7/16/2013

To jak to jest z tymi wiśniami?

    Jakiś czas temu siedzieliśmy sobie z Danielem oglądając film i zajadając czereśnie (bardzo smaczne były, niemal tak dobre jak w Polsce, co jest tutaj rzadkością!), kiedy zaświtało mi w głowie pytanie: "Jak po angielsku są wiśnie?". Podzieliłam się moją zagadką z mężem i doszliśmy do porozumienia, że ok, "cherries" to czereśnie, ale nie wiemy jak są wiśnie. Nie pomógł słownik, gdzie oba te owoce figurowały pod tą samą nazwą, nie pomogła nawet Wikipedia- angielskiego odpowiednika hasła "wiśnia" w ogóle nie ma. Mało tego, zdaliśmy sobie sprawę, że nigdy nie widzieliśmy wiśni w amerykańskich sklepach! Czyżby więc Amerykanie nie rozróżniali wiśni i czereśni (wśród Polaków też przecież się to zdarza...)? A może w ogóle nie znają wiśni? Jak to jest z tymi wiśniami?

   Naszymi wątpliwościami podzieliłam się na facebook'u- zarówno na profilu blogowym, jak i prywatnym. I cóż... pomimo dużego zaangażowania znajomych i czytelników, problem nie został jednoznacznie rozwiązany! Pojawiło się kilka propozycji tłumaczenia nieszczęsnej wiśni, oto niektóre:

Beata (USA): sour cherries
Frederick (UK): cerasus, morello
Sznupcia (UK): cherries (black cherries-czereśnie)

Popytałam w międzyczasie jeszcze kilku osób i dalej nie uzyskałam jednoznacznej i pewnej odpowiedzi... Poszukałam też w sklepach- wiśni dalej nie znalazłam, ale oto kilka przykładów opisów czereśni:



 


Jak widzicie, w stosunku do czereśni używa się zarówno samego "cherry", jak i rozbudowanej formy "sweet cherry". Pozostałe człony nazw (jak "rainer") to już chyba oznaczenia konkretnych gatunków.

I na koniec wisienka na torcie. Zdjęcie z polskiego sklepu:


     Już tłumaczę o co chodzi z tym "Michigan". Michigan to stan blisko Illinois, miejsce bardzo często obierane przez mieszkańców Chicago jako cel biwaków, urlopów czy wypraw na farmy. Owe wyjazdy na farmy są tutaj w ogóle bardzo popularne. Jeździ się na truskawki, jagody, czereśnie i inne owoce i warzywa. Zbiera się samemu, ale jest taniej i "prosto z krzaczka", więc najczęściej też smaczniej. Przypuszczam więc, że i owoce ze zdjęcia miały być smaczniejsze niż zazwyczaj sprzedawane :)

A jak już jesteśmy przy polskich sklepach, to zobaczcie, co ostatnio znalazłam:


Agrest. W zeszłym roku widziałam tylko raz, ale nie kupiłam, bo uznałam, że za drogo. Potem już nie znalazłam i żałowałam cały rok. W tym roku już się skusiłam, choć jak widzicie, cena wcale nie zachęca ($3,99 za 170g), Przynajmniej jest smaczny. Choć oczywiście nie tak, jak w Polsce...



    Wiśni w amerykańskich sklepach będę nadal szukać i jak w końcu znajdę, to na pewno o tym poinformuję :)

27 komentarzy:

  1. Ha, polski sklep rządzi :) Fajne zdjęcia, w jednym nie ma w drugim nie ma a tu bach, na koniec wiśnie.
    Pozdrawiam Paweł
    http://twojwybortwojaprzyszlosc.blogspot.com/

    OdpowiedzUsuń
    Odpowiedzi
    1. Polski sklep nigdy nie zawodzi :) Choć szkoda, że nie użyli też nazwy angielskiej- zawsze byłby to jakiś trop w dalszych rozważaniach o wiśniach :)
      Pozdrawiam! :)

      Usuń
  2. Ot i ciekawostka nie do rozwikłania .

    OdpowiedzUsuń
  3. Na Cyprze rowniez o wisniach nie slyszeli... Mnie zabil widok pudeleczka 150gr malin za 6 euro;(

    OdpowiedzUsuń
    Odpowiedzi
    1. W USA na szczęśćie maliny są dość popularne, więc przynajmniej w sezonie ceny nie zatrważają :) ale przyznam- Twoja cena malin wygrała z moją agrestową!

      Usuń
  4. Miałam ten sam dylemat 2-3 tygodnie temu :)
    i rozwiązania też nie znalazłam :)


    pozdrawiam ciepło A.:)

    OdpowiedzUsuń
  5. Co jak co, ale wygląd bloga to byś mogła poprawić :P

    OdpowiedzUsuń
  6. A ja nie za bardzo lubię wiśnie. Wogóle ich nie lubię. Są za kwaśne :D

    OdpowiedzUsuń
  7. Wisnie, czyli sour cherries rosna glownie dziko i nie sa znane Amerykanom. Ale u mnie na Farmers Market mozna dostac wlasnie wisnie i sprzedaja je amerykanscy farmerzy, wiec cos sie zmienia. W sobote widzialam rowniez porzeczki i agrest (obydwa bardzo rzadko spotykane).
    Ale na tych marketach znajduje wiele zupelnie nieznanych mi warzyw i owocow, np. zakupilismy liscie Papalo (meksykanskie warzywo naciowe), ktore dodalam do guacamole i wyszlo pyszne, ponoc mozna tez dodawac je do salatek. Dzis wyprobuje:))
    A jeszcze wspomne o chinskich dzielnicach, w ktorych jest tyle nieznanych nam roznosci, ze glowe urywa:)))

    OdpowiedzUsuń
    Odpowiedzi
    1. Star, dziękuję za wyjaśnienia! :* w Chicago agrest i porzeczki widziałam tylko w polskich sklepach i to też bardzo rzadko. A jeśli chodzi o cuda z kręgu warzyw i owoców, to przylatując do USA kompletnie się nie spodziewałam, że będzie mi dane jeszcze tyle tego poznać! Praktycznie nie ma miesiąca, żebym w sklepie nie znalazła czegoś dla mnie nowego! Póki co najbardziej przypadła mi do gustu fasola żurawinowa (cranberry bean), ale bardzo ciężko ją dostać ;/

      Usuń
    2. Nie zgodzilabym sie z tym, ze wisnie (sour cherries) nie sa znane i rosa na dziko. Co roku jezdzimy na wakacje do Door County w Wisconsin, ktore slynie z sadow wisniowych wlasnie. Pyszne jak w Polsce.
      Porzeczki i agrest rosna w ogrodku kolo lokalnej szkoly w Lincoln Square. Dla wszystkich, za dobre slowo :)

      Usuń
  8. w Polskich sklepach agrest kosztuje podobnie ;) u mnie sezon na czereśnie się skończył, teraz królują wiśnie i czerwone porzeczki

    OdpowiedzUsuń
    Odpowiedzi
    1. Och, jak ja tęsknię za porzeczkami!

      Usuń
  9. The first time I saw agrest czyli gooseberries in Poland I said to my friend, "Something is wrong with these grapes." In our family we have always used "sour cherries" and "sweet cheeries".

    OdpowiedzUsuń
    Odpowiedzi
    1. Thanks Chris! Good to hear that from American girl! :)

      Usuń
  10. Wszelkie wiosenne i letnie owoce po prostu lubie! W Polsce mozna zrywac prosto z drzewa lub krzaka i takie sa najpyszniejsze!
    Serdecznosci
    Judith

    OdpowiedzUsuń
    Odpowiedzi
    1. Z krzaka zdecydowanie są najlepsze! Ja w ogóle jestem wielbicielką wszelkich owoców, a życie w USA z jednej strony mnie rozpieszcza, bo mogę jeść niespotykane w Polsce owoce, a z drugiej męczy, bo tęsknię za smakiem polskich owoców, szczególnie lipcowych truskawek...
      Pozdrawiam!

      Usuń
  11. W niemieckojezycznych krajach tak samo, ale najczesniej chzyba jest tak, ze czeresnie to slodkie wisnie, a wisnie to kwasne wisnie :)

    OdpowiedzUsuń
    Odpowiedzi
    1. Czyli i tak wszystko to wiśnie :D

      Usuń
  12. Ten komentarz został usunięty przez autora.

    OdpowiedzUsuń
  13. Myślę, że wielu z nas miało ten dylemat. Ja też. I rozwiązania jakoś nie widać... Jęzorek polski to jednak bogactwo i kopalnia słów i określeń, w angielskim już nieco ubożej. Skoro u nich nie widać wiśni to może i nigdy ich tam nie było. A my najpierw mieliśmy wiśnie, potem od nich trafiły do nas ich cherrys i nazwaliśmy je po prostu czereśniami. I mamy oba, o ;-). Ojej ale mi wywód wyszedł he he ;). Pozdrawiam serdecznie z Polski letnim owocem pachnącej :).

    OdpowiedzUsuń
  14. Zazdroszczę agrestu. W Oklahomie nie mogę znaleźć ani agrestu, ani bobu, ani szczawiu, ani ogórków kiszonych ani porzeczek, ani... Mogę tak bez końca ;) Polskich sklepów też brak ;) Ale mimo wszystko kocham ten stan ;)

    OdpowiedzUsuń
  15. Miałam podobną rozkminę z angielskim i holenderskim. Zawsze myślałam, że cherries/kersen to wiśnie i nie mogłam rozgryźć jak jest "czereśnie". Potem mnie olśniło, że wiśnie to w zachodnim mniemaniu... kwaśne czereśnie ;)

    OdpowiedzUsuń
  16. Ja tutaj tesknie za porzeczkami, bo jak widze malutkie opakowanie czasem gdzies w polskim sklepie za kilka dolarow, to sie odechciewa kupowac, bo czlowiek nawet smaku nie poczuje... nie ma to, jak objadanie sie specjalami prosto z krzaka...

    Mi tutaj jeszcze strasznie brakuje tak popularnych w Polsce swiezych slonecznikow. Ktore ubostwiam i zawsze na nie poluje - mozna znalezc na samochodach, gdzie rozne owoce i warzywa sprzedaja Meksykanie. Zwykle kosztuja nawet do 10 dolarow za jeden!!! a ja pamietam kupowanie w Polsce slonecznikow po zlotowce czy nawet 50 groszy, jak bralysmy je z mama hurtowo... w okresie slonecznikow ogladam bankructwo, bo zwykle ulegam chociaz kilku sztukom...

    OdpowiedzUsuń
  17. Ja rozkminiam już 7 rok sprawę wiśni w uk Niestety nie spotkałam �� strasznie ubolewam bo uwielbiam wiśnie �� mogę jeść kilogramami Wiśnie mają bardzo dużo witaminek zwłaszcza Wit c Rzadko je spotkać również w polskim sklepie wiśnia jest za delikatna do transportu zerwana musi być przechowywana max do 24 h inaczej robi się kompot Mam w planach posadzenie drzew wisniowych ale nie wiem jak będą owocowac w tym wilgotnym mokrym klimacie Póki co testuje truskawki porzeczki maliny jezyny (był też agrest ale mąż skosil kosiarka ��)

    OdpowiedzUsuń
  18. A poziomki? Ja w Polsce sie rodzilam, w Niemczech czesciowo roslam, dorasalam w Kanadzie, gdzie tez mamy obywatelstwo, a teraz tu w Texas od ponad 10 lat I juz koniec tego cyganiego zycia. A ja pamietam ze w Pplsce byl zajac Poziomka, I mama, co zostala w Kanadzie, mowila mi ze to takie male (dzikie?) truskaweczki. A ja nie pamietam w ogole tego smaku. Czy w Polsce to jest? W ogrodach? Czy jak jagody, w lesie? A tu w US czy w Kanadzie sa takie poziomki? Ani my tu, ani rodzice w Kanadzie nie wiedza jak to po angielsku. Czy z panstwa ktos wie moze? Bardzo bym chcieli z mezem sprobowac, a I dzieciom tez dac. Hmmm...

    OdpowiedzUsuń
    Odpowiedzi
    1. Uwielbiam poziomki! Po angielsku "Wild strawberries", ale nigdy ich tutaj nie widziałam. W Polsce rosną w lasach, ale można kupić nasiona i posiac na ogrodzie. W zeszłym roku, kiedy lecialam do Polski, dziadkowie specjalnie dla mnie wyhodowali kilka krzaczkow na balkonie :) może i Ty byś mogła zamówić sobie z Polski nasiona poziomek?

      Usuń

Copyright © 2016 Pamiętnik Emigrantki , Blogger