9/12/2016

Pchle znaleziska

     W minioną niedzielę po raz pierwszy w życiu wybrałam się na amerykański pchli targ. Wyszło dość spontanicznie i właściwie to pojechałam tam bardziej dla towarzystwa, ale to wcale nie znaczy, że z marketu wyszłam z pustymi rękoma! Jak wygląda pchli targ w wersji amerykańskiej, jak spełniłam dziecięce marzenie i co udało mi się upolować- o tym wszystkim w dzisiejszym poście. Zapraszam!

fot. http://www.wolffs.com/

     Nasz wybór padł na Wolff's Flea Market, który co niedzielę, aż do końca października, rozkłada się na parkingu przy Allstate Arena w Rosemont. Dojechałyśmy tam około godziny 13 i choć targ teoretycznie trwa do 15, to wiele stanowisk, ku mojemu rozczarowaniu, już się składało. Pomimo tego udało mi się całkowicie poddać klimatowi tego miejsca i mówiąc szczerze, odpłynęłam. Odpłynęłam przede wszystkim do czasów dzieciństwa, a może i nawet jeszcze dalej, bo rzeczy, które można dostać na tym targu, to prawdziwe skarby! Aż dziw bierze, że ludzie wciąż gdzieś mają takie cuda! Ochom i achom nie było końca, a ja przez długi czas miałam ochotę robić zdjęcia każdemu stoisku. No bo zobaczcie sami, co tam widziałam!















     Jak widzicie, na targu można dostać przysłowiowe mydło i powidło, i choć nie widać tego na zdjęciach, poza rzeczami, które już mają swoje lata, można tam zaopatrzyć się również w niektóre produkty spożywcze, środki czystości czy całkiem nowe zabawki.

     A obok czego ja nie mogłam przejść obojętnie? Oto moje skarby:



     Tak, zdaję sobie sprawę, że patrząc na to zdjęcie można pomyśleć, że dopadł mnie pewien rodzaj rozdwojenia jaźni. Ale wierzcie mi, każdy z tych produktów trafił do mnie zupełnie nieprzypadkowo!

1. Kieliszki do jajek.


     Kieliszki do jajek znalazły się w moich rękach jako pierwsze. Upatrzyłam je w ciągu moich pierwszych minut obecności na targu i tak bardzo przypominały mi Polskę, że nie mogłam ich sobie odmówić. Cena: 10 dolarów za 4 sztuki. Pewnie nie jest to najlepszy targ, jakiego można dobić, ale pokusa była zbyt silna, by sobie odmówić.

2. Koń na biegunach


    Zaledwie kilka minut po tym, jak uległam kieliszkowej pokusie, moim oczom ukazał się ten uroczy koń na biegunach. Początkowo nie miałam zamiaru go kupować, podeszłam jedynie bliżej by zrobić zdjęcie i chwilę się pozachwycać. Urzekła mnie bowiem niesamowita aura wokół tej starej zabawki i zdecydowanie widoczny upływ czasu od lat jej świetności. To dokładnie taki koń, o jakim marzyłam jako kilkulatka! Zrobiłam zdjęcie, popatrzyłam z rozczuleniem i już kierowałam się do kolejnego straganu, kiedy usłyszałam głos sprzedawcy: "Five dollars!". No czy mogłam odmówić?

3. Stare wydanie magazynu Playboy


     Kiedy dumnie kroczyłam już z koniem pod pachą, trudno było mnie czymś jeszcze skusić. Aż do momentu, kiedy dotarłam do jednego ze stoisk ze starymi płytami i gazetami. Wśród nich znajdował się karton, w którym umieszczone zostały stare wydania magazynu Playboy. Zajrzałam z ciekawości do środka i okazało się, że najstarsze z nich datowane są na lata 80.! Pomyślałam więc, że fajnie byłoby zobaczyć, o czym w czasie kiedy przyszłam na świat pisał ten znany na całym świecie magazyn. Niestety, nie udało mi się dostać wydania sierpniowego, ale znalazłam marcowe, więc chociaż rok się zgadza :) A że gazeta była jedynie za dolara, to nie mogłam jej nie kupić. A teraz dzielę się z Wami niektórymi tematami z tego numeru choć niestety, pewnie ku rozczarowaniu męskiej części, rozkładówki pokazać Wam nie mogę. 



Krótkie spojrzenie na modę męską


Gadżety modnego mężczyzny prawie 30 lat temu!

4. Książka z dziełami Michała Anioła


    Ta świetnie zachowana, blisko 600-stronicowa, bogato ilustrowana książka z 1967 to istna biblia. Jako miłośniczka zarówno historii sztuki, jak i starych książek, nie mogłam sobie odmówić posiadania tego cudeńka, tym bardziej, że wyconione zostało na jedynie 10 dolarów! Już nie mogę się doczekać tych długich, zimowych wieczorów, kiedy będę mogła spokojnie zagłębić się w lekturę tego tomiska. Jedyny minus tego zakupu? Nie dałam rady kupić już nic więcej- w jednej ręce trzymając konia, a w drugiej taszcząc książkę, nie mogłam zrobić nic innego niż tylko podreptać do samochodu...




     Wypad na pchli market uważam za bardzo udany i z chęcią go powtórzę. Teraz jednak, nauczona doświadczenieniem, pojadę tam nieco wcześniej, a także koniecznie zaopatrzę się w jakiś wózek na moje zakupy :)



     Informacje praktyczne: Pchli Targ przy Allstate Arena rozkłada się w każdą niedzielę aż do końca października i czynny jest od 6 rano do 15. Warto być tam w miarę wcześnie, ponieważ już około 13 część sprzedawców zaczyna pakować swoje manatki i opuszczać targ. Wstęp na targ kosztuje 2 dolary, ale im bliżej do zamknięcia, tym bardziej prawdopodobne, że wstęp będzie całkowicie otwarty.

11 komentarzy:

  1. ja bym na pewno wyszła z overlockiem singera ;P

    OdpowiedzUsuń
    Odpowiedzi
    1. Haha nawet pomyslałam o Tobie widząc te wszystkie maszyny do szycia :D

      Usuń
  2. Konik na biegunach Ci się opłacił. P.s myślę że takie pchle targi mają taki sam urok na całym świecie :D U mnie w mieście też są ( dużo rzeczy z Niemiec przywożą) i są tam skarby i niestety też rzeczy strasznie kiczowate

    OdpowiedzUsuń
    Odpowiedzi
    1. Pewnie tak :) Mi ten targ bardzo przypominał nasze stare, dobre polskie ryneczki ;)

      Usuń
  3. Wow! Ale super! Ja skusiłabym się na maszynę do pisania- zupełnie nie mam pojęcia po co by mi była ona- ale jest cudownaaa!!! Zakochałam się! Twoje łupy zakupowe są super i zazdroszczę takich targów!

    OdpowiedzUsuń
    Odpowiedzi
    1. Tych maszyn do pisania było całkiem sporo :) Niektóre bardzo ładne i świetnie zachowane! Aż żałuję teraz, że z ciekawości nie spytałam o cenę!

      Usuń
    2. hejka ;) na czerwonej maszynie "metka" pokazuje 20 a na bialej i szarej o ile dobrze widze 28 ;)

      Usuń
  4. Byl czas, ze bylam autentycznie uzalezniona od pchlich targow:)) Pamietam jak kiedys ladowalismy zdobycze do Jeep'a i ktos podszedl pytajac czy rozladowujemy do sprzedazy :))) Wiele z tych zdobyczy sluzylo mi przez lata cale, taka skrzynia travel trunk obita prawdziwa skora z metalowymi okuciami byla nie tylko doskonalym lokum na bielizne (dno) i rozne przydasie (gorna polka) ale tez sluzyla za stolik do kawy. Wszyscy sie tym cudem zachwycali, kupilam juz w stanie mocno nadgryzionym czasem a i tak mialam z niej pozytek przez 20 lat.
    Dopiero Wspanialy zadecydowal, ze juz pora sie tego pozbyc... no mial racje, ale bylo mi zal:))
    Ciagle lubie i jak mam okazje gdzies przejazdem to wpadam na pchli targ, ale juz unikam celowych wyjazdow. W moim wieku trzeba zaczac minimalizowac, a nie gromadzic :P

    OdpowiedzUsuń
  5. Świetny post! Muszę przyznać, że zaspokoiłaś moją ciekawość dotyczącą pchlich targów :)
    Chyba muszę poszukać jakiegoś w Atlancie :) Ja chyba nie odmówiłabym sobie zakupu takiej starej maszyny do pisania :)))) Chciałabym mieć kiedyś taki okaz w moim domowym biurze <3

    OdpowiedzUsuń
  6. Stary Playboy - niezłe. Uwielbiam konie na biegunach, więc wiesz....świetny zakup:) Pozdrawiam.

    OdpowiedzUsuń

Copyright © 2016 Pamiętnik Emigrantki , Blogger