6/16/2013

Amerykańskie smaki: Awokado

Amerykańskie smaki: Awokado
   Życie w USA nieustannie zapewnia moim kubkom smakowym nie lada atrakcje. Niektóre bardzo przyjemnie, inne mniej, ale wszystkie z pewnością bardzo interesujące. Do jednych smaków przyzwyczaiłam się bardzo szybko i pokochałam je jak własne-polskie, innym musiałam dać trochę czasu. Jednym z produktów, którym zdecydowanie musiałam dać więcej czasu, jest awokado. Ok, wiem, awokado dostępne jest również w Polsce, ale zdecydowanie nie jest tak popularne jak tutaj.

   Samo awokado od początku wydawało mi się za bardzo maślane i mdłe, żebym mogła je polubić. Jak się jednak okazało, kiedy potraktuje się ten owoc jako dodatek do innych potraw, może on wiele zyskać na wartości :) Bardzo popularne są tutaj np. kanapki z wędliną i awokado, do tego można dodać jeszcze cokolwiek innego.
 







    Ciekawą wariacją awokado jest guacamole, czyli rodzaj gęstego sosu na bazie awokado z dodatkiem, w podstawowej wersji, soku z limonki i soli. Świetnie sprawdza się on jako dip to chipsów kukurydzianych, ale także jako dodatek do innych potraw, np. hamburgerów. Uważam, że Amerykanie mają lekkiego bzika na punkcie guacamole i potrafią je dodać praktycznie do wszystkiego.









    Jest jedna potrawa, która całkowicie zmieniła moje podejście do awokado, tzn. spojrzałam na nie łaskawszym wzrokiem ;) Po raz pierwszy zaserwowała mi ją Ania (którą nota bene poznałam dzięki blogowi), a ona z kolei przepis poznała podczas wizyty u swojej koleżanki w Miami. Dziś tym prostym przepisem na przepyszną sałatkę chciałabym podzielić się z Wami- poczujcie trochę Florydy na swoich talerzach! :)

Sałatka z awokado i koprem włoskim

Potrzebne będą:
* 3-4 dojrzałe owoce awokado (muszą być ciemne i miękkie)
* 2 kopry włoskie
* 1 cytryna
* czerwona cebula ( ilość wg uznania, ale na te proporcje proponuję nie więcej niż pół dużej sztuki)
* oliwa z oliwek
* pieprz

Kilka wskazówek od Ani dotyczących obierania awokado:
 1. Należy naciąć owoc wokół, docierając nożem do pestki
 2. Następnie należy przekręcić połówki owocu, aby go otworzyć
 3. Wbić nóż mocno w pestkę i przekęcić, aby się jej pozbyć
 4. Wydrążyć owoc łyżeczką albo obrać ze skórki



Jak przygotować sałatkę?

Z kopru włoskiego obciąć pędy. Bulwę opłukać i drobno pokroić albo zetrzeć na tarce z podłużnymi oczkami.
Awokado wydrążyć i lekko posiekać.
Cebulę pokroić drobno. Wszystko zmieszać.
Dodać sok z cytryny, trochę oliwy i pieprzu do smaku.

I to wszystko!

Sałatka jest naprawdę przepyszna. Ja podałam ją podczas grilla, ale myślę, że pasuje także do tradycyjnego mięsnego obiadu.

(zapomniałam zrobić zdjęcie przed podaniem sałatki, więc już nie wygląda aż tak ładnie:P)


A jaki jest Wasz stosunek do awokado? I jak smakuje sałatka? :)

6/13/2013

Noc pełna emocji!

Noc pełna emocji!
   Jak wspominałam wczoraj wieczorem na fejsbukowym fanpejdżu, miniona noc w Chicago na pewno nie była nudna. Z przynajmniej dwóch powodów.

   Po piewsze, odbył się mecz finałowy Pucharu Stanleya, czyli wyłaniający najlepszą drużynę w amerykańsko-kanadyjskiej lidze NHL- hokeja na lodzie. Co najważniejsze, jedną z finałowych drużyn była Chicago Blackhawks:) I co własciwie już całkiem najważniejsze- wygraliśmy!!! Nie oglądałam meczu w całości, bo wszelkie amerykańskie transmisje są okropnie rozwleczone w czasie- gra, która zajmuje godzinę, wraz z przerwami i reklamami wymaga od widza 3 godzin przed telewizorem! Tak czy inaczej, nawet po tym, co widziałam i na tyle, na ile znam się na tym sporcie, mogę śmiało stwierdzić, że gra była bardzo wyrównana, a emocje były nieźle podkręcane. Na początku wygrywał rywal Blackhawksów- Boston Bruins- w kytycznym momencie zyskali oni przewagę 3:1! Co nie znaczy, że Chicagowianie się poddawali, o nie! Ostatecznie mecz zakończył się wynikiem 4:3 dla drużyny z Chicago :) (choć potrzeba było do tego aż 3 dogrywek!).

   Warto w tym miejscu wspomnieć, że o ile w Polsce niewiele się mowi o hokeju na lodzie, ba! przeciętny Polak sport ten kojarzy pewnie tylko z Mariuszem Czerkawskim, o tyle w USA jest to sport bardzo popularny. Niejednokrotnie wstępując do naszego ulubionego pubu byliśmy świadkami zbiorowego oglądania meczu hokejowego. Oczywiście wszyscy kibice byli ubrani w barwy Blackhawks :) Teraz, po zwycięstwie w Pucharze Stanleya, pewnie spotkać będzie można jeszcze więcej handlarzy koszulkami, figurkami, breloczkami i tym, co jeszcze wyobraźnia podpowie :)








   Drugi powód nocnych emocji niestety nie był już tak przyjemny. Otóż przez Chicago po raz kolejny w ostatnich tygodniach przeszła solidna burza- zapowiadano silne wyładowania atmosferyczne, podtopienia, grad, a nawet tornada. Jak to najczęściej bywa, nie było aż tak strasznie, jak przewidywano, niemniej trochę szkód powstało, a i strachu też się niektórzy najedli.



A Wam, jak minęła ostatnia noc? :D

6/05/2013

Czym zauroczyła nas Pensylwania?

Czym zauroczyła nas Pensylwania?
    Gdy przejeżdżaliśmy przez Pensylwanię w drodze do Nowego Jorku, naszą uwagę przykuł stojący przy autostradzie bilboard reklamujący pobliskie jaskinie, które są udostępnione dla turystów. Pomyśleliśmy, że warto odwiedzić to miejsce w drodze powrotnej. No bo skoro już jesteśmy tak blisko, to czemu nie skorzystać, co nie? :) Jak postanowiliśmy, tak zrobiliśmy i w poniedziałek już niewiele po 6 rano wyruszyliśmy z NYC, by zaliczyć mały zjazd w Pensylwanii.

Pogodę na drogę (przynajmniej na początku) mieliśmy przepiękną!

    Kilka minut po tym, jak zjechaliśmy z autostrady, naszym oczom ukazał się dosyć znajomy, "polski", widok: zielone łąki, niewielkie domostwa i stada krów pasące się nieopodal ;)


   Może się to wydać śmieszne, ale nawet nie wyobrażacie sobie, jak całą naszą czwórkę taki widok ucieszył! Ba, nawet pootwieraliśmy wszystkie okna, by poczuć sielski klimat :D
   Jednak już chwilę później poczuliśmy się lekko zdezorientowani... Gdyby nie stojące przy domach dosyć niezłe i nowe samochody byłabym w stanie pomyśleć, że cofnęliśmy się o jakieś 200 lat! Dlaczego? Okazało się bowiem, że zupełnie niespodziewanie wjechaliśmy do wioski Amiszów :) Tym, którzy nie wiedzą o kim mówię, spieszę z krótkim i pobieżnym wytłumaczeniem, że Amisze to bardzo konserwatywny odłam protestantów, żyjący według bardzo rygorystycznych i staroświeckich zasad, dotyczących zarówno ubioru, gospodarki, jak i wszystkich innych dziedzin. Widzieliśmy więc mężczyzn z długimi brodami i w słomkowych kapeluszach, orki zaprzęgnięte nie tylko w konie, ale także osły i muły, kobiety w chustach i kilkuletnie dzieci pracujące w polu. Żałuję, że nie mieliśmy więcej czasu, bo z pewnością zatrzymalibyśmy się tam na chwilę w poszukiwaniu amiszowskiej farmy, gdyż ponoć właśnie w takich miejscach można kupić najlepsze owoce i warzywa, w dodatku po przystępnej cenie. Musieliśmy poprzestać na zdjęciach robionych z samochodu, ale to może i lepiej, bo ponoć Amisze nie lubią być fotografowani...


Czy tylko mnie ten powóz kojarzy się z jakimś horrorem?



W ten sposób pranie suszyło się w całej wiosce!


    Wioska Amiszów zdecydowanie powaliła nas na kolana. Może dlatego, że żadne z nas nie miało jak do tej pory okazji być w takim miejscu? Tak czy inaczej uważam, że ta osada, położona w otoczeniu pięknych pensylwańskich gór i lasów, mogłaby być świetnym miejscem na wypoczynek dla amatorów łona natury!

   Z wioski Amiszów krętą drogą dojechaliśmy w końcu do Penn's Cave. Zapisaliśmy się od razu na dwie wycieczki: godzinną przez jaskinię i półtoragodzinną wokół leśnego zoo.

   W pierwszej kolejności uroczym żółtym autokarem bez okien wyruszyliśmy podziwiać leśne zwierzęta, które można spotkać w pensylwańskich lasach. Dość ciekawe doświadczenie, choć muszę przyznać, ze chyba liczyłam na coś więcej, rozpieszczona od dziecka wyjazdami do zoo w Ueckermunde i świerkocińskiego zoo safari :) Mimo wszystko, jak ktoś jest w okolicy, to zdecydowanie polecam!

Takim własnie autokarem zwiedzaliśmy okolicę

amerykańskie bizony



Longhorn- nie mam pojęcia, jak te zwierzęta nazywają się po polsku!






W zoo znajduje się również małe muzeum, gdzie podziwiać można więcej okazów.

Hello Pumba!



Tak, drogie dziewczyny, pozuje się do zdjęć:)
Na miejscu znajduje się oczywiście sklep z pamiątkami. Ogromny i świetnie zaopatrzony, ale ceny o dziwo dosyć przystępne. Można również zjeść obiad w restauracji, gdzie zarówno ceny, jak i menu, są dosyć kuszące. My skusiliśmy się na hamburgery z bizona i longhorna- każdy za jakieś $5. Ponoć mięso z obu tych zwierzaków jest bardzo chude i zdrowe. Ale naszym zdaniem smakowo zdecydowanie wygrywa bizon! :)


    Jak tylko zjedliśmy, udaliśmy się na miejsce zbiórki na drugą wycieczkę- tę po jaskini. Było to dosyć niesamowite przeżycie, choć chyba podobałoby mi się bardziej, gdyby zamiast rozlokowanej wszędzie elektryczności (tak tak, we wnętrzach jaskini były wszędzie kable i lampy!) towarzyszyły nam pochodnie. Tak bardziej w klimacie Indiany Jonesa :) Ale cóż- to jest Ameryka, tu nawet dzika przygoda musi odbyć się w cywilizacyjnych ryzach...


Tam będziemy płynąć :)




Można oswietlić jaskinię na kolorowo? Można!...

... powiem nawet więcej- te światła zmieniały kolor!

A tutaj wypłynęliśmy po drugiej stronie jaskini
I jeszcze krótki, niespełna 3 minutowy, filmik- nie obrazujący w 100% tego, co widzieliśmy, ale na pewno dajacy jakąś namiastkę :) Zwróćcie koniecznie uwagę na naszego uroczego przewodnika! :)


I stąd, ekscytując się przeżytymi w ostatnich kilku godzinach niezapomnianymi chwilami, ruszyliśmy w drogę powrotną do Chicago...

6/02/2013

New York, New York! (cz.3)

New York, New York! (cz.3)
   Dziś zapraszam Was na ostatnią część relacji z naszej weekendowej wyprawy do Nowego Jorku- przyszedł czas na prezentację lużnych spostrzeżeń, impresji i obrazów zarejestrowanych na ulicach NYC :)

* Nowy Jork nie zachwycił mnie, tak jak się tego spodziewałam, jednak z czystym sumieniem muszę przyznać, że jest to miasto, które będąc w USA trzeba odwiedzić. Mnóstwo miejsc, które każdy zna choćby z TV czy amerykańskich filmów, ogrom muzeów z dziełami sztuki ze wszystkich epok, a także muzeów, o których istnieniu nikt by nie pomyślał, wieczny ruch i klimat wielkiego miasta. Warto tam być.

* Oglądając film kręcony w NYC nietrudno nie zauważyć żółtych taksówek na ulicach. I tak samo jest na co dzień- ulice są wręcz żółte!

* Na każdym kroku na Manhattanie porozstawiane są stragany i sklepy z pamiątkami. Można zaopatrzyć sie w dosłownie wszystko z logo NYC. Na straganach można i warto się targować, ale też trzeba dokładnie obejrzeć to, co się kupuje w celu wypatrzenia ewentualnych wad i skaz.

* Na ulicach NYC słychać chyba wszystkie języki swiata. Gdzieś przeczytałam, że szacuje się, że zwiedzając miasto można usłyszeć od 120 do 200 różnych języków! Przechadzając się po Central Parku rozmawialiśmy właśnie na ten temat, kiedy gdzieś z tyłu usłyszeliśmy znajomo brzmiące zdanie: "Idź pierd**nij se zdjęcie z gołębiem." :D Oj tak, Polaków też jest dużo :)





Galeria dywanów? Czemu nie!


Na Times Square roi się od ulicznych artystów


Potwierdzam- NYC to miasto żółtych taksówek! Myślę, że jakieś 70-80% aut na Manhattanie to właśnie yellow cabs!

Stosika z pamiątkami- dostępne na każdym kroku! (p.s. Warto się targować!)

Śmieci na ulicy- niestety również rzecz charakterystyczna dla NYC

Kolejka łącząca NYC z pobliskimi miasteczkami.

Miasto nastawione jest na turystów. Pełno jest wycieczkowych autokarów obwożących po mieście.

Motocykle nowojorskiej policji :)

A na koniec krótki filmik, prezentujący ulicznego artystę w kilka minut tworzącego sprayowy obraz. Pewnie każdy już coś takiego widział, ale czemu nie spojrzeć jeszcze raz?:)



   I to tyle, jeśli chodzi o nasz pobyt w Nowym Jorku. Muszę przyznać, że jak na tak nieplanowany i krótki wypad, wyszedł naprawdę rewelacyjnie. Owszem, czuję lekki niedosyt- gdybym miała więcej czasu, na pewno spędziłabym całe popołudnie w Central Parku (wliczając w to przejażdżkę bryczką) i z pewnością odwiedziłabym nowojorskie muzea, poczynając od Metropolitan Museum of Art. Ale cóż, mam w takim razie pretekst, by jeszcze raz zawitać do Wielkiego Jabłka :)

   Nowego Jorku już koniec, ale czeka nas jeszcze relacja z drogi powrotnej do Chicago, podczas której odwiedziliśmy pewne ciekawe miejsce w Pensylwanii :)


_________________________________________________________
Poprzednie części relacji z Nowego Jorku:
część pierwsza
część druga
Copyright © 2016 Pamiętnik Emigrantki , Blogger