Gdy przejeżdżaliśmy przez Pensylwanię w drodze do Nowego Jorku, naszą uwagę przykuł stojący przy autostradzie bilboard reklamujący pobliskie jaskinie, które są udostępnione dla turystów. Pomyśleliśmy, że warto odwiedzić to miejsce w drodze powrotnej. No bo skoro już jesteśmy tak blisko, to czemu nie skorzystać, co nie? :) Jak postanowiliśmy, tak zrobiliśmy i w poniedziałek już niewiele po 6 rano wyruszyliśmy z NYC, by zaliczyć mały zjazd w Pensylwanii.
Pogodę na drogę (przynajmniej na początku) mieliśmy przepiękną!
Kilka minut po tym, jak zjechaliśmy z autostrady, naszym oczom ukazał się dosyć znajomy, "polski", widok: zielone łąki, niewielkie domostwa i stada krów pasące się nieopodal ;)
Może się to wydać śmieszne, ale nawet nie wyobrażacie sobie, jak całą naszą czwórkę taki widok ucieszył! Ba, nawet pootwieraliśmy wszystkie okna, by poczuć sielski klimat :D
Jednak już chwilę później poczuliśmy się lekko zdezorientowani... Gdyby nie stojące przy domach dosyć niezłe i nowe samochody byłabym w stanie pomyśleć, że cofnęliśmy się o jakieś 200 lat! Dlaczego? Okazało się bowiem, że zupełnie niespodziewanie wjechaliśmy do wioski Amiszów :) Tym, którzy nie wiedzą o kim mówię, spieszę z krótkim i pobieżnym wytłumaczeniem, że Amisze to bardzo konserwatywny odłam protestantów, żyjący według bardzo rygorystycznych i staroświeckich zasad, dotyczących zarówno ubioru, gospodarki, jak i wszystkich innych dziedzin. Widzieliśmy więc mężczyzn z długimi brodami i w słomkowych kapeluszach, orki zaprzęgnięte nie tylko w konie, ale także osły i muły, kobiety w chustach i kilkuletnie dzieci pracujące w polu. Żałuję, że nie mieliśmy więcej czasu, bo z pewnością zatrzymalibyśmy się tam na chwilę w poszukiwaniu amiszowskiej farmy, gdyż ponoć właśnie w takich miejscach można kupić najlepsze owoce i warzywa, w dodatku po przystępnej cenie. Musieliśmy poprzestać na zdjęciach robionych z samochodu, ale to może i lepiej, bo ponoć Amisze nie lubią być fotografowani...
Czy tylko mnie ten powóz kojarzy się z jakimś horrorem?
W ten sposób pranie suszyło się w całej wiosce!
Wioska Amiszów zdecydowanie powaliła nas na kolana. Może dlatego, że żadne z nas nie miało jak do tej pory okazji być w takim miejscu? Tak czy inaczej uważam, że ta osada, położona w otoczeniu pięknych pensylwańskich gór i lasów, mogłaby być świetnym miejscem na wypoczynek dla amatorów łona natury!
Z wioski Amiszów krętą drogą dojechaliśmy w końcu do Penn's Cave. Zapisaliśmy się od razu na dwie wycieczki: godzinną przez jaskinię i półtoragodzinną wokół leśnego zoo.
W pierwszej kolejności uroczym żółtym autokarem bez okien wyruszyliśmy podziwiać leśne zwierzęta, które można spotkać w pensylwańskich lasach. Dość ciekawe doświadczenie, choć muszę przyznać, ze chyba liczyłam na coś więcej, rozpieszczona od dziecka wyjazdami do zoo w Ueckermunde i świerkocińskiego zoo safari :) Mimo wszystko, jak ktoś jest w okolicy, to zdecydowanie polecam!
Takim własnie autokarem zwiedzaliśmy okolicę
amerykańskie bizony
Longhorn- nie mam pojęcia, jak te zwierzęta nazywają się po polsku!
W zoo znajduje się również małe muzeum, gdzie podziwiać można więcej okazów.
Hello Pumba!
Tak, drogie dziewczyny, pozuje się do zdjęć:)
Na miejscu znajduje się oczywiście sklep z pamiątkami. Ogromny i świetnie zaopatrzony, ale ceny o dziwo dosyć przystępne. Można również zjeść obiad w restauracji, gdzie zarówno ceny, jak i menu, są dosyć kuszące. My skusiliśmy się na hamburgery z bizona i longhorna- każdy za jakieś $5. Ponoć mięso z obu tych zwierzaków jest bardzo chude i zdrowe. Ale naszym zdaniem smakowo zdecydowanie wygrywa bizon! :)
Jak tylko zjedliśmy, udaliśmy się na miejsce zbiórki na drugą wycieczkę- tę po jaskini. Było to dosyć niesamowite przeżycie, choć chyba podobałoby mi się bardziej, gdyby zamiast rozlokowanej wszędzie elektryczności (tak tak, we wnętrzach jaskini były wszędzie kable i lampy!) towarzyszyły nam pochodnie. Tak bardziej w klimacie Indiany Jonesa :) Ale cóż- to jest Ameryka, tu nawet dzika przygoda musi odbyć się w cywilizacyjnych ryzach...
Tam będziemy płynąć :)
Można oswietlić jaskinię na kolorowo? Można!...
... powiem nawet więcej- te światła zmieniały kolor!
A tutaj wypłynęliśmy po drugiej stronie jaskini
I jeszcze krótki, niespełna 3 minutowy, filmik- nie obrazujący w 100% tego, co widzieliśmy, ale na pewno dajacy jakąś namiastkę :) Zwróćcie koniecznie uwagę na naszego uroczego przewodnika! :)
I stąd, ekscytując się przeżytymi w ostatnich kilku godzinach niezapomnianymi chwilami, ruszyliśmy w drogę powrotną do Chicago...
Przyznam się teraz, że po cichutku czekałam na tekst o amerykańskich Amiszach, od kiedy napisałam u siebie o tych holenderskich ;) Świetne zdjęcia. JAskinia wygląda pięknie. Może "pocieszy" Cię fakt, że w Holandii dzika natura też jest ucywilizowana i zorganizowana... o ile o dziczy tu wogóle da się mówić :D
Mam nadzieję, że będę miała jeszcze tego lata okazję do odwiedzenia wioski Amiszów na dłużej- wtedy na pewno pojawi się dłuższy post na ten temat i mam nadzieję, że Cię on usatysfakcjonuje :)
Ja już kiedyś u Justyny wspomniałam, ze jest to jedno z moich marzeń, spędzić choć dzień w wiosce Amiszów! Zazdroszcze i to bardzo bardzo. Szkoda, że nie mieliście okazji się zatrzymać na dłużej.
Jaskinie są cudowne ;) Rok temu miałam okazję być w dwóch w Grecji, jeśli kiedykolwiek miałabym okazję zobaczyć inne na pewno nie zawahałabym się ani chwili :)
Kilka tygodni temu byłam na wystawie traktorów gdzieś w północnej Oklahomie (nigdy mnie traktory nie interesowały, ale cieszę się, że znajomy nas wyciągnął z domu bo naprawdę było ciekawie) i też widziałam Amiszów sprzedających lody. Na pewno były przepyszne, ale był to ostatni niesłychanie zimny weekend i ostatnią rzeczą, o której marzyłam, było coś zimnego ;) Zdjęć nie robiłam, ale mam zamiar wybrać się do ich wioski. Z tego co czytałam to w Oklahomie Amisze mogą mieć traktory (ale takie bez opon chyba, na pewno ma to jakąś profesjonalną nazwę) ze względu na ziemię trudną w uprawie. Jaskinie wyglądają przepięknie :) Aż żałuję, że w tym roku pewnie nigdzie nie wyjdziemy, ale robię listę na przyszłe wakacje ;-)
Wystawa traktorów? wow, czego to ludzie nie wymyślą! :D
Co do lodów, to najpyszniejsze jakie w życiu jadłam to takie na polskich wiejskich odpustach, robione domową metodą i sprzedawane z kanki na mleko :) Wyobrażam sobie, że te amiszowskie smakują podobnie... i wielkie dzięki za narobienie mi ochoty! :P
Jak przez cały rok bedziesz robić listę miejsc wartych odwiedzenia, to chyba przyszłe wakacje będą całe w podróży, hm? :)
Zobaczymy gdzie będę pracowała ;) Jak tam, gdzie teraz, to spokojnie mogę sobie pozwolić na 1,5 miesiąca wakacji. W planach mamy Polskę (krótko), Włochy i Chorwację. Wielka Brytania to już tradycja, mój ukochany kraj. A jak na razie w planach mamy lot na wschodnie wybrzeże i powrót samochodem do Oklahomy. Nie wiem jak to będzie, bo podróżować będziemy z psem więc zależy od jej ochoty na współpracę (lot do Stanów przebiegł dość spokojnie biorąc pod uwagę fakt, że z powodu mojego pierwszego przylotu do USA na zieloną kartę nie widziała trawy jakieś 18 godzin). A co do lodów - mieli je robione w tradycyjnej drewnianej maszynie, co prawda nie kręcona ręcznie, ale i tak wyglądała dość antycznie :)
Uśmiech Pumby mnie powalił:))
OdpowiedzUsuńMnie też! :)
Usuńprawdziwie sielskie klimaty, nie dziwie sie, ze sie zakochalas!
OdpowiedzUsuńSuper ta jaskinia i widać, ze wycieczka się udała.
OdpowiedzUsuńŚwietna wycieczka, a wioska Amiszów? Łał :)
OdpowiedzUsuńPozdrawiam Paweł
Przyznam się teraz, że po cichutku czekałam na tekst o amerykańskich Amiszach, od kiedy napisałam u siebie o tych holenderskich ;) Świetne zdjęcia.
OdpowiedzUsuńJAskinia wygląda pięknie. Może "pocieszy" Cię fakt, że w Holandii dzika natura też jest ucywilizowana i zorganizowana... o ile o dziczy tu wogóle da się mówić :D
Mam nadzieję, że będę miała jeszcze tego lata okazję do odwiedzenia wioski Amiszów na dłużej- wtedy na pewno pojawi się dłuższy post na ten temat i mam nadzieję, że Cię on usatysfakcjonuje :)
UsuńJa już kiedyś u Justyny wspomniałam, ze jest to jedno z moich marzeń, spędzić choć dzień w wiosce Amiszów! Zazdroszcze i to bardzo bardzo. Szkoda, że nie mieliście okazji się zatrzymać na dłużej.
OdpowiedzUsuńMyślę, że jeszcze to nadrobimy :) zapewne w jakiejś innej wiosce, położonej bliżej Chicago, ale na pewno nadrobimy :)
UsuńAmisze to jak... Amisha ha ha. Wspaniały wpis. Bardzo ciekawy. Dzięki !
OdpowiedzUsuńHaha faktycznie, czy chcesz się do czegoś przyznać? :D
UsuńMiejsce, gdzie czas zatrzymał się w miejscu.
OdpowiedzUsuńDziękuje Ci za bloga. Lubię go odwiedzać. Pewnie z resztą widzisz po statystykach, Motywujesz mnie do zwiedzania świata!
Dziękuję Joasiu za te miłe słowa i zapraszam jak najczęściej! :)
UsuńZainspirowałaś mnie do zorganizowania wycieczki do jaskiń! :D Dzięki :D
OdpowiedzUsuńProszę bardzo :)
UsuńJaskinie są cudowne ;) Rok temu miałam okazję być w dwóch w Grecji, jeśli kiedykolwiek miałabym okazję zobaczyć inne na pewno nie zawahałabym się ani chwili :)
OdpowiedzUsuńJa też z chęcią powtórzylabym taką wizytę w innych jaskiniach! A już całkiem marzy mi się dzika penetracja jaskini :)
UsuńBylam w tej jaskini. Podobala mi sie. Zachecam jednak do zwiedzenia jaskini OHIO CAVERNS na poludniu OHIO. Perelka.
OdpowiedzUsuńDziękuję za sugestię! Jeśli tylko będziemy kiedykolwiek w okolicy, to na pewno tam zajedziemy!
UsuńKilka tygodni temu byłam na wystawie traktorów gdzieś w północnej Oklahomie (nigdy mnie traktory nie interesowały, ale cieszę się, że znajomy nas wyciągnął z domu bo naprawdę było ciekawie) i też widziałam Amiszów sprzedających lody. Na pewno były przepyszne, ale był to ostatni niesłychanie zimny weekend i ostatnią rzeczą, o której marzyłam, było coś zimnego ;) Zdjęć nie robiłam, ale mam zamiar wybrać się do ich wioski. Z tego co czytałam to w Oklahomie Amisze mogą mieć traktory (ale takie bez opon chyba, na pewno ma to jakąś profesjonalną nazwę) ze względu na ziemię trudną w uprawie.
OdpowiedzUsuńJaskinie wyglądają przepięknie :) Aż żałuję, że w tym roku pewnie nigdzie nie wyjdziemy, ale robię listę na przyszłe wakacje ;-)
Wystawa traktorów? wow, czego to ludzie nie wymyślą! :D
OdpowiedzUsuńCo do lodów, to najpyszniejsze jakie w życiu jadłam to takie na polskich wiejskich odpustach, robione domową metodą i sprzedawane z kanki na mleko :) Wyobrażam sobie, że te amiszowskie smakują podobnie... i wielkie dzięki za narobienie mi ochoty! :P
Jak przez cały rok bedziesz robić listę miejsc wartych odwiedzenia, to chyba przyszłe wakacje będą całe w podróży, hm? :)
Zobaczymy gdzie będę pracowała ;) Jak tam, gdzie teraz, to spokojnie mogę sobie pozwolić na 1,5 miesiąca wakacji. W planach mamy Polskę (krótko), Włochy i Chorwację. Wielka Brytania to już tradycja, mój ukochany kraj. A jak na razie w planach mamy lot na wschodnie wybrzeże i powrót samochodem do Oklahomy. Nie wiem jak to będzie, bo podróżować będziemy z psem więc zależy od jej ochoty na współpracę (lot do Stanów przebiegł dość spokojnie biorąc pod uwagę fakt, że z powodu mojego pierwszego przylotu do USA na zieloną kartę nie widziała trawy jakieś 18 godzin).
OdpowiedzUsuńA co do lodów - mieli je robione w tradycyjnej drewnianej maszynie, co prawda nie kręcona ręcznie, ale i tak wyglądała dość antycznie :)