6/07/2012

Dlaczego polscy aktorzy nie mogą podbić Hollywood i refleksja o Euro 2012

   Co jakiś czas wśród znawców, lub nawet tylko obserwatorów, polskiego kina słychać opinie, że jakiś tam aktor czy aktorka to wielkie odkrycie, że jak tak dalej pójdzie to ma spore szanse podbić Hollywood, że pojawiły się jakieś zagraniczne propozycje współpracy. I jakoś nigdy nic z tego nie wychodzi. Alicja Bachleda-Curuś, Daniel Olbrychski, Weronika Rosati, Tomasz Karolak i paru jeszcze innych aktorów miało swoje szanse w zagranicznych produkcjach, ale jakoś, przynajmniej na razie, nie pociągnęło to dalszych propozycji.

   I ja już wiem dlaczego. Eureka!

   Zapisałam się niedawno na konwersacje, co by język, którego przyszło mi używać na co dzień, trochę podszkolić. Owe konwersacje prowadzone są przez amerykańskich nauczycieli. Prawie każde zajęcia ma się z innym lektorem, bardzo ciekawe rozwiązanie, bo nie można przyzwyczaić się do jednego akcentu czy sposobu mówienia, tylko cały czas trzeba zachować uwagę. Ale do czego zmierzam? Dopiero na tych konwersacjach uświadomiłam sobie, jak wiele emocji i ekspresji wyrażają Amerykanie podczas nawet zwykłej rozmowy. To nie tak jak Polacy, którzy całą swoją wypowiedź utrzymują na jednym poziomie emocjonalnym i dźwiękowym. Nie mówię, że to gorzej czy lepiej, tylko po prostu inaczej. I skoro taki sobie zwykły nauczyciel mówi tak, że gdy tylko słucham jego głosu, modulacji, ekspresji, widzę jego gestykulację, to czuję się, jakbym była w teatrze, to jak rozwinięte te wszystkie umiejętności musi mieć aktor! A co dopiero aktor hollywoodzki! Jest to naprawdę niesamowite. I moim zdaniem, to właśnie z tego powodu- naszego narodowego problemu z naturalnym, wyraźnym wyrażeniem emocji- Polacy do tej pory nie zrobili kariery w Hollywood.


   I jeszcze jedna różnica w charakterze Polaków i Amerykanów. Bardzo wyraźna i niestety bardzo na naszą niekorzyść.

  Dlaczego, jako naród, musimy na wszystko narzekać, zamiast cieszyć się i podchodzić do różnych inicjatyw optymistycznie i z entuzjazmem? Przed nami Euro 2012, wielka impreza sportowa, już nawet nieważne jak wielkie korzyści mogąca przynieść Polsce, ale ważniejsze, że odbywa się w kraju, w którym piłka nożna uchodzi za sport narodowy, którym emocjonuje się większość Polaków bez względu na wiek czy płeć. Dlaczego więc z każdej strony słychać narzekania i postękiwania? Na różnych fejsbukach, kwejkach,  forach czy innych cudach Internetu, non stop czytam: "niech się już skończy to Euro", "jeszcze się nie zaczęło, a już mam dosyć", "po co nam to?".... Ludzie, opamiętajcie się! Zacznijcie się cieszyć, zamiast dawać upust swojej malkontenckiej duszy!


   Ot, takie krótkie refleksje mnie naszły z rana :)

29 komentarzy:

  1. Jest jeszcze jeden problem - polski akcent dla amerykanów brzmi bardzo brzydko, wręcz niegrzecznie. A pozbycie się akcentu jest bardzo trudne.

    OdpowiedzUsuń
    Odpowiedzi
    1. Nie ma co,zachęcająca uwaga:(. To opinia wszystkich Amerykanów?

      Usuń
    2. Wszystkich szczerych, bo nieszczerzy będą Ci mówili że masz "piękny" akcent.

      Usuń
    3. Aha bo myślałam że jedna osoba nie pozna wszystkich;p. Rozumiem, no to nie ma co próbować.;p

      Usuń
  2. Do filmu i akcent można zniwelować.
    Ja tam na EURO się cieszę. Jutro prosto z pracy idę do fan zone w Warszawie i ze znajomymi będę oglądać nasz pierwszy mecz. Masz rację, powinniśmy się cieszyć, że pozwolono nam zorganizować tak wielką imprezę. To dla nasz szansa na promocję. I zysk, bo kibice zostawią trochę kasy w Polsce:-)

    OdpowiedzUsuń
  3. A czy w USA informują w ogóle o EURO 2012?

    OdpowiedzUsuń
    Odpowiedzi
    1. W USA piłka nożna jest bardzo mało popularna, mało kto emocjonuje się nią tak jak w Polsce. W związku z tym również o Euro nie jest głośno. A że to mistrzostwa Europy, i USA nie biorą w nich udziału, to tym bardziej ciężko o rozgłos :)

      Usuń
    2. Yhm :) Że soccer nie jest popularny w USA to wiem :) Dlatego właśnie pytam :) Dziękuję za odpowiedź i do przeczytania przy okazji następnych notek :)

      Usuń
  4. Ludzie generalnie nie potrafią się cieszyć bo jak już coś mają chcą więcej.
    Taka natura :)
    A z tymi aktorami to chyba nie do końca się zgadzam. Raczej myślę, że problem językowy jest większy niż mowa ciała

    OdpowiedzUsuń
  5. http://www.youtube.com/watch?v=3vz2dIdQBI4

    OdpowiedzUsuń
  6. Jak mówi jedna z hipotez - Critical Period Hypothesis in Second Language Acquisition - Nigdy nie będziemy mieć takiego akcentu jak rodowici Amerykanie. Dlatego, że nasz aparat głosowy w pewnym wieku (po skonczeniu chyba 7 czy 8 lat) traci swoją elastyczność, dlatego wydobywanie z siebie pewnych dźwięków sprawia nam trudność. Oczywiście możemy to ćwiczyć, natomiast nasz akcent zawsze będzie near-native, native-like, a nie native. I myślę, że jeśli chodzi o polskich aktorów próbujących swoich sił w Hollywood, to właśnie to jest największą barierą.

    Btw. Iza Miko całkiem nieźle sobie radzi ;)

    OdpowiedzUsuń
    Odpowiedzi
    1. też słyszałam o tej teorii.

      Mi jednak chodziło o coś innego- inny akcent może być niekiedy nawet plusem. Problem jest w tym, że Polacy mają zdecydowanie większy problem z wyrażaniem emocji, można powiedzieć, że cały czas są na jednym poziomie emocjonalnym w trakcie swojej wypowiedzi, Amerykanie zaś "skaczą" to do góry, to na dół, to w bok, coś się dzieje;)

      Usuń
    2. Tak, wiem o co Tobie chodziło i niewątpliwie jesli czegos takiego oczekuje od naszych aktorow amerykanscy pracodawcy, to moga sie czasem rozczarowac. Moja odpowiedz na Twojego posta nie wykluczala Twojej opinii. Chcialam tylko dodac co jeszcze moze byc przeszkoda w podbijaniu Hollywood.
      Choc uwazam iz to co opisujesz jest do wycwiczenia. Prawdziwy profesjonalista nie powinien miec z tym wiekszych problemow. Ja naogladalam sie niedawno Desperate Housewives i moj maz czasm mi mowi, ze niezle potrafie udawac Gabi w intonacji ;), a z aktorstwem mam mało wspolnego.

      Wielokrotnie widze tez scenki w tym serialu, gdzie nastepuja tak absurdalne sytuacje, ze czasami mysle, patrzac na to jak sztywno graja niektorzy polscy aktorzy, ze po prostu odegranie takiej sytuacji w polskim serialu/filmie byloby niemozliwe.

      Usuń
  7. @Paulina
    Dlaczego nie moga podbic Hollywoodu? Bo metody jakich ucza ich w szkolach aktorskich w Polsce wyszly z mody w USA gdzies w okolicach lat 50-tych. I poza komediowymi przerobkami filmu noir nikt juz tak dretwo w czasach obecnych nie gra.

    @ Delilah
    Iza Miko niezle sobie radzi? Powiedz prosze, ze zartujesz.

    A z ta hipoteza o aparacie glosowym tracacym elastycznosc, to tez bym polemizowala. Bo czasem jedyne co rozni "native-like" od "native" to miejsce urodzenia - sa przypadki, dosyc czeste nawet, gdzie sami native nie sa w stanie zauwazyc zadnej roznicy w akcencie.

    OdpowiedzUsuń
    Odpowiedzi
    1. Na tle innych naszych aktorów próbujących przebić się w USA, Panna Miko wypada dobrze. Coz moge powiedziec. To nie znaczy, ze najlepiej i nie znaczy, ze to jakis super talent aktorski itp. itd.

      Oczywiscie, ze to zalezy tez od miejsca urodzenia. Hipoteza tego nie wyklucza. Powiem wiecej, jesli system dzwiekow w danym jezyku jest zblizony do np. angielskiego, to tym latwiej bedzie nam udawac "native accent". A jak to jest z tym aparatem tracacym elastycznosc, to moze przytocze inny przyklad... pomysl o jakims Amerykaninie, Angliku, Australijczyku, który mówi po polsku tak dobrze, ze nie bylabys w stanie powiedziec, czy to Polak czy nie, przy czym zaden z jego/jej rodzicow nie jest Polakiem. A teraz pomysl o Rosjaninie czy Ukraincu, który z latwoscia potrafi mowic po polsku i nikt nie przypuszczalby, ze to nie Polak. Dlaczego tak jest? Proste - podobne/te same dzwieki w obu jezykach wycwiczone od dziecinstwa.

      Usuń
    2. Oczywiscie stopien opanowania danego jezyka zalezy tez od motywacji, wysilku i czasu przeznaczonego na nauke. Jesli Rosjanin uczy sie niedbale polskiego, to zrozumiale, ze bedzie mu ciezko zabrzmiec jak native.

      A poza akcentem jest jeszcze wiele innych rzeczy, ktore moga "zdradzic" obcokrajowca jak np. jakies "kalki" przeniesione z jezyka ojczystego na drugi jezyk np. "hard as a stone", albo jak mówi Joasia z tap madl "Jeszcze nie zrobiliśmy decyzji"

      Usuń
    3. Porownanie o Amerykaninie, itp mowiacym po polsku, uwazam, ze jest nietrafione, bo dla anglojezycznego native speakera nauka polskiego jest duzo bardziej pracochlonna niz na odwrot.

      Ale w twoim komentarzu jest tez najwazniejszy, jak dla mnie, fragment w tej calej dyskusji - "dzwieki w obu jezykach wycwiczone od dziecinstwa". I jak kazdy profesjonalny spiewak czy logopeda ci powie, dzwieki wcale nie musza byc wycwiczone od dziecinstwa aby uzyskac porzadane rezultaty - ktorymi moga byc rowniez nabycie nowego czy zmodyfikowanie istniejacego akcentu.

      Niektorzy uzyskuja native akcenty (sorry, wedlug ciebie - native-like akcenty) z pomoca patologa mowy, inni - przez samodzielna analize dzwieku. Ale jak najbardziej jest to mozliwe. Nawet dla Polaka ;-)

      Usuń
    4. Tlumaczysz, jakbym tego nie wiedziala, ze dla Anglika nauka jezyka jest trudniejsza niz na odwrot. Ale mi nie o trudnosc jezyka chodzi, tylko o dzwieki w danym jezyku. Co z tego ze nauka polskiego jest pracohlonna, a potem mowisz, ze kazdy logopeda mi powie, ze dzwieki nie musza byc opanowywane od dziecinstwa, zeby uzyskac porzadane rezultaty. Skoro tak uwazaja, to co za problem dla Anglika nauczyc sie tych kilku dzwiekow, np. /ż/, /c/? Co za problem dla Francuza wypowiedziec nasz dzwiek /h/? Dlaczego maja z tym az taki problem? Dlaczego moja ciotka urodzona we Francji, mieszkajaca w Polsce od 12 roku zycia (a teraz majaca juz 80 lat) do teraz nie wymawia /r/ jak Polacy, tylko jak Francuzi?

      Nie wg. mnie, a według hipotezy, ktora przytoczylam i z ktora moge sie zgodzic na bazie doswiadczen z nauczaniem jezyka, a takze osluchaniem sie z mowa native speakerow jezyka angielskiego i obcokrajowcow mowiacych po ang.


      Btw. hipoteza ta nie dotyczy tylko i wylacznie problemow z nabycien akcentu 'native' w jezyku angielskiem, ale ogolnie.

      Poza tym, jeszcze w swoim życiu nie słuchałam Polaka, który mowi tak dobrze po angielsku, że mogłabym go pomylić z nativem. Jesli znasz jakis przyklad, to poprosze o jakies nagranie, czy chocby nazwisko, to moze sama znajde i chetnie poslucham. Omnibusem nie jestem i moze gdzies taki czlowiek sie ukrywa :)

      A dyskusja dotyczyla naszych aktorow, ktorzy chyba az tyle czasu na nauke jezyka i cwiczenia nie poswiecaja. A jesli poswiecaja sporo, to i tak jak widac - za malo.

      Usuń
    5. Tlumacze jakbys tego nie wiedziala, no upierasz sie przy swoim i nie jestes w stanie zaakceptowac innych mozliwosci. Troche mi z tego wynika, ze skoro sama nie moglas opanowac native akcentu (jakiegokolwiek z nich, bo nawet tych jest przeciez cala masa), to hipoteza musi sie sprawdzac w 100% i innych mozliwosci nie ma - tak przynajmniej wynika z twoich komentarzy.
      Jak pomieszkasz dluzej w USA to poznasz Polakow, urodzonych w Polsce, ktorzy posluguja sie dwoma jezykami jak native speakerzy - jest ich sporo.

      Usuń
    6. Z wymowy angielskiej pisałam swoją pracę licencjacką, upieram się więc ponieważ znam badania i literaturę, jeśli chcesz poczytać to mogę podrzucić Ci kilka tytułów, a pronunciation to mój absolutny konik i zboczenie, bo jest to jeden z najwazniejszych aspektow nauki jezyka ;)

      Ty potrafiłaś opanować native accent? Chętnie posłucham :)

      Ja nad swoim akcentem pracuję jakieś 4 lata, nie jestem w stanie powiedzieć na ile native speakerzy biorą mnie za "swoją". Kiedy miałam przyjemnośc rozmawiania z Anglikiem, zapytał czy jestem Amerykanką. Ale czy to znaczy, że Amerykanie mają mnie za "swoją" kiedy się do nich odezwę? Tak samo Polak, ktory "nie zna sie na rzeczy", tez moglby pomyslec, ze urodzilam sie w USA/UK/Australii...

      Wiem też, że akcentów jest sporo i nie musiałam mieszkać w USA, żeby się z nimi osłuchać, mam mnóstwo materiałów na ten temat. Są akcenty i są także pewnie akcenty standardowe tak w USA jak i w UK, mowi sie tez, ze ludzie mowiacy akcentem standardowym tak na prawde mowia "bez akcentu" i tacy sa poszukiwaniu np. do radia, TV etc.

      Poza tym...nie wiem na ile jestes wyksztalcona w tej dziedzinie i na ile masz wyczulony sluch, zeby wychwycic roznice ze to zdanie jest mowione przez rodowitego Amerykanina, a tamto zdanie przez Polaka, ktory nauczyl sie angielskiego po swoim "Critical Period", bo moze po prostu piszesz to co piszesz, bo sama nie potrafisz wskazac roznicy. Ale nie znam Cie wiec, nie bede z gory oceniac, tak jak Ty to zrobilas. ;)

      I nie, nie mowie, ze cos jest absolutnie niemozliwe. Powiedzialam tylko, ze Polaka mowiacego tak dobrze po angielsku, ze nie poznałabym czy to Polak czy Amerykanin, jeszcze nie mialam okazji sluchac. A sluchalam juz wielu. Takze mowie, jesli znajdziesz takiego kolesia/panne chociazby na youtubie czy gdziekolwiek, to podeslij, bo chcialabym w koncu posluchac :) Tyle...

      Usuń
    7. Dopiero teraz natrafiłam na ten wątek ale jak cię to jeszcze interesuje to miałam okazję słuchać osoby, które brzmią prawie całkowicie jak native np.

      http://www.antimoon.com/learners/tomasz_szynalski.htm

      Iza Miko jak dla mnie jest praktycznie nierozróżnialna od nativa:
      http://www.youtube.com/watch?v=BYdilc11-LA

      Weronika Rosati też całkiem nieźle sobie radzi chociaż ja bym ją nie pomyliła ją z nativem:
      http://www.youtube.com/watch?v=ujoac39qyXs

      Jestem zdania, że niektórzy są wstanie osiągnąć taki rezultat, że nie będą wstanie być rozróżnieni od nativa. Kto wie ile takich osób jest za granicą ale nigdy o nich nie usłyszymy. Dla większości wymaga to sporej ilości pracy i czasami profesjonalnej pomocy ale wierzę, że dla niektórych jest to całkowicie możliwe.

      Usuń
    8. Napotkałam się też na taką wypowiedź:

      "Czy niemożliwe jest, żeby Polak - czy w ogóle non-native - brzmiał jak rodowity Anglik - chyba nie ma co wydawać tutaj kategorycznych sądów. Kiedyś wymieniałem w tej sprawie maile ze znanym profesorem, autorem książek dotyczących akcentów Wielkiej Brytanii i redaktorem słownika fonetycznego wydawnictwa Longman - Johnem Wellsem. Profesor napisał:

      Yes, I have come across occasional speakers of EFL whom I could take for native speakers. Some are bilinguals who have partly grown up in an English-speaking country; but I can think of others who have not (at least Dutchmen, occasional Germans and Scandinavians, even one Japanese). But they are certainly exceptional."

      Usuń
  8. Lubię Twoje poranne refleksje:)

    Zapraszam Cię również do udziału w zabawie. Szczegóły u mnie w blogu:)

    Pozdrowienia

    OdpowiedzUsuń
  9. Bo to jest wina Tuska

    OdpowiedzUsuń
  10. wiesz też to zauwazyłam, mieszkam w nl i tu ludzie się cieszą, przegrali euro (nie wyszli z grupy) i co mówią - bywa (jasne są żli, że się nie udało) przecież za chwilę olimpiada w londynie :]

    OdpowiedzUsuń
  11. musza dawac dupu w kitniaka.

    OdpowiedzUsuń
  12. tam rzadzi zydowska masonerria.

    OdpowiedzUsuń

Copyright © 2016 Pamiętnik Emigrantki , Blogger