedzUsuńTego zazdroszczę;)
Wesołych świąt!
Fakt, czystości i takiego wręcz... uporządkowania nie można odmówić tym miejscom :)
UsuńWesołych Świąt również dla Was! :)