4/04/2017

Wielkanoc po amerykańsku

     Stany Zjednoczone w swej idei są państwem laickim. Wielkanoc jest tu wprawdzie obchodzona, ale na wiele mniejszą skalę niż w Polsce. Amerykanie raczej nie poszczą, nie mają rekolekcji, nie przygotowują specjalnych potraw, ani tym bardziej nie wiedzą nic o święconce czy Lanym Poniedziałku. Mimo wszystko, jest tu kilka ciekawych tradycji, w większości o europejskim podłożu (głównie niemieckim), które dało się skomercjalizować (a jakże!) i dostosować do jankeskich warunków. Zapraszam Was na krótkie zestawienie owych amerykańskich, wielkanocnych zwyczajów.


Egg hunt

Zazwyczaj w ciągu dwóch tygodni poprzedzajądzych Wielkanoc, w szkołach, parafiach, parkach czy centrach handlowych organizowane są dla najmłodszych tzw. Egg hunts, czyli poszukiwania jajek. Zabawa ta polega na tym, że na wyznaczonej przestrzeni poukrywane są kolorowe jajka, zwykle plastikowe bądź czekoladowe, a dzieci mają za zadanie odszukać je i zebrać do swoich koszyków. Zazwyczaj wygrywa dziecko, które uzbiera najwięcej jajek albo które znajdzie największe bądź najmniejsze jajo. Czasami polem do zabawy jest całe miasteczko! Na przykład w 1985 roku miasto Homer w stanie Georgia trafiło do Księgi Rekordów Guinessa, gdy w tej 950-osobowej społeczności ukryto 80 tysięcy jajek!

fot.
Jeśli mieszkacie w Chicago bądź okolicach, listę Egg hunts w okolicy znajdziecie TUTAJ.


Easter Egg Roll

Easter Egg Roll to coroczne wydarzenie organizowane przez Biały Dom w wielkanocny poniedziałek. Zabawa polega na tym, że dzieci przy pomocy łyżek toczą kolorowe jajka wzdłuż ogrodu prezydenckiego. Które pierwsze dotrze do mety- wygrywa. W wydarzeniu bierze udział także prezydent Stanów Zjednoczonych, a całą zabawę często uświetniają koncerty zaproszonych artystów. Tradycja kultywowana jest od 1878 roku i przyznam, że badzo podoba mi się takie bratanie się prezydenta ze "zwykłymi" dziećmi. Jak dostać się na imprezę? Trzeba wziąć udział w internetowej loterii! 

fot.
Więcej o tegorocznym Easter Egg Roll TUTAJ.


Easter Tree

Wielkanocne drzewka przybyły do Ameryki z Niemiec, a wiem że i w Polsce stają się powoli coraz bardziej popularne. Jest to rodzaj dekoracji, który może obejmować zarówno drzewa czy krzewy w ogrodzie, jak i domowe stroiki wykonane ze świeżych gałązek czy też ze sztucznych elementów. Ważne, żeby wisiały na nich kolorowe jajka! Co ciekawe, Amerykanie dekorują drzewka nie tylko na Boże Narodzenie czy Wielkanoc, ale także na inne święta, na przykład... Halloween!

fot.1 fot.2 fot.3

Peeps

Peeps to tradycyjne, wielkanocne słodycze zazwyczaj w kształcie kurczaków lub królików, wykonane z popularnych amerykańskich pianek marshmallows. Dla mnie zazwyczaj za słodkie, ale jak widzę takie w kształcie jajek, oblane czekoladą i zapakowane w tradycyjne wytłoczki do jajek, to nie mogę się oprzeć pokusie. Jeśli wierzyć internetowi, każdego roku produkowane są 2 miliardy tych łakoci, z czego 75% specjalnie na Wielkanoc. Co również ciekawe w temacie słodyczy- Wielkanoc jest drugim (zaraz po Halloween) świętem pod względem liczby sprzedawanych słodkości.

fot.

Easter Parade

Jak już niejednokrotnie stwierdzałam na blogu, parady to specjalność Amerykanów- organizują je dosłownie na każdą możliwą okazję! Nie mogłoby się więc obyć także bez parady wielkanocnej. Największa i najbardziej znana odbywa się w Nowym Jorku (w tym roku 16 kwietnia) i przechodzi przez 5th Avenue. Parada nie ma znaczenia religijnego, jest raczej pretekstem do zabawy i... założenia gustownego bądź zabawnego nakrycia głowy!

fot.1 fot.2 fot.3 fot.4

Jak widzicie, amerykańskie tradycje wielkanocne niewiele mają wspólnego z religią, a raczej z zabawą i wspólnym spędzaniem czasu. Jak dla mnie ogólnie super, choć i tak żadne 'peepsy' nie zastąpią prawdziwego, babcinego żurku, a żadna parada Lanego Poniedziałku. I czasem nachodzi mnie, Polkę, taka refleksja, ze to niesamowicie dziwne, że większość świąt, uroczystości i zwyczajów pozbawiona jest w Ameryce jakiejś takiej głębi i większego znaczenia. Bo wiadomo, w Polsce każde święto to czas refleksji, a symbolika jest tak bogata, że mało kto ją całą ogarnia. W Ameryce liczy się zabawa. I sama nie wiem, czy któraś opcja jest lepsza od drugiej, może właśnie ta inność i różnorodność jest fajna i potrzebna?

A jak Wam się podobają amerykańskie zwyczaje wielkanocne?

Jesteś ciekaw, jak wygląda oryginalny obraz? Pisałam o nim TUTAJ. (fot.)

21 komentarzy:

  1. Bardzo fajny post! Podobają mi się te amerykańskie zwyczaje, są takie "otwarte" i integrujące :) byłoby super wziąć udział np. w takiej paradzie wielkanocnej!
    Pozdrawiam :)

    OdpowiedzUsuń
    Odpowiedzi
    1. Mnie najbardziej kusi ta impreza w Białym Domu, ale żeby się tam dostać, najpierw muszę mieć dziecko :)

      Usuń
  2. Najbardziej podobają mi się te jajkowe drzewa- są prześliczne!!!
    Rzeczywiście szkoda, że nie ma głębi i wszystko jest nastawione jak zwykle na sprzedaż- wydaje mi się, że wynika to z tego że na przestrzeni lat w USA było tak wiele tradycji z różnych kultur, że jakoś wszyscy się pogubili :P
    U nas co ciekawe w Hiszpanii prawie w ogóle nie sprzedają Wielkanocnych pierdółek typu zajączki, jajeczka i trochę tak smutno...

    OdpowiedzUsuń
    Odpowiedzi
    1. Też mam wrażenie, że multukulturowość ma w tym swój udział. W końcu są tu ludzie z całego świata, każdy ze zwyczajami ze swojego kraju czy kultury, choćy się chciało, nie da się we wszystko zagłębić na tyle, by szczerze przeżywać. Ale przynajmniej jest kolorowo :)
      A z Hiszpanią to mnie szczerze zaskoczyłaś!

      Usuń
  3. Lany Poniedzialek jest znany i co roku organizowany w Buffalo nad Niagara, tam mieszka duzo Polakow i to oni organizuja co roku te impreze. Nigdy nie widzialam, ale slyszalam od Tatka i kiedys nawet przywiozl nam wycinek z lokalnej gazety na ten temat. Nie wiem tylko skad sie tam wzial zwyczaj smagania kobiet wierzbowymi witkami po nogach. Ja o takim zwyczaju w Polsce nigdy nie slyszalam, no chyba, ze to bylo z 500 lat temu, a tamtejsi Polacy ciagle kultywuja ten zwyczaj.

    Mnie oczywiscie odpowiada Wielkanoc w takim okrojonym wymiarze, bo tak naprawde to swieta mnie co raz bardziej mecza:))

    OdpowiedzUsuń
    Odpowiedzi
    1. Kiedyś widziałam film z tej imprezy w Buffalo, fajnie że nasi się tak zorganizowali :) Ale nie wydaje mi się, żeby Amerykanie, którzy nie są z tamtych okolic albo nie mają styczności z Polakami coś wiedzieli o tym dniu. Przynajmniej jak pytałam moich znajomych to nie wiedzieli nic ani o Lanym Poniedziałku, ani o święconce, a jak spytałam ich o jakieś tradycyjne potrawy, to usłyszałam, że szynka. Więc słabo się bawią :D Co do wierzbowych witek, to z tego co pamiętam, od tego zwyczaju pochodzi człon "śmigus". Choć zwyczaj faktycznie stary i zapomniany, nie wiem czy nawet nasze babki się tak bawiły ;)

      Usuń
    2. Smaganie witkami to chyba nawet w Chlopach opisane?
      U nas nie ma Swieconki, czyli od 30 lat "nieswiecone" jemy, i tez sie da. Ok, w koszyczku sa jedynie jajka..;) pamietam, ze w Polsce dawalo sie jeszcze chleb, wedline, chrzan, sól, i tego niezapomnianego baranka z cukru.

      Usuń
    3. Lucy, swieconka jest chyba w kazdym polskim kosciele. Ale ja tez od ponad 30 lat jem nieswiecone i przyznaje, ze smakuje tak samo:)) Nigdy nie mieszkalam w poblizu polskiego kosciola, to raz, a dwa to jakos "wypisalam" sie z wiary:))

      Paulino, oczywiscie, ze Amerykanie mieszkajacy poza Buffalo nie znaja i nigdy nie slyszeli. Moj maz urodzil sie i wychowal w Buffalo, Tesciowie tez mieszkali tam prawie cale zycie. Tylko czesc rodziny meza ze strony ojca wyprowadzila sie do Kalifornii, a tesc i jego starszy brat zostali w Buffalo byli wtedy ciagle mlodymi singlami do wziecia:)))
      Rodzina Tesciowej to w sumie tzw. rodzina przechodnia z Kanady do US i z powrotem. Mieli obywatelstwo obu krajow i prawo do zamieszkania tak po jednej jak i drugiej stronie granicy. Ale to byly dawne czasy, ktore juz niestety nie wroca:(( a szkoda.

      Usuń
    4. Tez pamietam cos o tych witkach i smaganiu w niektorych rejonach Polski, i jakos tak w latach 80-tych, czyli troche juz po "Chlopach"! Moja babcia wkladala do koszyczka jeszcze kawalek babki, ale mysle, ze ludzie wkaldaja co chca. Tutaj "Polskiego" kosciola nie ma, co zreszta mnie osobiscie roznicy nie robi bo nie obchodze swiat religijnie wiec ani nie poszcze, ani nie swiece (co mnie w Polsce zawsze przerazalo, ha ha). Podejrzewam, ze wieksze skupisko Polonii byloby w Nashville, to moze tam trzeba jechac jakby sie chcialo swiecic.

      Usuń
  4. Z tą laicyzacją wśród Amerykanów nie sposób się nie zgodzić, aczkolwiek z własnego doświadczenia wiem, że w Chicago, głownie dzięki Polonii, "nasze" tradycje są mają się dobrze. Główną zasługą takiego stanu rzeczy jest fakt, że prawie połowa lokalnego kleru to właśnie Polacy, także ze święconką, nabożeństwami i Wielkanocą jako przeżyciem duchowym nie ma większego problemu. Ba, nawet udaje się tym zarazić niektórych lokalsów, więc nie jest jeszcze tak tragicznie, przy czym takie cuda to tylko w silnych skupiskach polonijnych.

    OdpowiedzUsuń
    Odpowiedzi
    1. To fakt, też mam wrażenie, że w Chicago z tą Wielkanocą jest bardziej "po polsku". Ostatnio widziałam nawet, ze ulicami Chicago szła polska droga krzyżowa. Ale z drugiej strony nie mam za bardzo porównania do innych miast w USA.

      Usuń
  5. jak dla mnie jedyną paradą wielkanocną powinna być procesja rezurekcyjna, reszta to kpina z tego najważniejszego dla Chrześcijan święta
    masówka przy "święcokach" to szczyt kultu Bożego przy tym, co tu czytam :(

    smutno

    OdpowiedzUsuń
  6. Lubię poczytać o zwyczajach w innych krajach :D Wielkanoc to fajne radosne święto :) P.s też nie lubię tych pianek, kiedyś miałam okazję jeść tych z Ameryki i pamiętam że strasznie mi nie smakowały

    OdpowiedzUsuń
    Odpowiedzi
    1. Dla mnie są zwyczajnie za słodkie. Ale te tradycyjne "marshmallows", pieczone w ognisku, są przepyszne :) Choć w tradycyjnej wersji- z herbatnikami i czekoladą- są dla mnie lekkim, kalorycznym i cukrowym przegięciem :)

      Usuń
    2. Jak potrzeba mi bomby cukrowej to sobie wrzucam miniaturowe marshmallows do kawy... Zdarza sie to dwa trzy razy do roku bo inaczej za czesto! Pieczone jednak wygrywaja.

      Usuń
  7. Trafne spostrzeżenia! Myślę, że te wielkanocne amerykańskie zabawy są w takiej formie, by integrować wszystkich chętnych bez względu na wyznanie czy pochodzenie.
    Pozwolę sobie uzupełnić parę szczegółów.
    Wielkanoc to święto obchodzone przez Kościoły chrześcijańskie. Jeśli chcemy przyjrzeć się Wielkanocy obchodzonej religijnie w Kościele rzymskokatolickim w USA, to uroczystości te wyglądają podobnie jak w Kościele katolickim w Polsce, są jedynie prowadzone oczywiście w języku angielskim. Uroczystości Triduum Paschalnego (ang.: The Sacred Triduum) obejmują: Wielki Czwartek (Holy Thursday), Wielki Piątek (Good Friday), Wielką Sobotę (Holy Saturday) i posiadają te same elementy w USA jak w Polsce: Wielki Czwartek - Msza Wieczerzy Pańskiej (Mass of the Lord's Supper ), Wielki Piątek - Droga Krzyżowa, Liturgia Męki Pańskiej (Stations of the Cross, The Passion of the Lord). W Wielką Sobotę i w USA jest święcenie pokarmów w parafiach katolickich (Blessing of Food Baskets) i przebiega jak w Polsce [jest to zwykle wyznaczone jedno spotkanie na daną godzinę w parafii].
    Mieszkałam w kilku różnych stanach i zawsze w okolicy można znaleźć amerykański Kościół katolicki. Co mnie zaskoczyło to, że Amerykanie na święcenie pokarmów przynoszą dosłownie dużo jedzenia: całe opakowanie jajek, cały bochenek chleba, całe ciasta, zapakowane mięso itd. w koszykach dużych rozmiarów. W Polsce zawartość koszyczków wielkanocnych jest raczej symboliczna. Ale to potwierdza tylko jeszcze bardziej, wszakże USA słynie z dużych opakowań produktów.
    Co do kwestii dni wolnych od pracy w czasie Wielkanocy to już specyfika USA. Z drugiej strony nie ma dni wolnych w USA w czasie świąt żydowskich, hinduskich, islamskich itd. Zwykle dzieci w szkołach podstawowych i średnich mają niektóre dni wolne.
    W amerykańskim Kościele wyznania katolickiego można w taki sam sposób uczestniczyć w świętach i przyjąć wszystkie sakramenty: chrzest, pierwszą komunię, bierzmowanie, czy ślub. Jednocześnie rozumiem i barierę językową oraz nostalgię na emigracji, czy chęć udziału we mszy świętej w języku ojczystym.
    Pozdrawiam serdecznie! Gosia

    OdpowiedzUsuń
    Odpowiedzi
    1. Gosiu, bardzo dziękuję za to uzupełnienie! Przyznaję, że zaskoczyłaś mnie ze święconką- pytałam o nią kilku moich amerykańskich znajomych i nikt nie wiedział o czym mówię :) Ale najwyraźniej pytałam nie tych, co trzeba :)

      Usuń
  8. Tak Amerykanie obchodza swieta glownie na zabawach i rozdawaniu prezentow .....choc nie wszyscy. Tak tez mozna. Ja z moim mezem obchodzimy Swieta Wielkanocne tradycyjnie jak nasi rodzice .....swieconka, modlitwa, sniadanie wielkanocne ze znajomymi. Super by bylo spedzic Swieta z rodzinka, ale troche daleko. ;-)
    Zdrowych i pogodnych Swiat Wielkanocych dla Ciebie. ;-)

    OdpowiedzUsuń
  9. Szukanie jajek jest też nierozerwalnie związane z Niedzielą Wielkanocną w Austrii. Dzieciaki robią to jednak tylko po śniadaniu wielkanocnym. Pewnie zazdroszczą amerykańskim dzieciakom ;)
    Pozdrawiam serdecznie. Spokojnych Świąt :)

    OdpowiedzUsuń
  10. Bardzo ciekawe zwyczaje, napewno fajne dla dzieci :D zupełnie inaczej niż u nas ;)

    OdpowiedzUsuń

Copyright © 2016 Pamiętnik Emigrantki , Blogger