9/04/2012

Taste of Polonia 2012

   W miniony weekend w Chicago odbywał się festiwal polonijny "Taste of Polonia". Nota bene był to długi weekend, ponieważ w poniedziałek wypadał Labor Day- Dzień Pracy. Jest to symboliczny koniec lata i po tym dniu większość szkół rozpoczyna rok szkolny, a także zamykane są liczne atrakcje otwierane na okres letni, jak np. miejskie baseny czy plażowe obiekty. Ale wracając do "Taste of Polonia"- jest to coroczny festiwal odbywający się przy Copernicus Center i mający na celu spajanie chicagowskiej i okolicznej Polonii oraz popularyzację polskiej kultury. Trafiliśmy tam jednego dnia i z tego co widziałam, to w efekcie jest to jedynie plenerowa impreza, na której można się najeść polskiego jedzenia i napić piwa, kupić trochę gadżetów związanych z Polską, a przy okazji posłuchać muzyki, niekoniecznie polskiej. Ot, taka impreza przypominająca mi Dni Morza.Trochę inaczej wyobrażałabym sobie rozpowszechnianie polskiej kultury, ale i tak uważam, że każda tego typu inicjatywa zasługuje na aprobatę. Poza tym, może po prostu trafiłam na festiwal w złym momencie, nie widziałam tego co powinnam była widzieć i stąd moja sceptyczna postawa. Jedyny powód, dla którego jak dla mnie warto było wybrać się na festiwal, to koncert zespołu Myslovitz. Inna sprawa, że bez Rojka to już nie to samo... :( Niektórym to jednak nie przeszkadza- za plecami dało się bowiem słyszeć okrzyki typu "Rojek czadu!"...
   Zdjęć dużo nie mam, ale dzielę się tym, co mam.

Pinacolada z ... meksykańskiego stoiska! :)

Występ zespołu ludowego



   I to chyba tyle na dzisiaj. W ostatnich dniach trochę zwiedzaliśmy, więc mam nadzieję, że w najbliższych dniach znajdę w końcu trochę więcej czasu, aby wrzucić kilka postów.

13 komentarzy:

  1. A czy "reklamują" tam jakieś polskie książki? Tak bardzo mi się marzy, by współczesna polska literatura trafiała do zagranicznego odbiorcy w większym zakresie. Przecież mamy tyle wspaniałych książek (i nie mam tu na myśli "klasyki" sienkiewiczowskiej, mickiewiczowskiej itp.).

    OdpowiedzUsuń
    Odpowiedzi
    1. Nie widziałam, żeby reklamowali i niestety nie sądzę, żebym coś ominęła :( ostatnio nawet czytałam gdzieś artykuł (niestety nie pamiętam gdzie i nie mogę podać linka) o tym, że w polskich księgarniach w Chicago zaczyna być sprzedawane przysłowiowe mydło i powidło, bo spada zainteresowanie kupnem książek...

      Usuń
  2. :)Czytam wiele tego typu sprawozdań,mam też przyjaciół między innymi w Chicago z którymi utrzymuję stały kontakt.Przyznasz Paulino,że coraz bladziej to wszystko wygląda.Smutne,ale do prawdziwej integracji nigdy nie dojdzie.

    OdpowiedzUsuń
    Odpowiedzi
    1. Dobrze Cię znowu widzieć Macieju :)

      Usuń
  3. Zawsze... można kupić koszulkę ;)
    Może kolejny festiwal okaże się on iebo lepszy, a ten... to tylko wypadek przy pracy ;)

    OdpowiedzUsuń
    Odpowiedzi
    1. koszulkę, torebkę, breloczek- co tylko zapragniesz! :) prawdziwy jarmark, nie ma co :)

      Usuń
  4. Super, że pomyśleli o Polonii w USA, to bardzo miłe :)

    OdpowiedzUsuń
    Odpowiedzi
    1. Właściwie to Polonia pomyślała sama o sobie :P

      Usuń
  5. polskie gadżety prosto z Chin? ;-) polskie jedzenie to faktycznie towar eksportowy (no szczególnie chleb;)), ale chyba nie tylko to mamy w Polsce najfajniejsze?;-) Nie wiem czy nie lepiej byłoby niczego nie organizować, bo jeśli Pl ma się kojarzyć z marną imprezą plenerową, to słabo;-(

    OdpowiedzUsuń
    Odpowiedzi
    1. tutaj z polskich potraw najbardziej znane są chyba pierogi i kiełbaska :) ale także gołąbki, placki ziemniaczane i... kołaczki, które poznałam dopiero tutaj :D

      Usuń
  6. to musi być fajne uczucie, być gdzieś daleko od domu, ale i tak czuć chociaż raz w roku, że jest tuż tuż :)

    OdpowiedzUsuń
    Odpowiedzi
    1. hehe szczerze mówiąc mieszkając w Chicago cały czas można czuć się jak w Polsce- na każdym kroku można spotkać polski sklep czy usłyszeć nasz język :)

      Usuń

Copyright © 2016 Pamiętnik Emigrantki , Blogger