5/19/2018

Co z tą bronią?

     Kiedy zaczynam pisać ten post, Ameryka znów jest w żałobie. W miejscowości Santa Fe w Teksasie doszło do kolejnej w tym roku strzelaniny w szkole w USA. Sprawcą był prawdopodobnie jeden z uczniów, który w piątkowy poranek postanowił dokonać zbrodni. Na chwilę obecną nie znamy jeszcze zbyt wielu szczegółów- wiadomo jedynie, że strzelanina przyniosła co najmniej osiem ofiar śmiertelnych. Raptem kilka miesięcy temu, w lutym, podobna tragedia rozegrała się w miejscowości Parkland na Florydzie. Wówczas sprawca, również młody człowiek, zabił siedemnastu licealistów. Była to jedna z najtragiczniejszych szkolnych strzelanin w historii USA. W zeszłym roku, w październiku, strzelec otworzył ogień do tłumu zgromadzonego na festiwalu muzycznym w Las Vegas. Prawie sześćdziesiąt osób zginęło, 851 zostało rannych, z czego 422 bezpośrednio wskutek strzałów, umieszczając tym samym masakrę w Las Vegas w czołówce najkrwawszych masowych strzelanin w historii USA.


     Przykładów strzelanin w Stanach Zjednoczonych można by mnożyć i mnożyć. O niektórych z nich jest głosniej, o niektórych mówi sie również poza USA. Do tych wszystkich masowych strzelanin dochodzą też "zwykłe" strzelaniny: pojedyncze strzały oddawane na ulicach miast, porachunki gangsterskie, przemoc domowa, czy dzieci ginące przypadkowo wskutek zabawy niezabezpieczoną bronią rodziców. W związku z tymi niezliczonymi tragediami w Ameryce trwa niesłabnąca debata na temat prawa do posiadania broni i restrykcji z nim związanych. Co ciekawe, obie strony barykady jako swój czołowy argument przywołują poczucie bezpieczeństwa: zwolenncy prawa do posiadania broni chcą czuć się bezpiecznie, mogąc obronić się przed napastnikiem przy użyciu broni palnej, natomiast przeciwnicy chcą czuć się bezpiecznie nie martwiąc się o to, że zostaną postrzeleni przez przypadkowego przechodnia.

Uczniowie protestujący przeciwko posiadaniu broni (CNS/Reuters/Kevin Lamarque)
     Co ciekawe, często słyszę dyskusje na temat prawa do posiadania broni także w Polsce. Niestety, często zdarza się tak, że najzażarciej dyskutują osoby, które zarówno o realiach amerykańskiej codzienności, jak i o amerykańskich regulacjach prawnych, nie mają bladego pojęcia. Dziś więc postanowiłam przybliżyć kilka faktów na temat broni palnej w Ameryce. Postaram się nie wdawać natomiast zbytnio w dyskusję ideologiczną, bo w tej kwestii szanuję zdanie każdego i nie zamierzam nikogo przekonywać do stanięcia po jednej czy drugiej stronie barykady.
1. Konstytucja.

     Prawo do posiadania broni było tak ważne dla Amerykanów, że postanowili nadać mu rangę konstytucyjną i jest ono uregulowane w Drugiej Poprawce do Konstytucji USA uchwalonej w grudniu 1791 roku. Przypomnijmy, że były to zupełnie inne czasy niż te, w których żyjemy teraz. Ludność Ameryki dopiero zaczynała jednoczyć się w państwo, a ogromna część populacji żyła na ogromnych farmach, które przecież musiała chronić- przez bandydami, dziką zwierzyną, i pewnie jeszcze wieloma innymi elementami. 

    Dla porównania- był to ten sam rok, w którym w Polsce została uchwalona Konstytucja 3 maja. Tyle tylko, że polska konstytucja przetrwala raptem kilkanaście miesięcy, a amerykańska, uchwalona w 1787, funkcjonuje do dziś i, w ogólnym rozrachunku, ma się całkiem nieźle.

    Oczywiście dziś czasy są już inne. Ameryka posiada służby bezpieczeństwa i instrumenty prawne i przeciętny obywatel nie musi już wyciągać strzelby czy rewolweru, by rozwiązać konflikt z sąsiadem. Mimo że diametralnie zmieniła się amerykańska rzeczywistość, prawo do posiadania broni wciąż widnieje w konstytucji. Dlaczego? Moim zdaniem przyczyny są co najmniej trzy. Po pierwsze, jest to kwestia tradycji i przyzwyczajenia. Amerykanie zwyczajnie wychowali sie w "kulturze posiadania broni" i jest to dla nich na tyle codzienne zjawisko, że nie widzą powodu, by cokolwiek zmieniać. Pamiętam w jakim szoku bylam kiedyś, gdy na jednej z amerykańskich grup na Facebooku przeczytałam post jednej z grupowiczek mniej więcej o treści: "Hej dziewczyny, tak się zastanawiam, czy jak wchodzicie do pracy [biurowej], to bierzecie ze sobą broń, czy zostawiacie ją w aucie?". Rozumiecie, pytanie nie brzmiało czy w ogóle posiadacie broń, tylko szło od razu o kilka kroków dalej. Pod postem pojawiło się kilkadziesiąt odpowiedzi, w których inne grupowiczki całkiem normalnie odpowiadały o tym, gdzie trzymają broń, czy zabierają ją do pracy, itd. To dało mi wiele do myślenia na temat różnic między polską a amerykanską rzeczywistoscią w tym zakresie.

     Drugi powód jest równie prozaiczny- konstytucja, jako najważniejszy akt prawny w państwie, jest niesamowicie trudna do zmiany. Amerykańska konstytucja, licząca sobie ponad 230 lat, doczekała się raptem 27 poprawek, z których ostatnia uchwalona została prawie 30 lat temu. Nie wdając się w szczegóły, aby w życie weszła jakakolwiek poprawka do konstytucji, musi zostać ona najpierw zaproponowana przez amerykański Kongres, następnie przegłosowana przez 2/3 Izby Reprezentantow (odpowiednik sejmu) i Senatu, a w końcu zaakceptowana przez 3/4 stanów. Good luck.
 
      I w końcu trzeci  powód, chyba jeszcze mniej zaskakujący, choć silnie powiązany z poprzednim- w Stanach Zjednoczonych działa bardzo silne lobby wspierające prawo do posiadania broni. Są to przede wszystkim producenci broni palnej i najrozmaitsze związki strzeleckie, które przy każdych wyborach wykładają na stół bardzo dużo pieniędzy, by nie utracić swojej pozycji.

źródło: www.opensecrets.org

2. Regulacje na poziomie stanowym.

     O ile samo prawo do posiadania broni ustanowione jest w Konstytucji, a więc na poziomie federalnym, o tyle regulacje dotyczące na przykład pozwoleń, sprzedaży broni czy zasad noszenia jej w miejscach publicznych, należą już do legislatorów stanowych. Oznacza to dokładnie tyle, że realia posiadania broni wyglądają nieco inaczej w każdym stanie. I tak oto w niektórych stanach uznawanych za najbardziej liberalne, np. na Alasce, nie potrzeba posiadać zezwolenia ani na broń krótką, ani długą, broni nie trzeba rejestrować, a po ulicach można chodzić z widoczną bronią. W innych stanach, uznawanych z kolei za najbardziej restrykcyjne, na przykład w Nowym Jorku, wymagane jest pozwolenie na broń krótką, którą także trzeba zarejestrować (nie dotyczy to broni długiej), broń krótka nie może być noszona w widoczny sposób, a ponadto magazynek może być maksymalnie 10-nabojowy. Jeśli jesteście ciekawi, jak sytuacja wygląda w jakimś konkretnym stanie, to polecam zajrzeć na stronę Guns to Carry, gdzie znajduje się bardzo czytelne zestawienie regulacji prawnych ze wszystkich stanów.

3.  Statystyki.
  • Najwięcej ofiar broni palnej to... samobójcy. Jeśli wierzyć statystykom, aż 63% wszystkich ofiar śmiertelnych użycia broni palnej stanowią samobójcy. Kolejne 32% to ofiary zabójstw.
  • Średnio 96 Amerykanów ginie od postrzału każdego dnia. Pamiętajcie, że ok 60% to samobójstwa.
  • W ciągu miesiąca średnio 50 kobiet zostaje zastrzelonych przez swoich bliskich partnerów, a obecność broni w sytuacji przemocy domowej zwiększa ryzyko śmierci kobiety aż pięciokrotnie.
  • Istnieje pewna zależność pomiędzy restrykcyjnym podejściem do posiadania broni palnej, a liczbą ofiar zabitych wskutek użycia broni palnej, co doskonale widać na poniższym schemacie. Na pierwszej mapce im ciemniejszy odcień czerwonego, tym więcej osób ginie od broni palnej. Na drugiej mapce im jaśniej, tym liberalniejsze zasady posiadania broni palnej. Spójrzcie na przykład na Alaskę, Luizjanę czy Montanę- wszystkie trzy stany mają wysoki procent ofiar broni palnej i stosunkowo łagodne przepisy prawne.
  •      Największy stosunek osób zabitych w wyniku postrzału do populacji miasta jest w St. Louis, w stanie Missouri- wynosi 64,9 ofiar na 100.000 mieszkańców. W 2017 roku zostało tam zabitych z broni palnej 205 osób. Według tych samych wytycznych, Chicago plasuje się na 10. miejscu w stanach z 24 ofiarami na 100.000 mieszkańców. W 2017, zginęło tu od postrzału 650 osób.
     Oczywiście, statystyk dotyczących posiadania i użycia broni, strzelanin i ofiar, można znaleźć w Internecie setki. Nie będę ich powielać, chciałam tylko zaznaczyć, że broń w Ameryce to nie tylko masowe strzelaniny i porachunki gangów, ale także sytuacje równie tragiczne, choć dużo bardziej przyziemne i często zapomniane- samobójstwa i przemoc domowa.

***
       W momencie kiedy kończę pisać ten post, wiadomo już nieco więcej o strzelaninie w Santa Fe. Wiadomo, że ofiar śmiertelnych jest co najmniej 10, a sprawcą był siedemnastoletni Dimitrios Pagourtzis, uczeń zdobywający dobre wyniki w nauce, członek kościelnego klubu tanecznego i gracz w szkolnej drużynie futbolowej. Strzelając, oszczędzał osoby, które "lubił".

       Temat prawa do posiadania broni to temat niesamowicie obszerny, trudny i skomplikowany. Nie ma jednoznacznych odpowiedzi na wiele pytań, a do tego często regulacje prawne nie nadążają za rzeczywistością oraz nie gwarantują bezpieczeństwa. Czy Dimitrios posiadał pozwolenie na broń? Na pewno nie, nie ma przecież nawet osiemnastu lat. Skąd więc miał broń? Czy była to niezabezpieczona broń jego rodziców, czy też może nabył ją na czarnym rynku albo pożyczył od starszego kolegi? Czy tej tragedii dałoby się zapobiec przez restrykcyjniejsze zasady posiadania broni palnej? A może raczej trzeba byłoby spojrzeć głębiej, w duszę i rozum Amerykanów? Zbadać ich narodowe problemy psychologiczne? Im dłużej mieszkam w Ameryce, tym bardziej przychylam się do tej drugiej opcji.

      Kiedy jeszcze mieszkałam w Polsce, byłam zdecydowaną przeciwniczką broni. Uważałam, że posiadanie jej przez zwykłych obywateli powinno być zabronione, a już tym bardziej nie powinno się jej trzymać w domu. Potem przeprowadziłam się do USA. Dziś, po kilku latach mieszkania w Chicago, w którym każdego roku dochodzi do kilkuset (!) strzelanin, w tym dokonywanych na przypadkowych osobach, poważnie zastanawiam się nad zrobieniem licencji i kupieniem małego rewolweru. Dalej nie jestem zwolenniczką ani tym bardziej miłośniczką broni palnej, ale niestety realia są takie, że w moim odczuciu nie ma szans na rozbrojenie Amerykanów. I chyba jednak w takich okolicznościach przychylę się do tych, dla których posiadanie broni przynajmniej częściowo zapewnia poczucie bezpieczeństwa. Samonakręcająca się turbina szaleństwa, niestety.


10 komentarzy:

  1. Broń dana człowiekowi wyrządziła wiele krzywd :( Poruszasz bardzo ważny temat. Oby jak najwięcej pokoju na świecie.

    OdpowiedzUsuń
  2. Nie chcę wyjść na rasistę ale patrzenie na ilość broni i ofiar bez zwrócenia uwagi na pochodzenie etniczne sprawców jest nierzetelne. Mogłoby się okazać że gdyby odseparować "pewne" gangi z tych statystyk to wynik byłby porównywalny z Europą? A czy pani zwróciła uwagę dlaczego ten psychicznie chory człowiek mógł w ogóle wyciągnąć broń w szkole i strzelać tak dlugi czas?
    Broń w Londynie jest zakazana, ba- nawet noże są zakazane o co? Mordują się na poziomie NY. Jestem fizycznie słaby, boje się chodzić po "ciemnych" ulicach miasta aby wyjść cało, ale odkąd mam broń czyje sie na równi z tymi karkami spędzającymi pół życia na siłowni i jak wolny człowiek chodzę gdzie chcę. Ban na broń dotyka najsłabszych i uczciwych, tylko i wyłącznie ich

    OdpowiedzUsuń
    Odpowiedzi
    1. Nie wiem jak sytuacja wygląda w całych Stanach, ale dotarłam kiedyś do ciekawego raportu chicagowskiej policji, gdzie obszerne statystyki obejmują także wskaźniki rasowe. Omówiłam go nieco i wrzuciłam link do całego raportu w tym poście: http://za-oceanem.blogspot.com/2014/07/czarny-weekend-w-chicago-i-kilka-sow-o.html

      Usuń
  3. Moj mąż pracował w przerwie prawniczych studiów w policji. Mówi, że najwięcej zabójstw dokonało się z użyciem broni właściciela domu. Jako, że dopiero wczoraj dolecielismy do Polski po 3 dniach podróży wyjaśnię o co mi chodzi bo nie jestem pewna swojego stanu umysłu dzisiaj ;-) włamywacz bierze broń od ofiary i ja zabija. W każdym razie nas dwoje zalicza się do przeciwników broni. Żyjemy w czerwonym stanie więc jesteśmy w mniejszosci. Mam nadzieję, że za kilka lat albo się przeprowadzimy do innego stanu albo wracamy do Europy. Niestety Polska mnie już zawiodła, a nie ma nas tutaj jeszcze całych 24 godzin.

    OdpowiedzUsuń
  4. JaroNewski, patrzenie na ilość broni, ofair i łączenie tego z pochodzeniem etnicznym jest pod względem statystyki nierzetelne. Bo za pochodzeniem etnicznym kryją się inne statystyki i powody...samo pochodzenie etniczne nie jest powoden czy ktoś użyje broni czy nie....trzeba odróżnić korelację od związku przyczynowego... tak jak słynny przykład że można popatrzec na statystki i dojść do wniosku że większa sprzedaż lodow powoduje wzrost liczby morderstw....obie te statystyki są prawdziwe ale to jest tylko korelacja bez związków przyczynowo-skutkowych...bo prawdziwym powodem wzrostu tych obu statystyk (sprzedaż lodow i wzrost morderst) jest wzrost temperatury na zewnątrz...statystka to bardzo dobra rzecz ale trzeba bardzo uwazac jak się ich używa i jakie wnioski wyciąga...podawy wyzej przykad to 'Omitted variable bias' i jest czesto jest uzywany w mediach niestety zeby zaszokowac....to i mowienie o korrelacji jako o zwiaku przyczynowo-skutkowym...

    OdpowiedzUsuń
  5. Bardzo podoba mi się ten artykuł. Jestem pod dużym wrażeniem i będę częściej tutaj wpadać.

    OdpowiedzUsuń
  6. Bardzo podoba mi się ten artykuł. Jestem pod dużym wrażeniem i będę częściej tutaj wpadać.

    OdpowiedzUsuń
  7. Prawo do posiadania broni jest mocno zakorzenione w Amerykanach. Ma to swoje plusy jak i minusy. Tam gdzie broń tam i rozlew krwi.. :(

    OdpowiedzUsuń
  8. Już sama nie wiem co o tym myśleć.

    OdpowiedzUsuń
  9. Musiałabym zamieszkać w Stanach, żeby wyrobić sobie pogląd.

    OdpowiedzUsuń

Copyright © 2016 Pamiętnik Emigrantki , Blogger