5/28/2017

Jak wygląda studiowanie online i czy warto?

      System polskiej i amerykańskiej edukacji wyższej to dwa różne światy. Zaczynając od rozkładu zajęć, przez podejście profesorów do studentów, aż na opłatach za szkołę kończąc. O niektórych zagadnieniach wspominałam już nieco we wcześniejszych postach z kategorii edukacja w USA. Dziś natomiast postanowiłam opowiedzieć trochę o moich doświadczeniach z edukacją online, której w minionym semestrze miałam okazję zaznać po raz pierwszy. Uprzedzam, że będzie to dość długi post, ale zależało mi, by jak najbardziej wyczerpać temat. Oczywiście, jeśli coś budzi Wasze wątpliwości- pytajcie.
       Jak wiecie z wcześniejszych postów, w Stanach Zjednoczonych studiuję kierunek paralegal. Nie jest to wciąż zawód popularny w Polsce, a możliwe również, że osoby nie obracające się w kręgach prawniczych słyszą tę nazwę po raz pierwszy. Mówiąc w skrócie, paralegal jest to na przykład asystent adwokata, tworzący dla niego pisma procesowe, wspomagający pracę kancelarii asystujący w różnych codziennych obowiązkach kancelarii. Paralegal  może być również zatrudniony w sądach, urzędach i tym podobnych instytucjach. Jednak nie o zawodzie paralegal chciałam dziś pisać, a o studiowaniu online z mojej perspektywy. Przy okazji podkreślam, że dzisiejszy post powstaje w całości w oparciu o moje własne doświadczenia. Może się więc zdarzyć, że na innej uczelni, na innym kierunku, czy też w innym stanie, sytuacja będzie się nieco różnić.


      Zanim przejdę do samego studiowania online, jeszcze kilka zdań tytułem wstępu, w szczególności dla osób, które nigdy wcześniej nie spotkały się z tematem amerykańskiej edukacji wyższej. Otóż w Ameryce jest tak, że student sam sobie ustala plan zajęć. Oczywiście, dla ukończenia danego kierunku wymagane jest zaliczenie pewnej puli konkretnych przedmiotów, ale student samodzielnie może sobie rozplanować ile i jakie przedmioty chce w danym semestrze studiować.  Zazwyczaj przedmioty dzielą się na dwie grupy: general education oraz przedmioty zawodowe. W moim przypadku, do uzyskania tytułu associate wymaganych było 8 przedmiotów z grupy general education (np. angielski, informatyka) oraz 13 przedmiotów zawodowych (np. prawo rodzinne, prawo karne). W minionym semestrze postanowiłam trochę przyspieszyć moją edukację i zapisałam się aż na sześć przedmiotów, z czego trzy (informatykę, nauki społecznie i francuski) zdecydowałam się studiować online- głównie dla oszczędności czasu. 

JAK WYGLĄDA STUDIOWANIE ONLINE?

     W przypadku mojego kierunku sytuacja wygląda tak, że jedynie niektóre przedmioty z grupy general education można studiować w trybie online. Mimo wszystko, jest to duże ułatwienie. Przez cały semestr komunikujemy się z nauczycielem i innymi studentami w naszej grupie, a także oddajemy wszystkie zadania, rozwiązujemy quizy i egzaminy przez Internet, a konkretnie przez system blackboard, czyli uczelniany portal, gdzie każdy student ma swoje konto. Obiło mi się o uszy, że zostało to również wprowadzone w Polsce. Czasem może zdarzyć się tak, że nauczyciel będzie wymagał, by któryś z egzaminów napisać na uczelni- w tym celu trzeba zapisać się na konkretny termin i egzamin napisać przy komputerze w wyznaczonej sali. Wszystkie inne egzaminy roziwązuje się z domu i siłą rzeczy są to egzaminy "open book, open notes", czyli można korzystać z wszelkich pomocy naukowych. Przeczuwając pytania odpowiem- tak, w praktyce rodzi to pole do nadużyć; na przykład ktoś inny może rozwiązać za Was test, co oczywiście nie jest oficjalnie dozwolone. Sam proces studiowania wygląda tak, że na każdy tydzień zadana jest porcja materiału, którą student musi przestudiować samodzielnie, a następnie wykonać zadaną aktywność dotyczącą "przerobionego" materiału, np. napisać esej, rozwiązać quiz, czy wypowiedzieć się na tablicy dyskusyjnej. Dodam jeszcze, że studia w Ameryce różnią się od tych w Polsce także pod względem rozkładu materiału. Podczas gdy w Polsce zazwyczaj jedyna ocena to ocena z egzaminu końcowego z danego przedmiotu, to w Ameryce pracuje się przez cały semestr i zdobywa się punkty, z których potem wyliczana jest ocena końcowa. Punkty zyskuje się na przykład przez odrabianie cotygodniowych zadań, pisanie quizów i egzaminów, aktywność, itp. W przypadku przemiotów online, zazwyczaj ma się tydzień na ukończenie konkretnego zadania, a potem punkty przepadają. Ciekawą sprawą w przypadku studiowania online są tak zwane live sessions, czyli sesje na żywo z nauczycielem. W moim przypadku z każdego przemiotu były trzy takie sesje: na początku semestru, w środku, i tuż przed egzaminami końcowymi. Podczas takich spotkań nauczyciel zazwyczaj rozwiewa wątpliwości techniczne, ale także omawia problematyczne zagadnienia, jeśli jest taka potrzeba. Sesje są nagrywane i studenci, którzy nie mogli w nich uczestniczyć, mogą je odtworzyć w dogodnym dla siebie czasie.



JAKIE SĄ PLUSY STUDIOWANIA ONLINE?
  • Oszczędność czasu
     Jak wspomniałam, moim głównym motywem do studiowania online była oszczędność czasu. Oczywiście, od profesorów usłyszycie, że tak wcale nie jest, i że na klasy online poświęca się tyle samo czasu co na tradycyjne studiowanie. Moim zdaniem to nie jest prawda, szczególnie jeśli ktoś potrafi się dobrze zorganizować.
  • Synchronizacja 
Ważnym plusem dla mnie jest również możliwość wykonywania zadań w wygodnym dla nas czasie. Mam wolne popołudnie? Super, zrobię quiz. A w sobotę napiszę esej. Ważne jedynie, by wszystkie zadania oddać w wyznaczonym terminie. Przy dużej aktywności taka swoboda jest naprawdę dużym ułatwieniem..
  • Możliwość prześlizgnięcia się po materiale
Jest to plus szczególnie w przypadku przemiotów, które zbytnio nas nie interesują, a są wymagane przez program, czyli w rzeczywistości- większość przedmiotów general education. Podam Wam przykład, jak to wyglądało u mnie w przypadku nauk społecznych (social science). Generalnie dziedzina jest interesująca, ale nie miałam ochoty zagłębiać się w nią akurat w tym momencie i w takim trybie, więc sprowadziło się do tego, że właściwie w ogóle nie czytałam podręcznika, a jedynie wyszukiwałam odpowiedzi na pytania w quizach albo czytałam tylko te podrozdziały, do których odwoływał się temat zadanego eseju. Reszta pozostała nieruszona, co nie przeszkodziło mi skonczyć z oceną A.

JAKIE SĄ MINUSY STUDIOWANIA ONLINE?
  • Nauczyciele są często bezużyteczni 
Często, ale nie zawsze. Na moje trzy przedmioty online, tylko jeden nauczyciel (od francuskiego) był szczerze zaangażowany i bardzo pomocny. Szczerze mówiąc, był to jeden z lepszych nauczycieli jakich kiedykolwiek miałam. Natomiast nauczycielki od nauk społecznych i informatyki były całkowicie bezużyteczne, a wręcz tylko wprowadzały chaos. Na emaile z pytaniami odpowiadały tendencyjnymi regułkami typu kopiuj-wklej, zmieniały terminy oddawania zadań, mieszały daty i zakres egzaminów, nie oceniały części zadań, ale za to co chwilę zadawały coś ponadprogramowego. Szczerze mówiąc, momenatmi solidnie wyprowadzały mnie z równowagi. Wierzcie mi, w amerykańskim systemie coś takiego ta raczej wyjątek od reguły.
  • Mniejsze zrozumienie tematu
Jak napisałam w zaletach, studiowanie online pozwala nieco prześlizgnąć się po materiale. W moim przypadku był to plus, gdyż owe przemioty chciałam jedynie zaliczyć i mieć z głowy. Jednak gdyby były to ważne dla mnie przemioty, a trafiłyby się takie nauczycielki jak opisywałabym powyżej, to byłby to jednak problem.
  • Dużo bezsensownych zadań
Wspomniałam wcześniej, że w Ameryce na ocenę końcową pracuje się cały semestr, wykonując cały szereg zadań. I to jest generalnie okej, bo wspomaga systematyczność i pomaga zrozumieć temat. Problem pojawia się, gdy tych zadań jest za dużo, a ich jedynym celem jest zabranie czasu. Nie miałam tego problemu nigdy przy regularnym trybie studiowania, natomiast w trybie online tych bezsensownych zadań namnożyło się jak nigdy. To takie "zapchajdziury", żeby było z czego wystawić ocenę. Niekoniecznie są to trudne zadania, ale zazwyczaj czasochłonne, co przy moich sześciu przedmiotach było sporym utrudnieniem i powodem do frustracji. Na przykład, weźmy na tapet znów nauki społeczne. Po każdym rozdziale należało odpowiedzieć na jedno z pytań. Odpowiedź była w formie krótkiego eseju, na 500-800 słów, i zamieszczona miała być na tablicy dyskusyjnej na blackboard. I to jeszcze było nawet sensowne (pomijając fakt, że większość esejów nigdy nie doczekała się oceny). Problem był taki, że następnie należało odpowiedzieć na eseje dwóch innych osób. Były osoby, które się wczuwały, ale najczęściej owe odpowiedzi wyglądały tak:

 Czyli zero treści. Jedna odpowiedź dopasowana do każdego możliwego eseju. Wcale mnie to nie dziwi, sama tak robiłam z braku czasu. A czasem też dlatego, że Amerykanie (przynajmniej ci studenci, z którymi miałam do czynienia) fatalnie piszą. Czasem trudno się domyślić, co mają na myśli, a o błędach językowych już nie wspominając. Co szczerze mówiąc podniosło mnie trochę na duchu, bo wyszło na to, że jako imigrantka nie mam się czego wstydzić przy rodowitych Amerykanach :)

Podsumowując, jestem zadowolona z decyzji studiowania kilku przedmiotów w trybie online. Przede wszystkim zaoszczędziło mi to sporo czasu i pozwoliło połączyć szkołę z innymi obowiązkami. W moim przypadku tryb online sprawdził się bardzo dobrze, a zalety górowały nad wadami tego systemu. Nie polecam tego jednak osobom, które mają problem z organizacją czasu, prokrastynacją, czy motywacją. 


Dajcie znać, czy interesuje Was tematyka edukacji wyższej w USA. 
Jeśli tak, to może macie jakieś konkretne pytania?
 Postaram się pomóc!



4 komentarze:

  1. Przede wszystkim ogromne brawa za opanowanie jezyka angielskiego na bardzo dobrym poziomie. Studiowanie on-line nie jest latwe, wymaga ton samo-motywacji (pisalam moj pierwszy francuski dyplom troche "on-line" i pamietam, ze byly chwile, kiedy chcialam sie poddac:)) dlatego - wielki szacun.

    OdpowiedzUsuń
    Odpowiedzi
    1. Z tym bardzo dobrym poziomem to tak różnie bywa, ale i tak dziekuję :) a z samomotywacją się zgadzam- przy studiowaniu online potrzeba jej jeszcze więcej, niż przy tradycyjnym trybie ;)

      Usuń
  2. Mój mąż studiował online i nawet był zadowolony. No cóż, z powodu pracy nie miał innych możliwości. Ale rzeczywiście nauczyciele to inna sprawa- jedna nauczycielka nawet nie umiała pisać w wordzie i pisała do uczniów w paincie, literka po literce! Na szczęście jej głównym zadaniem było mówienie do uczniów!
    Ja sama chodziłam na kurs katalońskiego online i niestety nie szło mi zupełnie...

    OdpowiedzUsuń
    Odpowiedzi
    1. Pisanie w Paincie? U nas tego jeszcze nie grali :D aczkolwiek moja nauczycielka od informatyki też zdecydowanie powinna wziąć sama kilka lekcji...
      Co do kursów językowych online to wydaje mi się, że jest tu zupełnie inna para kaloszy. Sama brałam teraz francuski online, ale kiedyś już miałam spory kontakt z tym językiem, więc zdecydowanie było mi łatwiej. Jednak szczerze współczuję osobom, które właśnie w trybie online zaczynają swoją przygodę z tym językiem. Ćwiczenia online to jedno, ale jednak żywa interakcja z profesorem, który na bieżąco będzie poprawiał błędy i wymowę, jest moim zdaniem niezastąpiona.

      Usuń

Copyright © 2016 Pamiętnik Emigrantki , Blogger