11/21/2013

Moja droga do college

    Jak zapewne wiecie z mojego profilu, w Polsce skończyłam studia prawnicze. Fajne studia, bardzo ciekawe, otwierające oczy na wiele rzeczy i na ogół będące dobrym początkiem przyjemnej kariery zawodowej. Problem w tym, że w USA mój dyplom jest praktycznie bez znaczenia. Ok, jest przecież coś takiego jak nostryfikacja.... ale jak niby uznać na przykład polskie prawo cywilne w systemie amerykańskim, zupełnie innym od europejskiego? Jak sami widzicie, prawnicy nie mają ciekawego początku w USA.

    Postanowiłam więc zdobyć amerykańskie wykształcenie. Edukacja wyższa w USA to coś zupełnie innego niż w Polsce! Trochę czasu i nerwów zajęło mi połapanie się w tym systemie, a i tak na wiele pytań wciąż nie znalazłam odpowiedzi. Tak czy inaczej, w styczniu zaczynam swoje pierwsze zajęcia i jestem z tego powodu bardzo podekscytowana :) Myślę, że moja szkoła będzie przyczynkiem do kilku postów o systemie amerykańskiej edukacji, ale dziś postanowiłam Wam opowiedzieć, jak to wszystko zaczęło się w moim przypadku i jakie etapy musiałam przejść do tej pory.



Jaki kierunek?

    Jak wspomniałam, z polskiego wykształcenia jestem magistrem prawa. Nie chciałam, żeby moja pięcioletnia edukacja poszła na marne, poza tym prawo jest naprawdę ciekawą dziedziną, więc postanowiłam iść dalej w tym kierunku. Jest jednak kilka "ale". Przede wszystkim, związanie z prawem nie oznacza dla mnie, że mam być od razu adwokatem czy sędzią. To byłoby dla mnie zdecydowanie zbyt stresujące :) Poza tym, wszystkie studia w USA są płatne, a droga do zawodu adwokata to już w ogóle nie lada wydatek- za same zajęcia mogłoby wyjść $40-60 tys., a do tego dochodzą jeszcze pomoce naukowe itp.. Jako świeżoprzybyła, nie mogę sobie na to pozwolić. Postanowiłam więc zacząć od paralegal- jest to profesja nieznana w Polsce. Paralegal to osoba, którą najprościej można określić jako asystenta adwokata, choć tak naprawdę kompetencje są dużo szersze. Kto ma ochotę przeczytać więcej o tym zawodzie, odsyłam TUTAJ. Większość szkół kształci w tym kierunku na poziomie "associate in applied science", czyli "dyplomowanego specjalisty", jak to znalazłam przetłumaczone na jakiejś stronie :) Wydaje mi się, że jest to po prostu coś pomiędzy naszym polskim technikiem i licencjatem.

A oto jakie przedmioty czekają mnie podczas studiów na kierunku paralegal:



Jaka szkoła?

   Nie jest tajemnicą, że studia w USA to kosztowna zabawa. Owszem, można się starać o różnego rodzaju dofinansowania, stypendia czy kredyty, ale w moim przypadku to akurat nie wchodzi w rachubę. Dlatego zdecydowałam się na community college, czyli rodzaj uczelni wyższej, która kształci przede wszystkim na poziomie associate właśnie, a koszty są dużo niższe niż na zwykłych college czy uniwersytetach.

Jakie koszta?

   Takie, na które można sobie pozwolić, choć wcale nie niskie... W moim przypadku koszt to $89 za tzw. godzinę kredytową (przez godzinę kredytową rozumie się ilość pracy i nauki, jaka czeka studenta- im więcej godzin kredytowych przypada na przedmiot, tym więcej pracy). Wszystkie przedmioty, które mnie czekają są liczone po 3 godziny kredytowe, a więc każdy przedmiot to 2 spotkania w tygodniu po 1,5 h. Do zdobycia dyplomu potrzebuję 63 kredyty- czyli $5 607 + koszty związane z cosemestralnymi opłatami za zapisy i koszty pomocy naukowych. Na szczęście, studia w USA mają ten plus, że idzie się swoim własnym tokiem i w semestrze bierze się tyle przedmiotów, na ile można sobie pozwolić finansowo i czasowo. I jeszcze jedna uwaga- w większości przypadków to, ile płacimy za naszą edukację zależy od tego, w jakim rejonie mieszkamy. Jeśli mieszkamy w dystrykcie szkoły, stawka jest najniższa. Ja się na szczęście kwalifikuję :) Jeśli jesteście spoza dystryktu- płacicie więcej, a jeżeli jesteście z zagranicy- liczcie się z 3 razy większym kosztem!

Co przed rozpoczęciem studiów?

    Wydaje mi się, że formalności związane z rozpoczęciem edukacji różnią się w zależności od uczelni. U mnie wyglądało to tak:
    Wszystko zaczęło się od pokoju L131, gdzie poinformowano mnie, że jako że nie mam wcześniejszej edukacji w USA, będę musiała podejść do tzw. placement test, czyli testów wstępnych. Ale najpierw, muszę zapisać się na "orientation", czyli spotkanie informacyjne dla przyszłych studentów.
    W sobotę rano wybrałam się więc na orientation. Myślałam, że będzie to strata czasu, no bo przecież jedne studia już skończyłam, to przecież wiem o co chodzi, co nie? Otóż, myliłam się. Prawie 2 godziny spotkania minęły mi bardzo szybko. To naprawdę niesamowite, jak różni się podejście do studentów w Polsce i USA. W Polsce zaczynając studia jest się zdanym praktycznie tylko na siebie. Może starszy kolega coś podpowie co i jak, bo przecież od pań w dziekanacie raczej za dużo się człowiek nie dowie. Natomiast podczas orientation krok po koku wytłumaczony jest cały system studiów, co i jak załatwić, jak starać się o pomoc finansową, na co zwracać uwagę, a nawet... jak liczyć średnią! A w razie gdyby ktoś czegoś nie zrozumiał, to dostaje jeszcze taki oto zestawik:



    Po odbyciu orientation, można już udać się na testy. Ogólnie testy są 3: z matematyki, pisania i czytania. Mnie udało się na razie pominąć matematykę, ale niestety chyba przyjdzie i na mnie czas ;/ Natomiast jeśli chodzi o testy z angielskiego, to "writing" polega na tym, że dostaje się krótki tekst na jakiś temat i następnie na podstawie przeczytanego tekstu i własnych przemyśleń należy napisać rozprawkę. Mnie akurat trafił się tekst o badaniach naukowych dotyczących tego, czy rywalizacja faktycznie dobrze wpływa na wyniki osiągane przez dzieci w nauce czy sporcie. "Reading" to natomiast zwykłe czytanie ze zrozumieniem- ma się kilka krótkich tekstów na różne tematy i do każdego z tekstów dołączonych jest kilka pytań testowych.
   Placement tests były czymś, czego obawiałam się najbardziej, ponieważ wciąż nie mam zaufania do swojego angielskiego i wiem, że wiele mi jeszcze brakuje. Spodziewałam się, że zostanę zakwalifikowana na któryś niższy poziom i najwyżej stracę semestr czy dwa na wyrównanie braków. Ale na testach starałam się jak tylko mogłam, co skończyło sie tym, że po prawie 3 godzinach wyszłam kompletnie wykończona umysłowo :P
    Jak się jednak okazało, warto było, ponieważ udało mi się zakwalifikować na poziom 101, czyli "poziom koledżowy", który wlicza się do moich przedmiotów kursowych :)

A tak wygląda formularz z wynikami:


    Mając już wyniki testów, można udać się na spotkanie z doradcą, który pomoże nam wybrać odpowiednie przedmioty, doradzi co trzeba robić i odpowie na wszelkie pytania. Fajnie mieć taką niańkę, co? :) (Ja na tym etapie miałam jeszcze dodatkowe atrakcje, bo zaliczyłam alarm pożarowy, ale to już tak na marginesie :P).

   Po odbyciu spotkania z konsultantem i ustaleniu grafiku, można już udać się do kasy i opłacić wybrane przedmioty, a potem już tylko spokojnie czekać na rozpoczęcie semestru :)

To jak będzie wyglądał najbliższy semestr w moim przypadku?

    Na ten semestr wzięłam sobie tylko 1 przedmiot- English 101 Composition 1. Nie mogę sobie niestety na razie pozwolić na więcej, a poza tym wydaje mi się, że nauki i tak może być sporo, więc może lepiej wdrożyć się powoli :) Tak czy inaczej, w połowie stycznia zaczynam swoją przygodę z amerykańską edukacją i już nie mogę się doczekać :)

    A na koniec jeszcze 2 zdjęcia broszurki z przedmiotami, które oferuje Wright College w najbliższym semestrze:



25 komentarzy:

  1. Gratulacje i zycze powodzenia ;))
    Ja jeszcze sie zbieram do napisania tego typu posta :))
    Justa

    OdpowiedzUsuń
  2. Super sprawa! Troszke zazdroszcze, poniewaz tez skonczylam studia w Polsce juz dobre 4 lata temu, ale teskni mi sie za nauka:)

    OdpowiedzUsuń
  3. Gdy czytam o podejściu tamtejszych wykładowców/władz uczelni i tematyki związanej z edukacją nie mogę wprost uwierzyć dlaczego inni nie próbują tego naśladować? :) Oczywiście, że nie chciałbym przenosić wszystkiego, ale dlaczego w Polsce nie możemy zrozumieć, że bycie uśmiechniętym, pogodnym i pomocnym to naprawdę świetna rzecz. :-)

    Pozdrawiam serdecznie Paweł Zieliński

    OdpowiedzUsuń
  4. Wow, super to wszystko brzmi :) Trzymam kciuki za collage (zawsze mi się to słowo bardzo podobało :D) Bardzo jestem ciekawa amerykańskiego systemu edukacji. A powrót do szkoły jest taki fajny... trochę mi brakuje lekcji na uniwersytecie od kiedy skończyłam kurs językowy, a dalsze dokształcanie się robię już zupełnie innym tokiem. Trzymam kciuki!

    OdpowiedzUsuń
  5. Paralegal... ciekawe czy u nas będzie to możliwe?
    Pozdrawiam i zapraszam do mnie.
    Follow me :)

    OdpowiedzUsuń
  6. Fajnie, fajnie;-) Na pewno poznasz mnóstwo ciekawych ludzi, to zawsze jest najfajniejsze (oczywiście zaraz po ciekawej wiedzy:P)

    OdpowiedzUsuń
  7. Wow,super-gratuluje rozpoczecia nauki:)Bardzo popieram ze zaczynasz od jednego przedmiotu-to bardzo dobre podejscie,bo pomoze Ci sie zorientowac ile klas brac w nastepnym semestrze:)

    OdpowiedzUsuń
  8. Gratuluje wyboru :) Jestem pewna ze nie pozalujesz :)

    OdpowiedzUsuń
  9. Gratulacje - i oczywiście będę śledzić postępy :)
    A jak tak czytam to mam wrażenie, że nasze szkolnictwo wyższe postawiło sobie za punkt honoru utrudnić życie studentowi jak tylko się da.

    OdpowiedzUsuń
  10. znajoma nazwa - na ten collage uczeszcza moja przyjaciolka :) Powodzenia!

    OdpowiedzUsuń
  11. gratuluje i zazdroszcze. teraz wiem co kupic ci pod choinke - wyprawke do szkoly ;) M.K.

    OdpowiedzUsuń
    Odpowiedzi
    1. o tak, kolorowe karteczki i długopisy to jest to, co kocham najbardziej :) szkoda, że przechodzimy w wiek technologii i niedługo pozostanie tylko nudny laptop:P

      Usuń
  12. No to trzymam kciuki, żeby wszystko poszło sprawnie no i przyjemnie:)

    OdpowiedzUsuń
  13. życzymy powodzenia i trzymamy kciuki .. mam już jedną córkę na studiach a drugą, która będzie niedługo wysyłała podania na studia ... tak studia są drogie i dosyć wymagające .. ale z drugiej strony jak się coś płaci to się to szanuje :^))
    słoneczne pozdrowienia

    OdpowiedzUsuń
  14. Gratulacje! Trzymam kciuki za jak najlepsze wyniki!

    OdpowiedzUsuń
  15. Dzięki za ciekawy post,akurat w moim temacie,bo wybieram się do Trumana od marca :)
    Możesz mi proszę napisać czy pomimo tego,że będziesz miała English101 musisz też uczęszczać do ESL college preparation równolegle?
    dzięki i pozdrawiam,Magda.

    OdpowiedzUsuń
    Odpowiedzi
    1. Nie, nie muszę brać żadnych zajęć ESL.... przynajmniej nic mi o tym nie wiadomo :P
      Pozdrawiam, Paulina

      Usuń
    2. Dziękuję za szybką odp. Pytałam,bo w Trumanie na ich orientation dowiedziałam się, że warunkiem rozpoczęcia Gateway jest uczęszczanie również na ESL.Nie chcę Cie dezinformować,sądzę,że nie zakładają takiej możliwości,że potencjalni kandydaci zrobią placement test na poziomie English101 :-)
      powodzenia życzę!Magda

      Usuń
  16. Gratuluję ci !: ) Ale mam jedną uwagę do twojego postu.a mianowicie taką,że używasz złej formy zaimka ja .Zaimek ja ma dwie formy celownika: akcentowaną mnie i nieakcentowaną mi. Na początku zdania używa się tylko tej pierwszej, np.: „Mnie to daj” (ale „Daj mi to”). Formy mi można też użyć na początku zdania składowego, po spójniku, jeśli pada na niego akcent: „Robię tak, jak mi się podoba”. Zauważam,że wielu młodych ludzi popełnia ten błąd.Życzę powodzenia w szkole.

    OdpowiedzUsuń
    Odpowiedzi
    1. Dziękuję za zwrócenie uwagi! Znam to rozróżnienie, ale faktycznie często popełniam ten błąd. Tak czy inaczej- już poprawione! :)

      Usuń
  17. Moje oko się cieszy, kiedy widzę tak szeroki zakres przedmiotów z filozofii :)

    OdpowiedzUsuń
  18. Bardzo fajny wpis, dzięki któremu dowiedziałam się wielu ciekawych rzeczy :) Ja za niedługo zaczynam swoją przygodę ze studiami i muszę dobrze kierunek. Mam nadzieję, że dostanę się na wymarzone studia :D Powodzenia w dalszej pracy i pozdrawiam :)

    OdpowiedzUsuń

Copyright © 2016 Pamiętnik Emigrantki , Blogger