Przeszło rok temu na blogu pojawił się post o przestępczości w Chicago. Pisałam wtedy między innymi o wysokiej liczbie przestępstw w mieście, niebezpiecznych dzielnicach i interesujących statystykach, z których wynikało między innymi, że poziom przestępczości w Chicago stopniowo się zmniejsza. Niestety, nie oznacza to jednak, że Chicago staje się miastem w pełni bezpiecznym. Poza typowymi przypadkami złamania prawa, jak choćby kradzieże, napaści czy włamania, Wietrzne Miasto boryka się z jeszcze jednym, bardzo poważnym i tragicznym w skutkach problemem- gangami. Wprawdzie era najbardziej znanego chicagowskiego gangstera, Al'a Capone, dawno minęła, ale jak widać problem gangsterskich biznesów i morderczych potyczek pozostał żywy, a wręcz zaryzykuję stwierdzenie, że rośnie w siłę. Poziom przestępczości w Chicago, a przynajmniej w południowych dzielnicach, jest tak zatrważający, że kilka lat temu miasto zyskało nowy, dla wielu kontrowersyjny, przydomek: Chi-raq (utworzony od słów "Chicago" i "Irak).
Chicago jest bardzo specyficznym miastem. Nie ma tutaj dnia, żeby nie doszło do zabójstwa. Mam wrażenie, że przez tak wysoką liczbę przestępstw, Chicagowianie się juz nieco znieczulili. No bo ileż razy można przeżywać kolejną ofiarę miejskiej przestępczości? Ile razy można zastanawiać się dlaczego ktoś posunął się do takiego czynu i co teraz musi przeżywać rodzina ofiary? Jednak nieco ponad tydzień temu doszło w Chicago do wydarzenia, które wstrząsneło całym miastem i na nowo otowrzyło dyskusję o potrzebie walki z gangami.
2 listopada popołudniu, dziewięcioletni Tyshawn Lee wracał do domu, kiedy został zwabiony do bocznej ulicy i postrzelony w głowę. Chłopiec zmarł na miejscu, a cała zbrodnia była wynikiem gangsterskich porachunków i walki o wpływy.
![]() |
| Tyshawn Lee, ofiara gangsterskich porachunków (fot.) |
Problem chicagowskich gangów jest raczej powszechnie znany w Stanach Zjednoczonych, ale wkrótce będzie miała okazję o nim usłyszeć szersza publiczność, bowiem 4 grudnia do kin wchodzi najnowsza produkcja Spike Lee pod tytułem "Chi-raq" właśnie. W filmie zagrali między innymi John Cusack, Samuel L. Jackson, Wesley Snipes i Jennifer Hudson.
Raptem dzień po śmierci Tyshawna, w Internecie pojawił się zwiastun owego filmu:
Akcja filmu dzieje się głównie w Englewood, jednej z najniebezpieczniejszych dzielnic Chicago. Żeby zobrazować Wam nieco, jak wygląda sytuacja w Englewood, podam kilka statystyk. W październiku zgłoszonych zostało tam 68 przestępstw z użyciem przemocy (głównie rozboje i pobicia), 103 naruszeń własności (głównie kradzieże i włamania) oraz 108 przestępstw klasyfikowanych jako "quality-of-life crimes" (głównie handel narkotykami). Łącznie- 279 zgłoszonych przestępstw. I przypomnę tylko, że są jeszcze gorsze dzielnice niż Englewood. Dla porównania, w jednej z bezpieczniejszych dzielnic Chicago, Edison Park, w październiku zgłoszono jedynie 6 drobnych przestępstw.
Jeśli macie zamiar odwiedzić Chicago i zastanawiacie się, gdzie lepiej zachować ostrożność, to radzę mieć się na baczności w południowych dzielnicach- na mapie zaznaczone kolorem błękitnym, żółtym, brązowym i jasnoróżowym.
Porównywane chwilę temu dzielnice znajdziecie na mapie pod numerami 9 (Edison Park) i 68 (Englewood).
(Reżyser, Spike Lee, pojawił się dzisiaj w śniadaniowym programie Windy City Live, gdzie opowiadał o swoim filmie. Jeśli macie ochotę obejrzeć wywiad, możecie go zobaczyć TUTAJ).
Jak widzicie, problem przestępczości w Chicago jest wciąż bardzo żywy. Szczerze mówiąc po obejrzeniu zwiastunu mam mieszane uczucia co do filmu "Chi-raq", ale jeśli przyłoży on chociaż cegiełkę do poprawy bezpieczeństwa w mieście, to zdecydowanie dobrze, że powstał. Ale poczekajmy do premiery (4 grudnia) i wtedy będziemy rozmawiać dalej.













































